Studnia jakich setki, które można spotkać, przemierzając leśne bezdroża Bieszczadów. Kiedyś wokół takich miejsc tętniło życie — stały domy, słychać było szczekanie psów, śmiechy dzieci. Dziś tereny te pochłania las. Zostają tylko zdziczałe sady, resztki kamiennych piwnic i samotne studnie ukryte pośród drzew.
Ilekroć trafiam na taką studnię pośrodku lasu, przypomina mi się historia zasłyszana wiele lat temu.

Mówiono, że głęboko w górach istnieje polana. Nie prowadzi do niej żadna ścieżka, a mimo to niektórzy trafiają tam nocą, jakby coś ciagło ich w tamtą stronę.
Pośrodku tej polany stoi stara kamienna studnia.
Ludzie nazywali ją Studnią Dusz.

Miejsce obok było zawsze wilgotne. A patrząc w dół nie było widać tafli wody. Tak jakby to miejsce nie miało dna.
Długo przed wojną, w jednej z bieszczadzkich wiosek mieszkała dziewczyna o imieniu Mariczka. Była nadzwyczaj urodziwa. Mówili że zna tajemnice które nie może nikomu wyznać.
Nigdy nie wychodziła z domu po zmroku.
Za każdym razem, gdy ktoś wspominał o starej studni ukrytej w lesie, milkła i odwracała wzrok. Ludzie mówili później, że już wtedy coś ją wołało.
Pewnej jesiennej nocy zniknęła bez śladu.
Szukano jej przez wiele dni. Mężczyźni przeczesywali lasy , nawołując ją od świtu do nocy. Znaleziono jedynie białą chustę wiszącą na gałęzi niedaleko starej studni.
Niedługo po tym zaczęły się dziwne rzeczy.
Nocami z lasu dochodził kobiecy śpiew. Psy wyły i rwały się z łańcuchów. Kilku mieszkańców przysięgało, że widziało między drzewami młodą kobietę w jasnej sukni.

Szła boso z boso.z mokrymi włosami.
I wyglądała jak Mariczka.
Kilka lat później do wsi przybył młody drwal. Osiedlił się . Pracował za trzech ale śmiał się z opowieści o duchach i twierdził, że ludzie sami tworzą dziwne historie.
Aż pewnego wieczoru wracając z lasu, zobaczył ją między drzewami.
Stała nieruchomo w bladym świetle księżyca. Jasna suknia lekko poruszała się na wietrze, a mokre włosy opadały jej na ramiona
Spojrzała na niego i uśmiechnęła się smutno.
Drwal ruszył za nią bez słowa.
Nikt nie wiedziałby, co wydarzyło się później, gdyby nie pewien chłopak z sąsiedniej wsi. Wracał nad ranem od swojej dziewczyny i skracał sobie drogę przez las. Kiedy usłyszał śpiew dochodzący spomiędzy drzew, zatrzymał się. Zobaczył drwala idącego powoli za kobietą w jasnej sukni.

Ukrył się w gęstych krzakach przy polanie.
Patrzył stamtąd, jak oboje podchodzą do ziejącą czernią czeluści.

Mariczka zatrzymała się przy kamiennym kręgu i odwróciła twarz w stronę drwala. Chłopak przysięgał później, że dopiero wtedy zobaczył jej oczy które połknęły żywym ogniem.

Drwal chciał się cofnąć, ale było już za późno. Ze środka studni dobiegł głos. Potem kolejny. Po chwili dziesiątki głosów zaczęły mówić jednocześnie, coraz głośniej i głośniej.

Chłopak ze strachu wtulił się w mokrą ziemię i zasłonił uszy. Twierdził, że przez chwilę słyszał, jak głosy wymawiają także jego imię.
Kiedy spojrzał ponownie w stronę polany, drwala i dziewczyny już tam nie było.

Obleciał go taki strach że pędził do domu jak szalony. Podobno przez wiele dni nie był w stanie wypowiedzieć ani słowa. Kiedy doszedł do siebie opowiedział, co zobaczył tamtej nocy.

Do dziś podobno, gdy mgła schodzi nisko między drzewa, a ktoś jest w pobliżu tego miejsca można usłyszeć kobiecy śpiew dochodzący z głębi lasu. A jeśli ujrzy białą postać stojącą nieruchomo między bukami, nie powinien za nią iść. Bo są miejsca, które nie pozwalają odejść tym, których raz do siebie wezwały.

Autor: Jędruś Ciupaga