Dotarła do mnie kartka pocztowa, wysłana przez mojego dziadka Stanisława z Jasionowa w 1909 r. Pocztówka została wykonana, o czym świadczy sygnatura, w dolnym lewym rogu… w słynnym zakładzie wydawniczym Adolfa Hegedusa we Lwowie. Z grafiki przedstawiającej fabrykę dachówek i wyrobów cementowych Stanisława Wodyńskiego w Podhorcach, można się też dowiedzieć, iż produkowano w niej również …. cementowe nagrobki. Oglądając bliżej szczegóły, widać też inne urządzenia, na podstawie których można stworzyć w miarę precyzyjny opis tego sprzed prawie 100 lat przedsięwzięcia, sp. Pewnie nie było w nim pieca Hoffmana, bo nie widać komina.

Tę pocztówkę wylicytowałem na Allegro 13 listopada w święto mojego, mojego średniego wnuka, mojego ojca i jego ojca również patrona — Stanisława Kostki.
Fascynującą mnie korespondencję, mimo iż adresatem jest kto inny, potraktowałem, jako do mnie przez dziadka skierowaną.
To nic, że na odwrocie zawierała życzenia do osoby, o której wtedy nic nie wiedziałem, jednak była ta pocztówka, tak ją odebrałem sygnałem, wysłanym do mnie zza grobu przez dziadka, żebym wziął się energiczniej za poszukiwania genealogiczne, bo w końcu… czasu pozostało mi już niewiele.
Po dwóch tygodniach szperania w sieci, licznych rozmowach z kibicującymi mi w poszukiwaniach internetowymi przyjaciółmi, adresat zamieszkały w Domu Inwalidy Wojennego we Lwowie c.k. kapitan Władysław Ryznerski — okazał się być bliskim kuzynem dziadka, to znaczy również ciotecznym wujem mojego ojca.
Rozglądając się energicznie za związkami, które dziadka i c.k. kapitana łączyły — dotarłem do mojej prababki Anny Grzegorzowej, matki dziadka, była ona bowiem córką Józefa Ryznerskiego i poślubionej przez niego Kunegundy pochodzącej z bardzo zacnej rodziny, znanej w całej Galicji — Watulewiczów.
Kapitan był jej rodzonym bratankiem synem Ignacego. Przy tej też okazji z cienia zapomnienia wychynął się inny brat prababki Anny – ks. Walenty Ryznerski. Tenże kapłan, który zmarł w 1876 roku w Nozdrzcu, na rok przed śmiercią wziął po swoją opiekę młodego księdza innego swojego siostrzeńca — Ks. Bolesława Wodyńskiego, który po nim w tej parafii był proboszczem przez całą kolejną dekadę.
Ks. Walenty Ryznerski zapisał się w rodzinie, nie tylko jako protektor siostrzeńca, ale przede wszystkim jako fundator stypendiów dla synów brata i siostry – umożliwiających im kształcenie. Wielkoduszność owego księdza, który w genealogicznym rozumieniu, był moim ciotecznym pradziadkiem, długo jeszcze po jego śmierci nie wygasła, bo w urzędowych rocznikach zwanych szematyzmami pod koniec XIX w. informowano o jego stypendium, dla… jeśli by zabrakło potomków siostry, oczywiście tylko dla chłopców, pragnących się dalej uczyć pochodzących z miejscowości, w której się urodził — Dębowca k/Jasła.
Ksiądz Walenty Ryznerski jest też na liście darczyńców Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagielonskiego w Krakowie, którego absolwentem był brat kapitana — Antoni sędzia, a raczej asesor. Niewątpliwie też zasługą tego zacnego kapłana było to, że księdzem został trzeci z jego bratanków, synów Ignacego – ks. Hipolit Ryznerski.
Kapitan Władysław Ryznerski zmarł w 1912 r. – pochowany został na Cmentarzu Janowskim we Lwowie.
Jednak 110 lat po swojej śmierci dał o sobie znać, kiedy w reportażu telewizyjnym opowiadającym o sprzątaniu tego cmentarza, przez młodzież ze szkół polskich we Lwowie jedna z uczennic powiedziała:
Warto było zgłosić się i spędzić tutaj tych kilka dni, by pomóc w uporządkowaniu. Mamy satysfakcję, że robimy coś, czym później inni ludzie będą się zachwycać, że będzie tu czysto, pięknie i zadbane. Karczowaliśmy korzenie, obcinaliśmy gałęzie, wyrwaliśmy dużo bluszczu. Wszystkie te groby zarośnięte trawą i mchem trzeba było oczyszczać szpachelką. Znaleźliśmy parę zapomnianych grobów, jak na przykład grób Władysława Ryznerskiego, kapitana austro-węgierskiego, i dzięki temu w następnym roku odbędzie się restauracja tego grobu.

Zostaw komentarz