Z wiekiem człowiek odkrywa rzecz osobliwą: nie każdy spór rodzi się ze złej woli. Częściej kłócimy się nie o prawdę, lecz o to, co widzimy ze swojego miejsca. Każdy z nas stoi w innym punkcie, a z każdego punktu świat wygląda trochę inaczej.

Przypomina mi się stara żydowska opowieść. Do rabina przyszło dwóch ludzi, każdy przekonany o swojej racji. Rabin wysłuchał pierwszego i powiedział: „Masz rację”. Wysłuchał drugiego i stwierdził: „Ty też masz rację”. Na to ktoś z boku zaprotestował: „Przecież nie mogą obaj mieć racji!”. Rabin spojrzał na niego łagodnie i odparł: „Ty też masz rację”.

Na pierwszy rzut oka to żart, ale kryje się w nim więcej mądrości niż w niejednym traktacie. Widzimy tylko fragment rzeczywistości, a resztę dopowiadamy sobie doświadczeniem, lękiem, ambicją. Jak na tym popularnym obrazku z „szóstką” i „dziewiątką”: każdy patrzy z innej strony i każdy jest przekonany, że to jego perspektywa jest tą właściwą. Najwięcej hałasu robią ci, którzy uznali, że ich punkt widzenia to cała prawda o świecie. A czasem wystarczyłoby zrobić krok w bok, by zobaczyć, co widzi ten drugi.

Różnić się – to naturalne. Spierać się – też. Problem zaczyna się wtedy, gdy każdą opinię nie po naszej myśli traktujemy jak błąd, a błąd jak powód do potępienia. Wtedy zamiast rozmowy zostaje tylko echo własnych przekonań. A świat, w którym słychać wyłącznie własny głos, szybko robi się ciasny i ubogi.

Prawo do decydowania o sobie i do własnego spokoju nie jest fanaberią – to fundament godności. Zauważyłem, że są ludzie, którzy nie wchodzą w każdy hałas. Ich milczenie bywa odbierane jak polemika, choć oni po prostu wybierają sprawy naprawdę ważne, a resztę puszczają wolno. Wiedzą – albo przeczuwają – że rejwach karmi ludzkie demony, więc wybierają ciszę.

I tu dochodzimy do sedna tego obrazka, o który tak dopytywaliście, jakby krył w sobie szyfr do ludzkiej natury. Demony nie lubią ciszy. Bo cisza nie potwierdza emocji, które je napędzają. A to, co nie znajduje odbicia, zaczyna drażnić najbardziej. Wtedy nie chodzi już o słowa, ale o samą obecność.

Z czasem człowiek zaczyna rozumieć, że nie wszystkich da się przekonać i nie wszystkich trzeba. Czasem też to nie słowa drażnią najbardziej, lecz spokój i brak reakcji na prowokację, bo cisza bywa bardziej prowokująca niż krzyk. A część ludzi i tak nigdy Cię nie polubi – nie dlatego, że robisz coś źle, ale dlatego, że Twój spokój drażni ich demony. I choćbyś milczał, będziesz działał na nich jak czerwona płachta na byka. Bo spokój jednych bywa dla innych najbardziej niewygodnym lustrem.

Zbigniew Grzyb

Z cyklu: PITOLENIE STAREGO GRZYBA 🍄