Ależ piękna w swym autentyzmie pogarda się zaczęła wylewać na Białorusinów. Dokładnie dlatego jesteśmy skądinąd nieskuteczni ogólnie w polityce wschodniej, a w szczególności na kierunku białoruskim, że w stosunku do Białorusinów z uporem maniaka zachowujemy się nie jak życzliwi pragmatycy, ale jak lepiej wiedzące, nadęte polskie pany.

Polskie pany zawodowo wyzwalające Białoruś są wszystko wiedzące, lepiej wiedzące i nadęte nie tylko w wewnątrz-polskiej dyskusji (której nie ma), ale też w stosunku do Białorusinów. Od lat realiami naszych stosunków z białoruską opozycją jest np. to, że jak tylko ktoś w ramach owej opozycji ośmieli się wygłosić jakieś krytyczne uwagi w stosunku do naszej polityki to się takiego delikwenta odcina od wsparcia. Białorusini mają bowiem znać swoje miejsce w szeregu i być wdzięczni.

Z przywódcami białoruskiej opozycji spotykam się co jakiś czas na kawę, wino, albo kolację. Już wyłącznie towarzysko, bo ani oni, ani ja nie mamy złudzeń. Nie mieli też złudzeń Litwini i Amerykanie, którzy rozumieli, że z bufonami z Warszawy szkoda tracić czas na rozmowę. I tak oto niepostrzeżenie stolicą białoruskiej opozycji stała się nie Warszawa, a Wilno. Co nie przeszkadza niektórym w Polsce co jakiś czas stwierdzać, że jesteśmy „ekspertami od Białorusi w UE”. Jasne, że jesteśmy. A ja lekkoatletą jestem.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)