Obfitość i kaloryczność potraw na polskim, wielkanocnym stole może przyprawić o zawrót głowy i ostre zapalanie trzustki albo woreczka żółciowego. Taką już mamy tradycję, zastaw się, a postaw się. Zwłaszcza na Wielkanoc.

Zdaję sobie sprawę, że bez żurku lub barszczu białego na białej kiełbasie, faszerowanych jajek, pasztetów, pieczonych boczków, szynki, karkówki, schabu ze śliwką i mnóstwa kalorycznych ciast, to polska tradycja.

To smaki naszych dziadków, rodziców i pra pra przodków.
I nie w samych potrawach problem, choć są ciężkostrawne i wyskokaloryczne, ale w ich ilości.

Inna sprawa, że owa tradycja powstała w czasach, gdy mięso, poza szlachtą, jadano bardzo rzadko.
Na wsiach i w rodzinach robotniczych, na codzień, na stole królowały ziemniaki, kasze, zawiesiste zupy, a jak kto był zamożniejszy, w niedzielę pojawiał się kurczak.
Generalnie, było biednie.

Dopiero święta czy to Boże Narodzenie, czy Wielkanoc to była uczta dla żołądka i oczu.
Każdy Polak, nawet najbiedniejszy, chciał mieć na stole tradycyjne potrawy albo, choćby ich namiastkę.

Dziś wszystkiego jest pod dostatkiem, a dyskonty, ostro walczące między sobą, maksymalnie obniżają ceny mięsiw i świątecznych wędlin.
Obecnie nie musimy odbijać sobie w święta, całorocznego postu, zwłaszcza bez mięs.

I możemy nieco zmodyfikować menu świąteczne.
A przede wszystkim, zachować umiar.

Majonez zastąpić gęstym jogurtem, zwłaszcza tzw. greckim, zastąpić czerwone mięsa, drobiem, z którego można zrobić świetną świąteczną pieczeń.
Zmniejszyć porcje, tak abyśmy wstawali od stołu nie do końca najedzeni.

Ograniczyć picie napojów wysokosłodzonych.
No i alkoholu.

Podać dużo warzyw, w różnej postaci.
W surówkach, grillowanych, duszonych jak np. czerwona kapusta duszona w odrobinie czerwonego wina lub modny dziś pasternak gotowany, zamiast ziemniaków albo pataty.

No i nie przesadzać z jedzeniem mazurków (zwłaszcza), serników i wszelakich, innych ciast.

A po świątecznych posiłkach, ruszać się.
Tak jak to każdy potrafi.
Na spacerze, na rowerze, biegając itd.

Dziś już nie musimy hołdować dewizie – „postaw się, a zastaw się”.