Nie skorzystałam. Bo miałam całkiem inne marzenia. I zgodnie ze swymi marzeniami spędziłam Sylwestra i powitałam Nowy Rok w Zamku Chambord. We Francji. Bo pomyślałam sobie: jesli sędziowie z Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej lubią tam jeżdzić na weekendy i na polowanka, a obok zamku prezydent Macron zbudował dla siebie i swego partnera milusią, kameralną lesniczówkę więc coś w tym musi byc. I było. Oj. było!

Przed północą i po północy ogladaliśmy z Fizykiem uroczą audycje z cyklu „Fracuskie wędrówki July”. Tym razem była to „uczta króla Franciszka I” urządzona w jego zamku nad Loarą, czyli Chambod. Powiem – miło było. Bardzo miło. Opis licznych rozkoszy, jakie ofiarowano gościom, musi być długi ze względu na ich liczność więc zamieszcze go w grupie „…tak sobie pisze…”. Tu nieco, ale tylko nieco krócej.

Co mnie ujeło?

Żadnych ekologicznych ograniczeń i przesądów.. Można przyjmować w Brukseli i wsłuchiwać się w bełkotliwe oracje Grety Thunberg i można karać nas za kopalnię Turów i używanie węgla oraz hodowanie kur, świn i krów, ale sami sędziowie z unijnego Trybunału i pan prezydent Macron w żadne podobne bzdury nie wierzą i zażywają prawdziwie szczęśliwego życia.

W lasach otaczających zamek pasą się bardzo wypasione stada saren i pięknych jeleni oraz sprowadzonych specjalnie muflonów. Łażą sobie zdrowiutkie dziki, a w licznych stawach pływają karpie i inne smaczne ryby. Wyłącznie smaczne, bo niesmaczne wyrzuca się na brzeg, żeby je zjadły lisy i rybitwy czy kormorany. Calość tych lasów otoczona jest wysokim murem, którego nie przeskoczą nie tylko nieproszeni goscie, ale także wilki. które miałyby apetyt na sarenki lub muflony.

W zamku żadnych kominków elektrycznych. Taki kominek to wstyd i durnota. Grzeje się tradycyjnie – drewnem i węglem, bo wtedy jest cieplej i zdrowiej. Powietrze nie jest suche, a wiec na gardło i płucka znacznie lepsze. Podobnie z rożnami. Nikt normalny (także sędziowe z unijnego Trybunału) nie wzięliby do ust jagnięcinki czy szaszłyka z jelenia upieczonych na takim rożnie dla hołoty. Musi być normalny opał, pochodzący z ziemi lub lasu, bo to jest ekologia, a nie jakieś wydumane elektryki.

Co podano do jedzenie?

Ano sporo! Nie wszystko zapamiętałam, więć podam to, co najlepsze (przepisy w oddzielnym poście). Na stołach stały frukta. W wielkich ilosciach. Frukta była świeże, ale i kandyzowane. Oraz suszone gruszki, które się suszy, potem tnie na polowe i rozpłaszcza specjalną prasą, aby wydusić powietrze, które nie pozwala na przechowanie takiej gruszki przez lata. Z potraw podawanych przez kelnerów był karp (z miejscowych stawów) faszerowany rakami i w rakowym sosie. Z pieczeniny – cały baran upieczony na rożnie, z umiejętnie wyjętymi z niego kośćmi, a nafaszerowany… No czym? Przepiórkami oczywiscie. Był też indyk, ale krojony nie na półmisku, tylko w powietrzu i tak cieniutko, jak szynka w sklepie. Nóż, którym był krojony był wykonany z jakiegoś specjalnego żelaza, a trzonek miał z kła mamuta.

Skąd mamut na zamku Chambord?

Z Syberii, ponieważ tam, w wiecznej zmarźlinie znajdują się calutkie mamuty, których kły są bardzo przydatne do wyrobu trzonków i innych różnosci. A ponieważ mamuty wyginęły nie ma zakazu sprowadzania ich kłów.

Potem była tarta z melonem i gruszkami. Tarta miała metrową średnicę. Ciastka francuskie były malutkie.

No i wina. Naturalnie z miejscowych winnic i winiarni, bo jeśli baran, indyk i gruszki oraz melony pochodzą z okolicy to najlepiej podlewać je miejscowymi winami. Taka zasada. Wina były zapewne przednie.

Poszliśmy spać o drugiej, przeoczywszy rakiety, które chyba wystrzelano w Konstancinie, ale patrzenie najpierw na przygotowanie do uczty, a potem na uczte było tak pasjonujące, że nic się nie widziało i nie słyszało. Na „w razie czego” wziełam po tej audycji Iberogast.

Fot. Wikipedia

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.