To duży obiekt, każdy może znaleźć tam coś dla siebie. Ja zapisałem się dwa lata temu na badanie serca i wątroby. Dlaczego akurat tych dwóch narządów? Bo pierwszy jest moim zdaniem za miękki, a drugiego od jakiegoś czasu już chyba nie ma. Rozpuścił się. Chciałem się upewnić.
W szpitalu nieustannie panuje miła atmosfera. Na początek trzeba odgadnąć do której kolejki do rejestracji stanąć, bo jest kilka. Potem jest już z górki, bo jest się profesjonalnie skierowanym pod drzwi gabinetów, nad którymi widnieje tabliczka, że ten numerek można sobie w d… wsadzić, bo i tak decyduje lekarz, i że wyznaczony czas przyjęcia jest tylko takim terminem wyznaczanym dla jaj. Poza tym nie bardzo wiadomo, czy czekać na wezwanie zza drzwi, czy do nich pukać i pytać czy można. Do tego w poczekalni obowiązuje jednokreskowy zasięg do sieci komórkowych z tendencją do okresowego zaniku. Przy drzwiach do kibla są dwa włączniki, jeden włącza i wyłącza światło w kiblu, drugi na całym korytarzu. Jest więc i dyskoteka.
W kolejce dominują ludzie starzy, kaszlący, wydający z siebie różne odgłosy w imieniu swoich narządów wewnętrznych, część osób siedzi w czapkach, jakby w poczekalni miało padać na głowę. Standardowo trwa licytacja o to, kto ma ciężej w życiu i kogo dopadły cięższe schorzenia… Standard ogólnopolski.
Po ponad dwóch godzinach oczekiwania, z czego byłem jedynym pacjentem przewidzianym do konsultacji hepatologicznej, w końcu zostałem przyjęty. Choć wyraźnie niechętnie. Przede mną pani doktor przyjęła kilkunastu internautów i posiadaczy telefonów komórkowych. Ale podobno jest tak, że aby wejść na level porad tele trzeba pierwszy raz pojawić się na żywo :)
Pani doktor spytała mnie na wstępie co mnie sprowadza, więc podzieliłem się z nią wątpliwością co do posiadania wątroby w moich wnętrznościach. Zapytała więc, jaki tryb życia prowadzę Wyznałem prawdę: nieregularny, z tendencją do niejedzenia śniadań, zaczynania dnia od mocnej kawy, żarcia na wieczór i w nocy, głównie mięsnej diety obfitującej w białe pieczywo z odrobiną warzyw, głównie czosnku i cebuli, no i ten teges. Przyznałem więc, że od strony fizjologicznej złe życie prowadzę, czego nie można zarzucić stronie filozoficznej.
A ona pyta mnie o wyniki wcześniejszych badań, znaczy tych sprzed koronawirusa. I czy mam je przy sobie. Przez pewien czas patrzyłem na nią jak wryty, bo nie wiedziałem, że do lekarza przychodzi się z dokumentacją. Wydawało mi się, że oni to wszystko tam mają w komputerach napisane…
W zasadzie to do tej pory nie wiem, po jaką cholerę ja tam dziś poszedłem.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz