Nie zaszkodzi rozpocząć felieton trącącym tzw. „sucharem” następującym góralskim dowcipem:

Siedzi baca na przyzbie, podchodzi turysta:

Co robicie baco?

– A tak sobie siedze i myśle.

– A to wy zawsze tak ?

– Nie, ino jak mam cas.

– A jak nie macie czasu.

To sobie ino siedze.

Pomimo tego, że ten dowcip jest z typu „starożytnych” to jednakże z reguły na ustach interlokutorów przy jego opowiadaniu pojawia się uśmiech oraz mimiczna aprobata dla tego typu dowcipasów. Szarość życia codziennego dla swej higieny psychicznej wymaga od osobniczek z macicami oraz osobników bez tych macic (kto tak człekostan definiuje?) posłużenia się od czasu do czasu dowcipami, satyrą i humorem. Absolutnie nie ma w tym nic zdrożnego, podobnież zresztą jak i naturalnie z odpowiednią dozą subtelności, a nie wulgaryzmu wypowiadanymi dowcipami z gatunku nomen omen stosunków damsko-męskich. Przywołanie góralskiego dowcipu posiada rzecz jasne stosowne uzasadnienie, albowiem odnosi się do części jego tytułu związanego z dywagacją.

Jest rzeczą absolutnie naturalną, a poza tym banalnym jednocześnie stwierdzeniem, że dywagacje w istocie rzeczy prowadzą do wymiany różnorodnych indywidualnych przemyśleń pomiędzy poszczególnymi osobnikami i osobniczkami. Możliwe i takoż często stosowane są; w szczególności w różniastych telewizorniach tzw. panele dyskusyjne w których głos jest udzielany człekom i człeczynkom reprezentujących z reguły przeciwstawne opcje, czy sympatie polityczne oraz wyznawaną aksjologię, częstokroć ewidentną anty aksjologię.

Takie są prawa demokracji, że każdy człek i człeczynka ma prawo do głoszenia swoich poglądów; naturalnie w takim zakresie w jakim dopuszcza to prawo. Nikt nawet w ferworze gorącej dyskusji nie może naruszać dóbr osobistych swoich adwersarzy w postaci ujętej treścią art. 23 kc:

Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach”.

Każdy, kto dopuszcza się naruszenia tychże w/w precyzyjnie wymienionych dóbr osobistych musi się liczyć z daleko idącymi konsekwencjami, przede wszystkim w postaci uregulowania niebagatelnych częstokroć kwot finansowego zadośćuczynienia. Mając do dyspozycji adekwatny materiał probacyjny; nawet w sytuacji funkcjonowania „kastowych” sędziów istnieje spora szansa na uzyskanie satysfakcjonującego zadośćuczynienia. Zasądzane kwoty zadośćuczynienia, czy też odszkodowania pozostają w ścisłej korelacji z treścią art. 24 kc:

§1. Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

§2. Jeżeli wskutek naruszenia dobra osobistego została wyrządzona szkoda majątkowa, poszkodowany może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych.

Tenże wzmiankowany przepis k.c. realizuje społeczną prewencję, względnie innymi słowy profilaktykę związaną z występującymi w życiu publicznym naruszeniami dóbr osobistych. Osobnik (czka), która doświadczyła wobec swojego jestestwa naruszenia tychże dóbr, właśnie z momentem ich naruszenia nabywa uprawnień do otrzymania zarówno odszkodowania jak i zadośćuczynienia. Automatycznie z tymże samym momentem sprawca naruszeń tych dóbr musi się liczyć z konsekwencjami ujętymi art. 24 kc.

Nie bez kozery zarówno tytuł felietonu, a także w/w wywody pozostają w korelacji z dywagacjami i wymianą myśli; przede wszystkim w tzw. przestrzeni medialnej.

Znacząca ilość audycji publicystycznych trąci w wielu wypadkach zwykłą, chamską wręcz pyskówką, ustawicznym przerywaniem wypowiedzi, zamiast rzeczowej dyskusji; w czym bryluje z reguły feministyczna lewizna np. w postaci profesurki Szenyszylowej o wielce powabnym skrzeku, czy takoż profesurki o przyciągającym specyficznym, straganiarskim obliczu Środuli de domo CIUPAK. Dla pewnej równowagi osobniczej przywołajmy osobę jurysty bez fryzury tj. posła PeŁo R. Kropiwnickiego znanego z wielce znamiennego dorobku z pracy samorządowej skutkującej własnością siedmiu mieszkań!!!! Zastanawiający i zdumiewający fakt, albowiem zdecydowana większość samorządowców takim materialnym dorobkiem nie jest się w stanie pochwalić.

Skoro jednak zarówno prowadzący program, czy też inni jego uczestnicy nie potrafią opanować chamstwa i kultury prezentowanej prosto spod budki (nomen omen) z piwem; to w istocie rzeczy pozbawieni są siły sprawczej, więc pozostawmy sprawy takiemu biegowi jaki ma miejsce.

No dobra, dywagacje z grubsza zostały omówione, przejdźmy zatem do sakralizacji, szczególnie odnoszącej się do jej funkcjonowania w specyficznej atmosferze społeczno-politycznej TEGOKRAJU (Kopaczka: ahoy!!).

Nihil novum sub sole, że człeczeństwo od dawien dawna lubuje się w stawianiu na piedestał z reguły osobników (czki), które w sposób extraordynaryjny odróżniają się od tzw. szarego motłochu względnie tłuszczy. Dotyczy to zarówno władców o różnorakiej tytulaturze, wodzów, ludzi kultury i sztuki jak też bohaterów. Częstokroć takie pomniki stawiane były oczywistym dewiantom, którzy mieli ten przywilej, czy też kaprys historii, że np. jak cesarz Kaligula zarządzali imperium. Z nowszych nam czasów tego typu dewianci, a konkretnie ludobójcy w osobach Lenina i Stalina przez długie dziesiątki lat zaśmiecali swoimi niejednokrotnie monumentalnymi konterfektami przestrzeń publiczną.

Niech żyje nam towarzysz Stalin, on usta słodsze ma od malin!! To nie jakiś ponury żart, a autentyczny fakt sprzed kilkudziesięciu lat. Miliony ludzi w tzw. demoludach, a przede wszystkim w Związku Zdradzieckim na co dzień, często niestety z całym przekonaniem, tego typu pochwalne hymny kierowały ku temu bezwzględnemu satrapie i zbrodniarzowi dzięki któremu wiele milinów ludzi rozstało się z życiem.

Triumf po prostu odnosiło symptomatyczne prawo mimikry, które zcwelowało wielu osobników (- czki) pragnących nie tyle nawet, aby ocalić swój człeczy żywot, ale żeby o jedną czy dwie kromki chleba posmarowanego smalcem więcej otrzymać. Prosto z mostu rzecz ujmując: to była zwyczajna człecza prostytucja.

TYMKRAJU istniała sprofesjonowana grupa dziennikarzyn (boć absolutnie nie dziennikarzy!!), która prymitywną agitacją, tzw. podgrzewaniem atmosfery politycznej i ówczesnymi fake newsami miała za zadanie doprowadzić społeczeństwo do wręcz bałwochwalczego ubóstwiania zbrodniarzy i bandytów typu B. Bierut czy Wojtuś Jaruzel, albo intelektualnych gnomów typu Władzio Gomułka, czy Edzio Gierek. Primus inter pares był za tow. SEKRETARA GENERALA PZPR-a Edzia Gierka jego przydupas, takoż tow. Maciej Szczepański, ksywa KRWAWY MACIEK.

Tempora mutantur et nos mutarum in illis: czasy się zmieniają, a my wraz z nimi to trafna konkluzja w powyższym aspekcie, albowiem wraz z kolokwialnym, koherentnym powiedzonkiem: „łaska pańska na pstrym koniu jeździ” udowadnia, że nic stałego na tymże padole łez. Odbrązowianie różnego rodzaju postaci, czego wybitnym realizatorem i zarazem specjalistą był T. Boy-Żeleński przyczynia się w bliższej czy dalszej temporalnej przestrzeni do eliminacji takich pomnikowych wrzodów architektonicznych poprzez ich demontaż, względnie prozaiczne wysadzenie w powietrze np. przy pomocy dynamitu.

Unaocznianie ogromu zbrodni, niegodzistw, zwykłego prostactwa, chamstwa, całkowitego braku ludzkiej empatii pozwala także na mozolną kastrację z ludzkiej pamięci takich osobników (czek), którzy nigdy nie powinni w człeczym umyśle zagościć jako osoby godne pomników względnie piedestałów.

Jednakże jedynie pozornie, albowiem długoletnia, propagandowa kastracja szarych komórek odbiorców medialnych wiadomości poczyniła od magdalenkowych czasów prawdziwego spustoszenia. Po upływie ponad już 30 lat!!! (tak, tempus fugit) w sposób oczywisty i krzyczący o pomstę do nieba wyraziście dociera do coraz szerszego grona populacji TEGOKRAJU bezwzględność informacji o dokonanej zdradzie solidaruchów wobec komuchów. Mało tego ta zdrada miała i ma dalszy ciąg, czego niepodważalnym dowodem była reanimacja komuszych matuzalemów w osobach Cimoszki, Belki czy Millerka, których Grzesiu ze Schetyna, ten specjalista od strząsania z drzew szarańczy umieścił przy korycie w brukselce. Hańba, zdrada …

W wyniku tejże kastracji, syndromu sztokholmskiemu i rozpętaniem animalnej nienawiści plemiennej od co najmniej kilkunastu lat pogubiony elektorat tworzy fałszywych bożków, idoli, a nawet półbogów żywcem dosłownie alokowanych na cokołach i obeliskach.

Każda miernota moralna, umysłowa, intelektualna, czy też pozbawiona przysłowiowej kindersztuby (o braku jakiejkolwiek kultury, z wyjątkiem słomianej jak w przypadku Radka Zdradka nie wspominając) jest wręcz apriorycznie i bezkrytycznie afirmowana i ubóstwiana.

Według znanej doktryny Sławka Neumanna – polszewickiego aparatczyka; każdego człon(k)a najdoskonalejszej partyi stygmatyzuje się apriorycznie jako człeczy kryształ, a nawet dziewicę orleńską nad którą pieczę sprawuje polszewicka arystokracja pod przewodem znanego fuhrera DONALDINA PINOKIO.

Takoż słynny LOLO PINDOLO, zwany inaczej Zegarmistrzem Świateł Purpurowych, czyli Sławek Nowak od samego swego urodzenia pozostawał i pozostaje niewinnym człekiem jako niemowlę!!!!

Czy wszystko jasne … do ciemnej cholery, czy też nie ?????

Misz-masz, kogel-mogel – tak to już jest, że w zapalczywej walce międzyplemiennej w której nie bierze się ex definitione jeńców wszystkie chwyty są (rzekomo) dozwolone. Dranie, łajdacy, łgarze, cynicy etc… są wyłącznie po przeciwnej stronie barykady, a my sfyh ludziuf zawszeć będziemy wynosić pod niebiosa, a zatem zasłużenie sakralizować, a nawet deifikować.

No bo kto nam zabroni tego czynić … przecież nie mamy Pana płaszcza…

12.12 2021