Ta sprawa wywołała reakcje typowo, rzekłbym, „polskie” – nie zmarnowano okazji, żeby skoczyć sobie do gardeł.
Niejaki Pan Kaleta z Solidarnej Polski napisał, że Szmydta powołał na sędziego prezydent Komorowski. Zapomniał jednak dodać, że na sędziego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, bo do Sądu Rejonowego to Szmydta powoływał jeszcze prezydent Kawśniewski, a do Sądu Okręgowego powołał go, o zgrozo! – prezydent Lech Kaczyński (!), a dyrektorem biura w KRS uczynił Szmydta partyjny szef Pana Kalety – minister Ziobro.
Prezydent Komorowski również przypuścił szarżę:
„Zdaje się, że pan Zbigniew Ziobro go wykreował. Z faktu, że został dyrektorem biura neo-KRS wnioskuję, że był człowiekiem głęboko zaangażowanym po stronie PiS. Zresztą potwierdza to uczestnictwo w aferze hejterskiej, w której brudną robotę robili sędziowie lub członkowie wymiaru sprawiedliwości, którzy byli najbardziej związani z władzą pisowsko-ziobrową”.
Takich wzajemnych połajanek między politykami jest pełno w internecie. Wtórują im media – portal wpolityce.pl zarzuca, ze Szmydt często gościł w TVN, w sytuacji, kiedy indagowoany o to Pan Karnowski zapomina, że sędzia Szmydt był również gwiazdą „prawicowych” telewizji, gazet i portali, m.in. wpolsce.pl – gdzie był gościem Wojciecha Biedronia.
Tymczasem problemem nie jest to, z którą opcją polityczną w Polsce był związany sędzia Szmydt, ale to, że był związany z rosyjskimi służbami i to, że najprawdopodobniej przez wiele lat.
Proszę zauważyć, że Mr Szmydt przechodził raz na jedną, raz na drugą stronę frontu – on nie grał na wynik, on grał na chaos!
Mnie dziwi natomiast jedno – jakim cudem polskie służby nie zorientowały się przez tak długi czas, że mają ukrytego agenta na tak wysokim stanowisku państwowym?
Sędzia Szmydt urodził się w 1970 r. – jest już po 50-tce. Według danych Business Insider Polska z maja zeszłego roku miesięczne wynagrodzenie całkowite (mediana) na stanowisku sędziego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego wynosiła 16 730 PLN brutto. Co drugi sędzia otrzymywał pensję od 14 970 PLN do 21 520 PLN. 25% najgorzej wynagradzanych sędziów zarabiało poniżej 14 970 PLN brutto. Ale pamiętajmy, że Sędziowie nie płacą składek ZUS z własnej wypłaty, co sprawia, że ich pensja „na rękę” jest sporo wyższa od takiej samej pensji statystycznego Kowalskiego.
Sprawując więc funkcję sędziego od 2001 r., miał czas Mr. Szmydt czegoś się dorobić, zgromadzić jakieś oszczędności.
Tymczasem Pan sędzia – co wynika z jego oświadczenia majątkowego – nie posiada żadnych nieruchomości ani dóbr ruchomych. Ma stary samochód – Skodę Fabię z 2015 r. – i długi na prawie 600 tys. zł.
Jakim więc cudem taka osoba mogła dochodzić do tak wysokich stanowisk w państwie i nikogo to nie niepokoiło? Przecież to klasyka gatunku! – pieniądze, uzależnienia, kobieta (mężczyzna), rzadziej kwestie ideologiczne, ale tych lekceważyć też nie można.
Kto go promował? I – pytanie zawsze w takich przypadkach stawiane – ilu jest ich jeszcze między nami? W środowisku sędziowskim, w dyplomacji, w służbach, w wojsku? Kto ich – tu się powtórzę – awansuje, popiera ich kariery, przedstawia do odznaczeń, daje podwyżki?
Mamy w Polsce przypadek niezwykłych karier – nawet utrata poświadczeń bezpieczeństwa nie stanowi przeszkody, żeby ktoś został Dyrektorem Generalnym jakiegoś Ministerstwa, czy nawet wiceministrem w rządzie jednej opcji, a potem „realizował się” dalej na wysokich stanowiskach pod rządami drugiej opcji.
Mamy niszczących duże firmy urzędników skarbowych, których nagradzamy awansami za „wzorową służbę”. Rękami własnego państwa usuwamy konkurencję zagranicznemu kapitałowi – kto słyszał, żeby taki kapitał miał poważniejsze problemy z polskim fiskusem?
Nie widzimy, że akceptacja dla kulawych procedur (sędziowie sądów administracyjnych są weryfikowani jedynie przed objęciem urzędu!), samowoli urzędniczej, nagradzanie tych, którzy jawnie łamią reguły osłabia nasze państwo, czyniąc go przez to podatnym na ataki hybrydowe. Sprawia też, że uczciwi funkcjonariusze państwa, a jest ich przecież przytłaczająca większość – często cicho akceptują zło, które produkowane jest w ich miejscach pracy.
Kiedy piszę ten tekst media informują, że w Sali, w której miało się odbyć posiedzenie Rady Ministrów w Katowicach, znaleziono jakieś urządzenie mogące służyć do podsłuchu. W naszej części Europy (Węgry, Polska) afery podsłuchowe obalały rządy. Tych podsłuchów nie zakładały krasnoludki. Boję się jednak, że służby będą chciały się teraz wykazać i kilku krasnoludków nam złapią. Oprócz śpiocha, którego w zamieszaniu nie zauważą, a który będzie sobie smacznie spał, aż nie obudzi go telefon z moskiewskiej centrali.
Zostaw komentarz