Znana jest zapewne anegdota o żydzie i kozie. W skrócie, Mosze narzekał rabinowi, że ma straszne życie. Rabin kazał mu kupić kozę i trzymać w domu, wraz ze zrzędliwą teściową, żoną i piątką dzieci. Po tygodniu znów poskarżył się rabinowi, że teraz ma jeszcze gorzej. No to duchowny kazał mu ową kozę sprzedać. Po jakimś czasie Mosze wrócił do rabina i już od progu krzyczy – „Rebe, jaki ja jestem teraz szczęśliwy”.

Czekając na wizytę lekarską w przychodni onkologicznej obserwowałem pacjentów.
Byli starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni.
Moją uwagę przykuł pan na wózku inwalidzkim, może w moim wieku.
Przyjechał z żoną, która się nim się z dużą troskliwością opiekowała.
Był nie tylko sparaliżowany od pasa w dół, ale i po poważnej operacji onkologicznej.
Oboje robili wrażenie ludzie spokojnych, pogodzonych z życiem. Ona, od czasu do czasu, coś mu tam poprawiała przy swetrze. Myślę, że nic się z tym swetrem nic złego się nie działo.
Były to raczej drobne gesty czułości. On, przekomarzał się z nią ze swoich przypadłości. Dwoje pięknych ludzi.

Podobno Polacy lubią narzekać. I faktycznie, wielu moich znajomych, przy każdej okazji zawsze pomstuje. Na drożyznę, współmałżonków, kiepską pracę, polityków, pogodę i wszystko co ślina na usta przyniesie.

Nie wiem, może pomaga to im rozładować stres. To jest jednak złudne wrażenie, bo od to wieczne narzekactwo sprawia, że stają się zgorzkniali. Nie potrafią się cieszyć tyloma drobiazgami, które im przynosi życie.
Choćby tym, że są zdrowi. Mają co jeść i w co się ubrać. Że o poranku witają nowy dzień, który nie wiadomo co przyniesie.

Co można im poradzić?

Ano by sobie kupili kozę i pomieszkali z nią tydzień pod jednym dachem. (metaforycznie)

A potem, niech tę „kozę” sprzedadzą. Może wtedy docenią to co mają i będą szczęśliwi.

Ps. Będę wdzięczny za nie lajkowanie emotikonem „trzymaj się”’.

Foto: Joanna Styrczula