Nikt nie jest omnipotencyjnym osobnikiem (- czką, S. Spurek się czai), zdolnym do tego, aby w sposób uniwersalny wykreować rozwiązania, które jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyeliminowałyby różnego rodzaju plagi, nieszczęścia i innego rodzaju zagrożenia z jakimi spotyka się ludzka cywilizacja począwszy od swojego zarania.
Oczywistą oczywistością jest fakt, że empiryczną metodą prób i błędów usiłowano tę swoistą kwadraturę koła zoptymalizować tak, aby skutek tychże prób był dla tejże ludzkości elementem maksymalnie pozytywnym.
Ludyczne powiedzonka posiadają z reguły swoisty, charakterystyczny element odnoszący się do ich kwintesencji, a mianowicie olbrzymi ładunek definiowania tzw. prawdy obiektywnej.
Przywołać zatem należy w tym miejscu jedynie dwie korelujące się ściśle z tytułem felietonu ludyczne sentencje: nie ma róży bez kolców oraz gdzie drwa rąbią, tam lecą wióry.
Skoro jako z natury rzeczy ułomne persony nie jesteśmy w stanie zrealizować jakiegokolwiek artefaktu, albo doprowadzić np. do 100% skutecznych rozwiązań socjotechnicznych, czy legislacyjnych to winniśmy się skupić i skoncentrować jednie na możliwych wariantach ich maksymalnego udoskonalania.
Warto więc prześledzić jak na wielowiekowej przestrzeni temporalnej funkcjonowały jurydyczne rozwiązania, których jak wiadomo onegdaj twórcami bywali wodzowie plemienni, książęta, królowie, czy cesarze. Taki ówcześnie po prostu istniał system funkcjonowania i stanowienia norm prawnych odzwierciedlający co jest notoryjnym faktem szeroko pojęte interesy kreatorów tychże unormowań.
Z uwagi na wręcz apokaliptyczny zalew, czy też lawinę kazuistycznych unormowań koniecznym stało się wykreowanie apriorycznego werbalnego falsyfikatu ujętego rzymską paremią: ignorantia iuris nocet, czyli ustanawiającą bezwzględną odpowiedzialność sankcyjną za dopuszczenie się do czynu sprzecznego z treścią jego promulgacji.
Założono bowiem sztucznie fikcyjność znajomości przez adresatów tychże unormowań ich objętościowo bezgranicznych treści. Bez względu na możliwości percepcyjne ludzkiego umysłu oraz konieczności poświęcenia ku temu sposobnemu czasu, aby ogarnąć nawet pobieżnie literalne brzmienie przepastnych treści skonstruowano powyższą prawną fikcję.
Na „usprawiedliwienie” ogólnospołecznej akceptacji powyższej fikcji należy przywołać niezwykle trafną ocenę demokratycznego ustroju dokonaną przez brytyjskiego premiera W. Churchilla. Wykazał on bowiem w swoim logicznym i pragmatycznym wywodzie, że aczkolwiek demokracja i jej mechanizmy posiadają wiele niedoskonałości, a nawet ułomności – to jednakże nie pojawił się na tym ludzkim padole łez żaden osobnik (osobniczka takoż), który wprowadziłby inne niż DEMOKRACJA polityczne ustrojstwo spełniające powszechną jego akceptację.
Nagroda jurydycznego JOBLA ….. na horyzoncie…..
To znamienna konotacja odnosząca się w sposób wręcz perfekcyjny do fikcji powszechnej znajomości prawa.
Brak funkcjonowania tejże fikcji doprowadziłby przecież wręcz do powszechnej dezorganizacji życia politycznego i społeczno-gospodarczego. W sposób notoryjny uniemożliwiałby zastosowanie jakichkolwiek sankcji wobec osób dopuszczających się prawnych naruszeń; bowiem posiadałyby one niepodważalny argument abolicyjny wywodząc, że np. przechodzenie, czy przejazd na czerwonym świetle nie jest im znane jako czyn zakazany.
Idąc dalej tym tropem; także zabór cudzej własności, czy pozbawienie życia innego osobnika (czki) również mogłyby być usprawiedliwione nieznajomością ustanowionych w tym zakresie unormowań, a tym samym uniemożliwiających zastosowanie adekwatnych sankcji.
Dokonany przed Wysokim Sądem (bez względu na jego ….wzrost !!!) akt ekspiacji o braku świadomości przekroczenia obowiązujących unormowań prawnych musiałby zawszeć prowadzić do wydawania uniewinniających wyroków !!!
Byłby to po prostu klasyczny paradoksalny przykład aberracji oraz kafkowsko-mrożkowej filozofii pojmowania i funkcjonowania społecznych zachowań oraz wyznawanej swoistej aksjologii.
Wydawać zatem by się mogło, że ta „zbawienna, a zarazem jednoznacznie fikcyjna funkcja” skuteczności realizacyjnej norm prawnych stanowi powszechnie akceptowalną rzeczywistość.
NIC BARDZIEJ MYLNEGO !!!!!
Pozbywszy się aktualnie na wskutek elektoralnych wyborów możliwości konsumowania różnorakich fruktów, konfitur, apanaży oraz inszego chłeptania z państwowego koryta; jego dotychczasowi beneficjanci wywodzący się z polackiej rasy i naznaczeni sorosowym jurgieltnictwem; uznali, że nadszedł czas reaktywacji i odkurzenia swoistej filozofii ……. czyli falandyzacji prawa.
Powyższy neologizm pojawił się w polskim słowniku w związku z zaistnieniem w życiu politycznym na stolcu prezydenckim TW SB BOLKA i jego prawniczego alter ego w osobie zapijaczonego sybaryty profesura (autentycznego, czyli belwederowskiego) Lecha; czyli tak jak jego promotor FALANDYSZA.
Tenże smakosz wysokooktanowych trunków był głosicielem m.in. takich powiedzonek jak :
Jeśli nie wiadomo, co robić, to najlepiej nic nie robić,
Lenistwo bywa najlepszym doradcą,
Niczego za bardzo nie chcieć, do wszystkiego zachować dystans. Nawet do spraw ważnych. Wtedy z każdego zwycięstwa można cieszyć się podwójnie, a porażką martwić się o połowę mniej.
Prawdaż. jakie to są światłe i uniwersalne myśli i konstatacje?
Tenże profesorski, bolkowy jurysta dokonywał w trakcie jego doradczego funkcjonowania – jako drugi po Mietku Wachowskim; kapciowy – istnych wręcz prestidigitatorskich jurydycznych sztuczek w pełni zasługujących na wykreowanie adekwatnego miana właśnie FALANDYZACJI prawa !!!
Filozofia jego postępowania była – co oczywiste prosta i czytelna, albowiem, gdy pojawiał się jakikolwiek prawny dylemat sprawiający oczywistą trudność w dalszym bezstresowym prezydenckim funkcjonowaniu BOLKOWI – FALANDYSZ okazywał się prawniczym mężem opatrznościowym BOLKA i problem podlegał skutecznemu unicestwianiu.
Aktualnie biorąc pod uwagę barbarzyńską i zwulgaryzowaną metodologię postępowania: seksualnego, babolskiego i chłopolskiego dewianctwa; pod egidą przeurokliwie inaczej lamparciej szamanki subsydiarne prawne usługi jej i jej czeredzie świadczone przez polackie ałtorytety profesurskie dobitnie zaświadczają, że FALANDYSZ wiecznie jak Żyd W. Uljanow (ksywa LENIN) jest żyw !!!
Profesurskie prawne kmioty w rodzaju Rzemplińskiego, Sadurskiego, Krzemińskiego, Zolla czy Matczaka potrafią; czerpiąc z nieprzebranych zasobów tow. Czaskowskiego oczyszczalni CZAJKI; każde gówno zamienić dosłownie w brylant.
Takije eto mołodcy !!!
Działalność i wynaturzona stosowana przez nich swoista argumentacja pozostaje w rażącej sprzeczności z wielowiekową ugruntowaną zasadą nomen omen twardości prawa i jego kanonów.
Pozostaje nieaprobowalnym społecznie faktem, że chowanie się różnorakich medialnie nagłaśnianych partyjnych cwelebrytów za parawanem poselskiego czy senatorskiego immunitetu było, jest i będzie nieskuteczne i jednocześnie zaświadczające o jego nadużywaniu.
Immunitet nie jest i nie może być prawną prezerwatywą uniemożliwiającą zastosowanie sankcji wobec osoby będącej w jej posiadaniu, ale która z całą premedytacją dokonuje jej abolicyjnego unicestwienia. Neokomuszy bandyta w postaci szefa politycznej lewizny tj. W. Czarzastego nie ma żadnego prawa do ataku i unieszkodliwiania policjanta, podobnież jak jego lewacka współtowarzyszka, która przedstawia legitymację poselską jako kondom rzekomo umożliwiający jej świadome uczestnictwo w nielegalnym !!!! zgromadzeniu wulgarnego babolstwa.
Bajdurzenia o niby „spontaniczności” tychże zgromadzeń mające tym tłumaczeniem „zalegalizować” ich funkcjonowanie można dosłownie włożyć między komusze bajdurzenia.
Uleganie tejże lewackiej i dewianckiej narracji w istocie rzeczy musi w konsekwencji doprowadzić do erozji prawa, a tym samym do podmycia fundamentów państwowości.
To z całą premedytacją używany ustawicznie element strategicznej gry sorosowych jurgieltników wszelakiej nacji. Niestety także w tej strategii uczestniczy nacja polactwa, czyli zdrajców polskiej tożsamości i chrześcijańskiej tradycji.
Przykrym dysonansem jest fakt, że tego typu teorie „legalizujące” działania polactwa, lewizny i wszelakiego dewianctwa usiłują propagować m.in. w/w profesorskie umysły.
W sposób oczywisty deprecjonują tym samym nie tylko posiadane tytuły naukowe, które wręcz w trybie odwrotnym winny być im słusznie odebrane, ale kwestionują społeczną logiczną, społeczną ich percepcję, a w konsekwencji usiłują polskie społeczeństwo zakwalifikować jako ułomne intelektualnie, a pozostające w rażącej sprzeczności z jego posiadanym w tym względzie potencjałem.
Posługując się użytecznie i subsydiarnie aprobowalnymi przez „jelity” Warszafki i Krakufka wulgaryzmami eksponowanymi przez urokliwą lamparcicę i jej czarownice na miotłach udające się na Łysą Górę na kolejny sabat dobitnie i stanowczo oznajmić im należy, aby z Polski (albo TEGOKRAJU – wg Kopaczki) po prostu w podskokach jak najszybciej w*********ć !!!!!!!!!
Czy ktuś cuś ma jakieś uzasadnione pretensje do w/w konstatacji ???????
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.
30.11 2020
obraz: Franciszek Kulon, Temida (na prawach cytatu)
Zostaw komentarz