Ostry zimowy dzień, ale bez śniegu, za to ze złotymi promieniami słońca przebijającymi się przez pochmurne niebo. Nie wiem, czy tak samo było 55 lat temu, gdy mordowano robotników w Gdańsku i Gdyni. Zapewne bardziej ponuro. Być może czarno-biało jak na kronikach filmowych z tamtego okresu.

W każdym razie ta półokrągła rocznica dała okazję do wygłaszania płomiennych przemówień oraz wznoszenia okrzyków: „precz z komuną!”. Nie wskrzesi to jednak zamordowanych wówczas ludzi ani nie jest w stanie zastąpić sprawiedliwości, która w naszym kraju nie działa.

Bo przecież wciąż żyją jako Polacy zbrodniarze, którzy strzelali w tamten zimowy poranek. Nigdy nie rozliczyliśmy tamtej zbrodni. Zamiast więc wygłaszać patriotyczne przemówienia, powinniśmy pokornie przepraszać. Nie mieliśmy przecież prawa wybaczyć w imieniu tych, których zdradzono o świcie. Tym bardziej nie powinniśmy zapomnieć. I nie tłumaczmy się upływającym czasem oraz pragmatyzmem nowych czasów. To jest po prostu najzwyczajniejsza zdrada.

A zdrada ma przecież swoją cenę. Dzisiaj znowu w przestrzeni publicznej możemy usłyszeć coraz więcej głosów przepełnionych nienawiścią do ludzi uznanych za wrogów. To są te same emocje, które musieli odczuwać mordercy z 1970 roku. Być może są to nawet ci sami ludzie, którzy teraz domagają się represji wobec przeciwników. A jeżeli nie oni — to ich dzieci i wnuki.

Jeszcze nie strzelają. Być może dlatego są tacy sfrustrowani. Cierpliwości! Zapewne powrócą jeszcze czasy, gdy wnuki komunistów będą mogły zabijać w imię sprawiedliwości.

Podobno nie można obarczać wnuków winami ich dziadów. Ja bym się nawet z tym zgodził, ale pod warunkiem, że wnuki komunistycznych bandziorów wyrzekną się korzyści, które zyskali dzięki swym przodkom. Ustalmy więc najpierw, kim były komunistyczne dziady oraz jaką pozycję we współczesnej Polsce miałyby ich wnuki, gdyby nie było komunistycznej okupacji. Następnie cofnijmy czas. Wtedy będzie OK — ja przestanę się czepiać.

Natomiast teraz wychodzi mi na to, że nasze obecne polskie społeczeństwo składa się w części z potomków zdrajców, którzy wybaczyli, oraz potomków morderców, którzy nie wybaczają. Nie rozumiem więc, dlaczego nie potrafimy się ze sobą dogadać. Zupełnie tak jak wtedy przy „okrągłym stole”. Wnuki morderców z wnukami zdrajców.