W bieżącym okresie miało i będzie mieć miejsce sporo interesujących wydarzeń na prawicy i warto odnieść się do tego, co już się odbyło. Pociągnę też temat sygnalizowanego wcześniej sporu co do właściwych dróg uformowania nowej prawicowej klasy politycznej, jaki można zaobserwować między redaktorem Jerzym Karwelisem i pułkownikiem Piotrem Wrońskim. Ta dyskusja najogólniej mówiąc sprowadza się do wyboru strategii, czy mimo wszystko wchodzić w obecny system, czy czekać na jakiś bunt społeczny.

Na początek nawiążę do bardzo ważnego i zapewne bardzo ciekawego wydarzenia kulturalno-społecznego, jakim był wieczór autorski redaktora Karwelisa w stolicy w dniu 12 lipca. Niestety nie mogłem tam być, gdyż nie udało mi się znaleźć osoby, z którą mógłbym się wybrać. Było zapewne wiele powodów tego stanu i utwierdziło mnie to w przekonaniu o słuszności idei tych lokalnych spotkań z redaktorem Karwelisem, choćby właśnie w Toruniu.
Wydaje mi się, że w moim mieście najchętniej i najlepiej takie spotkanie zorganizowałyby lokalne struktury Konfederacji, chyba, że istnieją jakieś inne nawet nie tyle polityczne, co społeczne środowiska, które w tym momencie nie przychodzą mi do głowy. Na takie spotkania regionalne byłoby łatwiej dotrzeć ludziom, dla których to bliżej, niż do Warszawy, bo wiadomo dla wielu trudno tak z głębi kraju wyskoczyć na pół dnia do stolicy z różnych względów.

Obaj panowie spierają się jak mówię, choć na przestrzeni lat przedstawili wiele słusznych, nawet takich samych diagnoz.
Przykładowo obaj mieli rację już w 2015 r. odnośnie Kukizowców niedawno odkryłem artykuł redaktora Karwelisa na ten temat, do którego odnośnik link zamieścił na stronie „Dziennika zarazy”.

Jak wiadomo właśnie pan Jerzy już kilka lat temu podejmował wiele działań w celu zażegnania wojny polsko-polskiej, choćby poprzez swoje pierwsze dzieło, czyli książkę „Trzeci sort” i choć napisał ją wtedy, gdy nie tylko Polska, ale w ogóle świat wyglądały normalnie, czyli przed 2020 r., nie mniej nauki z tego płynące współcześnie też powinny być brane pod uwagę. Także tym wcześniejszym działaniem było zaangażowanie w ruch Polska Fair Play jego współtworzenie i sądzę, że gdyby zrodziły się u redaktora aspiracje polityczne, powinien może nawet wrócić do tej nazwy ruchu, lecz tym razem sam byłby liderem, a budować ma na czym, nawet lepiej, niż miał prof. Robert Gwiazdowski. Oczywiście nie da się tego zbudować teraz w tak krótkim czasie, ale może warto, by rozważył ten krok w najbliższych eurowyborach, ewentualnie jako społeczny kandydat prawicy w wyborach prezydenckich 2025.

Co zaś do wizji pułkownika Wrońskiego to na czym polega główna niedoskonałość jego koncepcji?

Polega ona na pomijaniu tego, że taki legalny bunt bojkot karuzeli nie dokonał się przed 2004 r., gdy sytuacja w naszym kraju była o wiele gorsza, ale Polacy tego nie zrobili. Jedno warto powiedzieć, że gdyby obaj panowie byli wcześniej aktywni, czyli w okresie platformianym, a nawet za pierwszego PiS-u wnosiliby tak, jak współcześnie wiele dobrego w polski dyskurs polityczny, choć akurat pan Wroński jeszcze wtedy nie mógł się ujawnić, chyba, że byłby już w cywilu.

Tymczasem Konfederacja organizuje spotkania lokalne i o jednym z nich na naszych łamach napisała redaktor Liliana Borodziuk, mianowicie o spotkaniu Konfederacji Korony Polskiej w Malborku.
Trudno dziwić się nie do końca pozytywnym, w sumie dość negatywnym odczuciom pani Liliany, aczkolwiek warto pamiętać, że ugrupowanie Grzegorza Brauna stanowi jeden z odłamów jedno ze skrzydeł Konfederacji, a nie jej całość. Poprzednio wspomniałem, że obecny program Konfederacji jest krytykowany przez Korwinistów, ale okazuje się, że nie tylko, gdyż prof. Robert Gwiazdowski w swoich felietonach na łamach Interii także punktuje ten program, choć w sumie konstruktywnie.

Kolejne stronnictwo, czyli Polska Jest Jedna Rafała Piecha.
Spotykam się z taką opinią, że przewodniczącego Piecha i ludzi, którzy mają kandydować z tego ruchu nie ma w mediach głównego nurtu, przez co ugrupowanie to nie jest szerzej rozpoznawalne. Być może jest to świadoma strategia prezesa i sympatyków, by promować się poprzez własne kanały komunikacji, tylko, czy da się tą drogą wykuć możliwy sukces?

Nadal też nie pojawiają się choćby w PJJ TV inne osoby, czyli właśnie ci kandydaci, więc jeszcze nie udało się nam Polakom obejrzeć wystąpień publicznych pozostałych pretendentów w wyścigu wyborczym.

Tegoroczne lato nie jest sezonem ogórkowym z racji wyborów i na pewno pojawi się wiele wydarzeń i zjawisk, które nam wszystkim nasuną różne spostrzeżenia.