Proces tracenia wyborców przez PiS nie odbył się nagle, ale został rozciągnięty w czasie.
Uważam, iż zapoczątkowała go nigdy nie wyjaśniona elektoratowi nagła decyzja o odwołaniu przez J. Kaczyńskiego cieszących się wielką popularnością polityków B. Szydło, A. Macierewicza, J. Szyszko.
Następnym przyczynkiem do ubywania wyborców była zgoda na Zielony Ład. Decydenci Prawa i Sprawiedliwości nie tylko, że nie sprzeciwili się jego wprowadzeniu, ale jako prymusi ochoczo przystąpili do likwidacji polskiego górnictwa. To za ich rządów postawiono w stan likwidacji 14 kopalń uzasadniając te działania koniecznością optymalizacji sektora górniczego w Polsce.
Część wyborców zraziło się do PiS z powodu braku reakcji po bezprawnie zablokowanej przez UE pieniędzy z KPO, mimo, że europoseł PiS Jacek Saryusz-Wolski opublikował w internecie krótki plan walki z „unijnym bezprawiem” składający się z kilku punktów. PiS z niego nie tylko, że nie skorzystał, ale go szybko wyciszył.
Gdy publicysta i wykładowca Klaus Bachmann na łamach „Berliner Zeitung”. w październiku 2023 roku, przedstawił scenariusz działań dla ekipy Tuska po wygranych wyborach wobec polityków PiS pisząc:
„Jeśli nowy rząd naprawdę chce rządzić, musi skierować całą siłę państwa policyjnego przeciwko PiS i prezydentowi” (…) „Może posłużyć się pretekstem do ogłoszenia stanu wyjątkowego i ograniczenia podstawowych wolności, zmiażdżenia i zakazania partii przeciwnej, wywarcia presji na sędziów i sądy oraz zaproponowaniu czołowym przedstawicielom pokonanych oferty nie do odrzucenia. Chodzi o to, by dać im szansę wydostania się z problemów w jednym kawałku, jeśli dostarczą wystarczającą ilość materiału obciążającego ich byłych kumpli”, wielu (w tym i ja) spodziewało się, ostrej reakcji prezesa Kaczyńskiego.
Oczekiwałam, że natychmiast po ukazaniu się artykułu zwołana zostanie konferencja prasowa, na której prezes ogłosi, że gdy PiS wróci do władzy dla pana Bachmanna w Polsce nie będzie miejsca. Tylko, że prezes prędzej połknąłby swój język niż powiedział coś takiego, bo za ostro, bo nie wypada i co by powiedziała na to Unia.
Gdy Niemcy zaczęli masowo podrzucać nam niechcianych migrantów (wg oficjalnych danych Policji Federalnej Niemiec, w ciągu 14 miesięcy było ich ponad 10 tysięcy i ciągle napływają nowi), oczekiwałam, iż prezes Kaczyński postawi sprawę twardo i zapowie, że nie tylko skończy z polityką Tuska przyjmowaniu ich na słowo, ale wszyscy podrzuceni zostaną sprawdzeni, czy rzeczywiście przekroczyli granicę polsko-niemiecką. Ci ,którzy dotarli do Niemiec z innych kierunków zostaną odesłani z powrotem, a oprócz tego ci, którzy przybyli do Polski w ramach zezwoleń na pracę, a którym się ona zakończyła, będą odsyłani do kraju pochodzenia.
Niestety prezes nigdy tego nie ogłosił.
Teraz politycy PiS sprzeciwiają się umowie Mercosur, twierdząc, że zagraża ona polskim rolnikom, ale w latach 2015–2023, gdy rządzili, to rządy Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego przy wsparciu komisarza Wojciechowskiego prowadzili negocjacje w tej sprawie, a ministrowie chwalili się postępami. Jakoś tak się składało, że wówczas nie widzieli wynikających z niej zagrożeń dla polskiego rolnictwa, dopiero, gdy przeszli do opozycji przejrzeli na oczy.
Jeszcze przed podpisaniem programu SAFE który jest gigantycznym kredytem na kwotę 43,7 mld euro politycy opozycji, eksperci i dziennikarze informowali Polaków, jakie niesie on gigantyczne zagrożenie: zadłużenie Polski zwiększy się o blisko 700 mld zł, jest obciążeniem na prawie pół wieku o nieznanej stopie procentowej (ponieważ każda transza jest osobną mikro pożyczką).
Objęta jest ona mechanizmem warunkowości, tzn. środki będą mogły być arbitralnie wstrzymane, a ponadto istnieje możliwość, że UE w każdej chwili może zażądać spłaty całości, ograniczony jest swobodny wybór źródeł i rodzajów sprzętu wojskowego, bo zakupów można dokonać tylko u europejskich producentów, a termin na samodzielne zakupy mija 26 maja, nasza obronność zostaje uzależniona od decyzji zewnętrznych, a konstytucja zabrania oddawania kompetencji w sprawach dotyczących obronności.
Cały proces jest niezgodny z obowiązującym prawem, dlatego że sejmową ustawę o finansowym instrumencie SAFE prezydent, zawetował, a weto nie zostało odrzucone.
W związku z powyższym myślę, iż nie tylko ja oczekiwałam, że prezes Kaczyński natychmiast po jej podpisaniu zwoła konferencję prasową, na której zapowie, że po odzyskaniu władzy natychmiast zostanie ona wymówiona bez względu na koszty, bo stawką jest nasza suwerenność militarna.
Niestety zamiast tego PiS debatował o fundamentalnej roli samorządów, a prezes Kaczyński stwierdził: „Samorządowiec musi być panem w dawnym tego słowa znaczeniu”.
Wielu prawicowych wyborców ma dość udzielania pomocy Ukraińcom, ponieważ pomimo otwarcia się Polaków na ukraińskie produkty, ukraińskich uchodźców (stworzyliśmy dla nich możliwości edukacji, założenia działalności gospodarczej) i udzielaniu im w gigantycznej skali pomocy wojskowej (przekazaliśmy zbyt dużo sprzętu wojskowego na Ukrainę, kosztem naszych Sił Zbrojnych) i finansowej oraz politycznej, to co chwilę spotykamy się wyrazami niewdzięczności.
Zamiast wdzięczności Wołodymyr Zełenski, skrytykował Polskę za nieprzekazanie Ukrainie samolotów MiG oraz niezestrzeliwanie pocisków nad zachodnią częścią kraju, nie przejmując się tym, że równałoby się to z przystąpieniem do wojny z Rosją.
Gdy Polska, Węgry i Słowacją zamknęły rynki na ukraińskie zboża, bo je destabilizowały, nie przejmując się ich problemami, Ukraina skierowała skargę do Światowej Organizacji Handlu.
Zełenski oskarżył najbliższych sojuszników o wspieranie Moskwy w kontekście embarga na ukraińskie zboże, a w Nowym Jorku wyszedł, kiedy prezydent Andrzej Duda przemawiał przed zgromadzeniem ONZ. Po przemówieniu Duda planował spotkanie z Wołodymyrem. Nie doszło ono jednak do skutku bo Wołodymyr wyszedł. Mimo tego politycy PiS nadal bezkrytycznie popierali Ukrainę.
PiS nie protestował, gdy Tusk żyrował pożyczkę 90 mld euro dla Ukrainy, i nie protestował, że część z 44 mld euro pożyczki SAFE, ma trafić na Ukrainę.
Każdy szanujący się polityk by liczyć się w polityce musi mieć mocne karty tzn. argumenty w negocjacjach. Jak to jest ważne przekonał się o tym prezydent Ukrainy Zełenski, do którego prezydent USA Trump w czasie spotkania powiedział: „Nie masz żadnych kart w ręku”.
W przypadku UE premier Kaczyński powinien mieć od lat przygotowany wariant wyjścia z tej struktury. Niestety tak bardzo boi się oskarżeń o przygotowywanie polexitu, że wielokrotnie zapewniał, iż wyklucza taką opcję. O wszystkich zarzutach dotyczących wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej mówi, że są to „fake newsy” oraz „całkowite bzdury”, podkreślając, że jest przeciwny takiemu rozwiązaniu.
Ponieważ na własne życzenie nie posiada mocnych kart skazuje się na ignorowanie w UE. Taka postawa zniechęciła część pisowskich wyborców, bo uważają, że w Unii trzeba twardo walczyć o własne interesy i stawiać się Niemcom którzy nią rządzą bowiem „Kto walczy, może przegrać. Kto nie walczy, już przegrał”, a „Kto nie walczy do rokowań nie zasiada”. Jest to kolejna przyczyna która przekłada się to na spadek poparcia dla PiS.
Odnosząc się do przekształcania UE, w superpaństwo, w którym Polska traci suwerenność prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas spotkania z mieszkańcami Legnicy w grudniu 2022 mówił:
Jeżeli spojrzeć na to z polskiej strony, to jest to droga, którą Polska miałaby przejść od wyjścia spod buta sowieckiego do wejścia pod but niemiecki. Takie są realia. (…) Trzeba sobie zadać pytanie, czy takie rozwiązanie się Polakom opłaca? Jeśli spojrzeć na nasze własne dzieje, to można powiedzieć jedno: pod butem żyje się źle. Zawsze jest tak, że na tym się traci. Każdy naród, który nie jest w stanie podejmować decyzji, które go dotyczą, jest traktowany jako drugorzędny, a po drugie płaci za to pod każdym względem — podkreślił.
Jeżeli wie, co oznacza dla suwerenności Polski powstanie superpaństwa, to od dawna aż się prosiło by na jednej z konwencji jasno postawił sprawę – czy Polacy chcą być w nim jako obywatele drugiej kategorii, w którym wszystkie decyzje będą za nas podejmowane, czy gotowi są ponieść koszty wyjścia, bo nie da się pogodzić suwerenności z byciem niemieckim landem? Dlatego już dawno powinien mieć przygotowany scenariusz na opuszczenie UE.
Co jakiś czas odbywają się w różnych częściach kraju konwencje PiS, ale na żadnej z nich nie doczekałam się twardych deklaracji Kaczyńskiego, że po odzyskaniu władzy nie oglądając się na Unię (Niemcy) nastąpi przyspieszenie budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego wg pierwotnych założeń, elektrowni jądrowych, rozbudowa portu w Świnoujściu i regulacja Odry.
Nie można latami prowadzić asekuranckiej polityki i spodziewać się, że wszyscy wyborcy ją zaakceptują. Najbardziej patriotyczna część dotychczasowych wyborców PiS, która uwierzyła w hasło „wstawania z kolan” widzi, że sprowadzało się ono na leżeniu plackiem przed unijnymi włodarzami.
Są to przyczyny które powodują, że PiS traci wyborców na rzecz Konfederacji Korony Polskiej. Jej szef Grzegorz Braun nie bawi się w wersal i jasno stawia sprawę:
-
Wzywa do wyjścia z UE określając ją mianem „sekty milenarystycznej”,
-
Ostro krytykuje unijną politykę klimatyczną, nazywając ją eurosocjalizmem negując jej założenia.
-
Podczas wystąpień w PE kwestionuje decyzje instytucji europejskich, co prowadziło do interwencji przewodniczącego.
Decydenci PiS z Kaczyńskim na czele mają nadzieję, że M. Morawiecki jak i Czarnek swoimi wystąpieniami spowodują powrót tych, których utracili i którzy przeszli do Konfederacji oraz pozyskają nowych z mitycznego centrum.
Uważam, że są one płonne. Nowych nie pozyska, bo centrum nigdy nie istniało, utraconego zaufania też nie odzyska, bo PiS na jego utratę pracował latami. Jeżeli nie dogada się z Konfederacjami, to może zapomnieć o przejęciu władzy w 2027 r.
Zostaw komentarz