Muszę się przyznać, że na początku wojny na Ukrainie sam bezmyślnie uległem narracji, że skoro należy wspierać Ukrainę przeciwko rosyjskiej agresji, to trzeba zrobić przerwę w upominaniu się o prawdę o banderowskim ludobójstwie. Dziś uważam, że było to zwyczajnie głupie myślenie.
Bo co właściwie miało się stać? Że Ukraina odmówiłaby przyjęcia pomocy? Nawet gdyby tak było, trudno. Tyle że nic na to nie wskazywało.

Można było jasno powiedzieć: pomagamy wam w potrzebie, mimo że nadal oddajecie cześć ludziom, którzy mordowali naszych rodaków. Pomoc dla napadniętego państwa i uczciwa rozmowa o historii wcale się nie wykluczają.

Wmawiano nam, że wojna to najgorszy możliwy moment na poruszanie trudnych tematów historycznych.

Dzisiaj widzę, że był to argument nie tylko błędny, ale wręcz szkodliwy. Jeśli istnieje moment, w którym społeczeństwo szczególnie potrzebuje solidarności i wsparcia sąsiada, to właśnie wtedy ma też największą motywację, by wsłuchać się w jego wrażliwość i zrozumieć jego racje.

Oczywiście należało robić to spokojnie, bez gróźb i bez stawiania ultimatum. Wtedy było to jeszcze możliwe. Zamiast tego temat został celowo zamieciony pod dywan. Efekt? Problem nie zniknął. Przeciwnie — narastał, aż wrócił ze znacznie większą siłą.

Co więcej, okazało się, że argument o „nieodpowiednim czasie” był stosowany bardzo wybiórczo. Ukraińcy twierdzili, że wojna nie jest czasem na historyczne spory, ale znajdowali czas i energię na kolejne akty gloryfikacji Bandery i banderowców. Mówili, że wojna nie jest czasem na ekshumacje, lecz dotyczyło to wyłącznie polskich ofiar. Gdy chodziło o ekshumacje niemieckich żołnierzy, nawet tych służących w formacjach SS, podobnych przeszkód nagle nie było.

Dlatego dziś jestem przekonany, że polityka przemilczania trudnej historii była jednym z najpoważniejszych błędów popełnionych na początku wojny. Jej zwolennicy przedstawiali ją jako receptę na dobre relacje polsko-ukraińskie. W rzeczywistości osiągnęła dokładnie odwrotny skutek. Zamiast budować wzajemne zrozumienie, stworzyła poczucie, że od Polaków oczekuje się milczenia w sprawach dla nich fundamentalnych. A relacji między narodami nie buduje się na przemilczeniach i udawaniu, że problem nie istnieje. Takie problemy można rozwiązać tylko przez uczciwą rozmowę. Im później się ją podejmie, tym wyższa jest cena.