Wiem, że to są trudne sprawy, ale coś poszło nie tak… Oto, co na ten temat napisała znajoma: „W klasie mojej córki diagnoz przybywało gwałtownie od 7 klasy. Liczba diagnoz jest wprost proporcjonalna do zasobności portfela. W bańce moich znajomych z tzw. prestiżowego liceum więcej dzieci i młodzieży ma diagnozę, niż nie ma. Hitem jest orzeczenie o dyskalkulii u chłopaka, który do 5 klasy zajmował wysokie miejsca w Kangurze matematycznym… Zasada jest prosta: jeśli dziecko jest po prostu chamskie w obyciu i bezczelne dostaje Aspergera. Jeśli nie kończy rzeczy, jest niekonsekwentne itd.- dostaje ADHD. Jeśli leseruje na matmie- dyskalkulia. Jeśli nie potrafi ładnie pisać, bo 8 lat zlewało pisanie prac domowych- dysgrafia. Nie czytało lektur, przez co nie utrwaliło pisowni i gramatyki- dyslekcja. Jeśli nie zsocjalizowało się (najczęściej przez nadgorliwych rodziców, którzy izolowali je w kontaktach społecznych lub uczyli, że inni są głupsi i gorsi itd.) – fobia społeczna.”
A teraz już ode mnie…
Jeśli zapytać samorządowców, co przyprawia ich o ból głowy, odpowiedzą że zmorą są wydatki oświatowe. W Polsce nauka do 18 roku życia jest obowiązkowa, a w szkołach publicznych bezpłatna. Tylko że państwo skąpi, a jeśli się dokłada, to niewystarczająco, więc płacą samorządy. A ministerialne rozporządzenia narzucają szkołom coraz to nowe obowiązki, co oczywiście niesie skutki finansowe.
Gmina Miejska Kraków wydaje na edukację 3,56 mld zł. Czyli blisko 40% całego budżetu. Mniej niż połowa pochodzi z budżetu państwa. Czytamy, że „z każdym rokiem luka finansowa między subwencją a wydatkami rzeczywistymi pogłębia się”. I tak jest wszędzie, w całej Polsce. Dzieci w gminach coraz mniej, wydatków coraz więcej.
Najtrudniej, gdy dochodzi do synergii presji. Ministerstwo nakazuje a rodzice egzekwują okno możliwości maksymalnie.
Rzadko kto odważa się podjąć temat ukrytych skutków dogmatycznie traktowanego hasła edukacji inkluzywnej. Przecież idea jest szlachetna i w teorii nie-do-podważenia. „Nauczyciele mają dostosować metody pracy do indywidualnych potrzeb uczniów, ponieważ traktujemy różnorodność jako wartość, a nie przeszkodę”.
Brzmi świetnie. Tylko fakty nie nadążają. Albo odwrotnie: fakty galopują, co obrazują cyfry. Lawinowo rośnie liczba orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego dla dzieci ze spektrum autyzmu. Od 2014 roku do 2022 przybyło takich orzeczeń z 17 tys. do 82 tysięcy. A teraz to już ponad 126 tysięcy. Dzieci te muszą mieć nauczyciela wspomagającego, o co mają zadbać samorządy.
Koszt kształcenia 1 ucznia w podstawówce to około 14 000 zł. W przypadku dzieci z orzeczeniem to już ok. 60 000 zł.
Czy ministerstwo wie jakie są przyczyny galopującego wzrostu liczby orzeczeń? Nie wystarczy odpowiedzieć, że teraz dostrzegamy to, na co wcześniej byliśmy ślepi, bo wzrosła świadomość.
Wielu doświadczonych nauczycieli uważa, że ‘medykalizujemy’ problem. Innymi słowy, że poza przypadkami wymagającymi pomocy lekarskiej, ubieramy w medyczne diagnozy problemy społeczne i deficyty wychowawcze. A nie chodzi tylko o efekt smartfona.
Zdarzają się przypadki traktowania orzeczenia jako alibi, albo… Trzymajcie za mnie kciuki, bo spodziewam się hejtu, lecz muszę napisać, co słyszę od nauczycieli. Są mamuśki, dla których orzeczenie jest sprawą prestiżu; one uważają się za matki niekompetentne i anachroniczne, jeśli takiego orzeczenia dla swoich dzieci nie uzyskają.
Kwestie te stanowią tabu. Tymczasem na gwałt potrzebujemy pogłębionych analiz. Bo zjawisko nie dotyczy tylko Polski. W Stanach Zjednoczonych lawinowo rośnie liczba studentów zgłaszających niepełnosprawność. Zwłaszcza w elitarnych uczelniach, jak Harvard, Cornell i Uniwersytet Chicagowski. W ubiegłym roku zarejestrowało się tam jako osoby z niepełnosprawnościami aż 21 procent (!) studentów.
10 lat temu było ich 3 procent. (!)
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz