Nie wiem, jak mnie sztuczna inteligencja zapeklowała na Facebooku, ale wychodzi na to, że jej algorytmy rozmijają się z moimi, jak to się określa upodobania i orientacje … preferencjami. W ciągach wiadomości mi przesyłanych pełno jest informacji o perypetiach sercowych celebrytów, albo o tym, kto i kiedy z nich dokonał…coming out, to znaczy ściągnął spodnie, żeby z nich wyjść albo o tym, jak dwie otyłe lesbijki wzięły ślub, gdzieś na zupełnych antypodach i teraz Polskę zaskarżą do Strasburga… że tego nie honoruje, itp. Tak więc pod koniec tego szczególnego dnia, jestem rozczarowany tym szumem, który skutecznie zagłuszył jego wyjątkowość. Jestem teściem, a także dziadkiem zawodowych żołnierzy. Jestem też, o czym pisałem we wcześniejszym poście i innych tekstach… skromnym, ale wiernym czcicielem wizerunków Matki Boskiej, z Mariampola, Buszcza, które tak jak i ja musiały uciekać z mojej ziemi rodzinnej, pozostawionej tam — na Wschodzie, a także obrazu z mojego dzieciństwa Matki Boskiej Kalwaryjskiej. Rozczarowany facebookową obojętnością, zamieszczam jeszcze przed północą zdjęcie, wykonanej na desce z szafy ze szpitala psychiatrycznego ikony, inspirowanej wizerunkiem Matki Boskiej z Monastyru w Pleśniskach koło Podhorców. Do namalowania tego obrazu namówiłem pewną utalentowaną wariatkę, kiedy pracowałem w Zakładzie Aktywności Zawodowej. Mój sentyment do tego obrazu bierze się stąd, że w tym monastyrze, ojcowie Bazylianie udzieli mi bardzo skutecznego błogosławieństwa, którego głównym zadaniem było strzec mnie od wszelkiego zła, podczas moich licznych podróży po Ukrainie. Велике спасибі !