Jak zwykle Bogdan Święczkowski, prezes Trybunału Konstytucyjnego nie gryzł się w język. W Radiu ZET mówił o więzieniu politycznym, policyjnych pałach w Trybunale, sporze o legalność sędziów i 85 nieopublikowanych wyrokach. Najmocniej zabrzmiała jednak jego relacja o nocnym wejściu prezydenta Nawrockiego do TK. Analizujemy fakty i konsekwencje.
Spór o Trybunał Konstytucyjny przestał być wyłącznie prawniczą debatą o interpretacji przepisów. Stał się jednym z najpoważniejszych konfliktów ustrojowych w Polsce. Policja przed siedzibą TK, wzajemne oskarżenia o łamanie prawa, prezydent przerywający zagraniczną podróż, prezes Trybunału pozbawiony możliwości normalnego wykonywania obowiązków i prokuratorskie wnioski dotyczące jego immunitetu.
Właśnie w takim politycznym i prawnym kotle wystąpił 4 listopada 2026 roku w Radiu ZET Bogdan Święczkowski. W rozmowie z Beatą Lubecką nie zamierzał łagodzić stanowiska. Uderzył w ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, zakwestionował działania sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej, bronił pozycji prezydenta Karola Nawrockiego i przypomniał o 85 orzeczeniach TK, których rząd nie publikuje.
To nie była rozmowa, po której można spokojnie przejść do kolejnego tematu.
„Niech mnie zamknie!”. Święczkowski rzuca wyzwanie Żurkowi
Jedna z najmocniejszych części wywiadu dotyczyła wniosków prokuratury o uchylenie immunitetu prezesa Trybunału.
Święczkowski poinformował, że chodzi już o sześć wniosków i nie wykluczył kolejnych. W jego ocenie działania prokuratury są nieuzasadnione, a prowadzone postępowania określił jako „żenujące śledztwa”.
Beata Lubecka zapytała go również o możliwość trafienia do więzienia.
Odpowiedź prezesa TK była wyjątkowo dosadna:
„Będę więźniem politycznym, przecież Żurek marzy o tym, żeby mnie zamknąć do więzienia, to niech mnie zamknie”.
To nie jest język typowy dla urzędowego komunikatu. To demonstracyjne zakwestionowanie intencji ministra sprawiedliwości i pokazanie, że Święczkowski nie zamierza ustępować pod presją postępowań prokuratorskich.
Wspomniał również o Berezie Kartuskiej, ironizując, że nie znajduje się ona obecnie w granicach Polski.
Warto jednak pamiętać o istotnym rozróżnieniu: wnioski dotyczące immunitetu i zarzuty prokuratury są elementem procedur prawnych. Sam fakt ich złożenia nie przesądza ani o winie prezesa TK, ani o politycznym charakterze postępowań.
„Siedzą na policyjnych pałach”. Prezes nie uznaje nowego kierownictwa TK
Jeszcze ostrzejsze słowa padły w sprawie wydarzeń w siedzibie Trybunału.
Święczkowski zakwestionował uprawnienia Anny Korwin-Piotrowskiej do kierowania pracami TK. Nie uznał również zarządzeń dotyczących przerwy w wykonywaniu obowiązków przez niego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego.
W Radiu ZET powiedział, że liczy na opuszczenie budynku przez osoby, które określa jako uzurpatorów. Użył przy tym wyjątkowo mocnego sformułowania: „na policyjnych pałach”.
Prezes przekonywał, że nadal sprawuje swoją funkcję, a fakt, iż nie może normalnie wejść do siedziby Trybunału, nie oznacza, że przestał być jego prezesem.
Nie oszczędził również Anny Korwin-Piotrowskiej. Jej działania skwitował stwierdzeniem, że może sobie pisać pamiętnik, a nie zarządzenia.
To już nie jest zwykła różnica zdań między sędziami. To otwarty konflikt o to, kto ma prawo kierować jedną z najważniejszych instytucji konstytucyjnych państwa.
Prezydent Nawrocki przy drzwiach TK. „Widziałem piąstki”
Szczególnie dużo emocji wzbudził fragment rozmowy dotyczący nocnego wejścia prezydenta Karola Nawrockiego do siedziby Trybunału Konstytucyjnego.
Przypomnijmy: w nocy z 30 na 31 października prezydent przerwał podróż do Senegalu i wrócił do Warszawy. Udał się do TK, gdzie doszło do napiętej sytuacji przy wejściu do budynku. Towarzyszyli mu przedstawiciele Kancelarii Prezydenta oraz Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński.
Dlaczego prezydent zdecydował się na tak zdecydowany ruch? Otoczenie głowy państwa argumentowało, że chciał umożliwić Bartłomiejowi Sochańskiemu wykonywanie obowiązków wiceprezesa Trybunału.
Beata Lubecka zapytała Święczkowskiego o zachowanie Karola Nawrockiego i sędziów znajdujących się przy wejściu.
Odpowiedź prezesa TK była zaskakująca nawet jak na temperaturę tego konfliktu:
„Może dozorca” – powiedział, opisując kobietę stojącą w drzwiach.
Następnie dodał, że widział, jak osoba ta uderzała prezydenta, a swoje spostrzeżenia podsumował słowami: „widziałem piąstki”.
To bardzo poważna ocena sytuacji. Jeżeli doszło do naruszenia nietykalności głowy państwa, sprawa powinna zostać dokładnie zbadana i rozliczona zgodnie z prawem.
Nie wolno jednak zastępować postępowania dowodowego medialnymi interpretacjami. Anna Korwin-Piotrowska przedstawiła inną wersję wydarzeń, twierdząc, że to prezydent napierał na nią i próbował przedostać się przez drzwi. Opublikowane nagrania pokazują fizyczny kontakt i przepychanki, ale nie rozstrzygają wszystkich okoliczności.
Kancelaria Prezydenta zapowiadała zawiadomienia do prokuratury w związku z podejrzeniem naruszenia nietykalności Karola Nawrockiego.
Tu nie wystarczą konferencje prasowe. Potrzebne są dowody i rzetelne ustalenia.
„Berek też jest dublerem-dublerem”. Święczkowski odpowiada na zarzuty
Kolejnym mocnym fragmentem wywiadu była dyskusja o tak zwanych sędziach dublerach.
To jeden z najbardziej skomplikowanych i jednocześnie najbardziej politycznie wykorzystywanych problemów polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Święczkowski konsekwentnie odrzuca określenie „dublerzy” wobec sędziów Trybunału. W rozmowie z Beatą Lubecką zakwestionował sposób przedstawiania wcześniejszych wyborów sędziowskich i odniósł się do przypadku sędziego Hausera.
Następnie zastosował argument, który z pewnością nie spodoba się przeciwnikom obecnego kierownictwa TK.
Jeżeli przyjąć narrację o dziedziczeniu statusu dublera, to – według jego ironicznego rozumowania – Maciej Berek również miałby być „dublerem-dublerem”.
Święczkowski wskazał, że Berek został wybrany na miejsce sędziego Piskorskiego, którego środowiska krytyczne wobec wcześniejszych zmian w TK zaliczały do tak zwanych dublerów.
To argument retoryczny prezesa, a nie prawomocne rozstrzygnięcie sporu o status poszczególnych osób. Pokazuje jednak, jak głęboko obie strony okopały się na swoich stanowiskach.
Każda próbuje udowodnić, że to przeciwnik narusza zasady, które sam wcześniej deklarował jako święte.
85 wyroków bez publikacji. Kto ponosi konsekwencje?
Ten fragment wywiadu powinien szczególnie zainteresować zwykłych obywateli.
Święczkowski przypomniał, że rząd nie publikuje orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Według przedstawionego przez niego zestawienia chodzi o 85 wyroków.
Prezes TK wskazywał również na wzrost liczby rozpoznawanych spraw w okresie jego kierowania Trybunałem. Według jego wypowiedzi liczba rozpoznanych spraw i wydanych wyroków wzrosła o ponad 100 procent.
W jego ocenie rządowe blokowanie publikacji orzeczeń utrudnia funkcjonowanie Trybunału i pozbawia obywateli możliwości korzystania ze skutków jego rozstrzygnięć.
To nie jest błahy problem.
Jeżeli spór między władzą wykonawczą a Trybunałem powoduje, że obywatel nie wie, jakie rozstrzygnięcia zostały ogłoszone i jakie wywołują skutki, zaufanie do państwa zostaje wystawione na poważną próbę.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że rząd uzasadnia niepublikowanie części orzeczeń wątpliwościami dotyczącymi prawidłowości obsady i funkcjonowania Trybunału. Były prezes TK prof. Andrzej Zoll wskazywał, że jego zdaniem istnieją podstawy prawne uzasadniające stanowisko rządu, ponieważ kwestionuje on konstytucyjny status obecnego Trybunału.
Nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z poważnym konfliktem, którego skutki nie powinny być przerzucane na obywateli.
Władza nie może traktować wymiaru sprawiedliwości jak politycznego łupu. Z drugiej strony żadna instytucja nie może być zwolniona z obowiązku przestrzegania Konstytucji.
Kto ma ustąpić? Święczkowski: politycy powinni znaleźć kompromis
Ciekawy jest również fragment, w którym prezes TK odniósł się do możliwości politycznego rozwiązania konfliktu.
Podkreślił, że sędziowie nie powinni angażować się w rozstrzyganie sporów politycznych. To politycy mają znaleźć kompromis, który będzie możliwy do zaakceptowania przez strony.
Święczkowski przekonywał też, że nie zwołał wcześniej Zgromadzenia Ogólnego z powodu choroby jednego z sędziów, a kolejne posiedzenie planował na połowę listopada.
Jednocześnie zapowiedział, że nie zamierza uwzględniać w takim zgromadzeniu pięciu sędziów, których wyboru i statusu nie uznaje.
I właśnie tutaj pojawia się zasadniczy problem: jak osiągnąć kompromis, jeśli każda ze stron inaczej definiuje legalność drugiej strony?
Bez porozumienia politycznego i respektowania reguł konstytucyjnych konflikt może trwać miesiącami.
To nie jest już tylko wojna o stołki
Wywiad Bogdana Święczkowskiego w Radiu ZET pokazał coś więcej niż osobisty konflikt prezesa TK z ministrem sprawiedliwości.
Pokazał skalę kryzysu instytucjonalnego, w którym coraz trudniej oddzielić argumenty prawne od politycznych interesów.
Mamy prezesa Trybunału, który zapowiada, że nie ustąpi i nie boi się więzienia. Mamy sędziów, którzy kwestionują jego działania. Mamy policję zabezpieczającą siedzibę konstytucyjnego organu. Mamy prezydenta, który zdecydował się przerwać zagraniczną podróż, aby osobiście pojawić się w centrum konfliktu. Mamy wreszcie 85 orzeczeń, których publikacja pozostaje przedmiotem sporu.
Można mieć różne opinie o Bogdanie Święczkowskim, jego stylu i sposobie prowadzenia tego konfliktu. Można również krytycznie oceniać poszczególne decyzje prezydenta czy sędziów.
Jednego jednak nie wolno zaakceptować: sytuacji, w której prawo staje się wyłącznie narzędziem walki politycznej, a instytucje państwa przestają działać w sposób budzący zaufanie obywateli.
Prezes TK w Radiu ZET powiedział, że nie zamierza się poddać. Teraz odpowiedzialność spoczywa także na politykach, którzy powinni znaleźć wyjście z tego niebezpiecznego klinczu.
Polska potrzebuje sprawnego Trybunału Konstytucyjnego, a nie kolejnego pola bitwy między zwaśnionymi obozami.
Pytanie pozostaje zasadnicze: kto w tym sporze naprawdę broni Konstytucji, a kto wykorzystuje ją jako polityczną pałkę?
Zostaw komentarz