Źródło foto: www.google.pl, zdjęcia wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl Art. 29. Prawo cytatu Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Kto wie ten wie, kto nie ma pojęcia ten się teraz w głowę puka i pyta, co autor sobie pije, połyka, wstrzykuje lub pali. Proszę Państwa, co bym nie robił, czegoś takiego nie dałbym rady wymyślić, przyznaję się, że takiego potencjału twórczego po prostu nie posiadam. O co chodzi? Po kolei wyjaśnię, żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony. Jest taki serial komediowy pod tytułem „Ucho prezesa” i tutaj chyba wszyscy wiedzą w czym rzecz, a gdyby ktoś nie wiedział to z łatwością się domyśli. Robert Górski i jeszcze paru twórców wymyśla co tydzień skecze, których głównym bohaterem jest Jarosław Kaczyński.

Jak dotąd Kaczyński tylko raz wypowiedział się o tej produkcji i to tylko dlatego, że został zapytany. Odpowiedź była złożona i dowcipna, w pierwszej części Kaczyński powiedział: „dobrze, że się śmieją, bo trzeba się śmiać”. W drugiej fachowo i z przekąsem wyjaśnił, że pojenie kotów mlekiem jest zabobonem szkodzącym kotu. Tyle wszystkiego, żadnej żyły na czole, żadnego spisku, wywracania systemu i tak dalej. W podobnym tonie wypowiadał się Mariusz Błaszczak, który obok Jarosława Kaczyńskiego jest kluczową postacią serialu i nawet Antoni Macierewicz nie zrobił afery, chociaż twórcy niemal wprost pokazywali Misiewicza jako chłopka Macierewicza, we wiadomym znaczeniu. Pomimo reakcji samych zainteresowanych, ogólnie rzecz biorąc, na prawicy powstała lekka histeria, której nigdy nie podzielałem.

Na bazie tej histerii narodziła się radykalna teoria głosząca, że za „Uchem prezesa” stoją służby i psychologią wykańczają wybranych polityków. Jest to nie tylko śmieszne, ale zwyczajnie głupie i szkodliwe politycznie. Jeśli byłby w tym cień prawdy to i tak poważny polityk nie pójdzie z otwartym komunikatem zdefiniowanym w podobny sposób, ponieważ skazuje się na śmieszność i notowanie Ryszarda Petru. W PiS pojawiały się takie tendencje, ale to już na szczęście przeszłość i „Uchem prezesa” żadnej krzywdy Jarosławowi Kaczyńskiemu nikt nie zrobił. Gorzej, że to samo „Ucho prezesa” prawdopodobnie przerosło i przygniotło Andrzeja Dudę. Wystarczyło, że zobaczył Adriana w korytarzu Nowogrodzkiej i się pogubił, ale to nie robota służb, tylko wskaźnik charakteru człowieka, który sam siebie nazywał niezłomnym.

Długi wstęp się zrobił, jednak inaczej się nie da przedstawić autorskiej komedii w wykonaniu Borysa (Adriana) Budki, niż poprzez pokazanie szerokiego kontekstu. Dorośli politycy, którzy wiedzą, że ludzki śmiech to najczęstsza przyczyna politycznych zgonów, umiejętnie zdystansowali się do przereklamowanego „Ucha prezesa” i oczywiście wygrali na tym. Niedojrzałym wyskoczyła żyłka na czole i z tą żyłką, jak z relikwią się obnoszą. Jeden odreagował serią wet, drugi najzwyczajniej w świecie strzelił focha. Borys Budka zobaczył w komediowym serialu scenkę miłosną ze swoim udziałem i partnerką Myszką Gasiuk-Pihowicz, po czym oświadczył: „ten serial się dla mnie po prostu skończył”. Dalej Budka poleciał serią rzewnych tekstów o ataku na rodzinę, niszczeniu życia i tak dalej, słowem tak się zaangażował emocjonalnie, jakby rzeczywiście coś było na raczy.

W osobistej śmieszności Borysa Budki z PO nie byłoby nic zajmującego, gdyby nie jeden istotny i wcale nie detal. Dotąd było tak, że to PiS miał przypiętą metkę ponuraków, spiskowców i wrogów wolności w sztuce. PO uchodziło za tych światłych otwartych i zdystansowanych, ale rzecz jasna działo się to w specyficznych warunkach, gdy na PiS wylewano gnój, a w stronę PO od czasu do czasu padał jakiś niewinny żarcik: „haratnąć w gałę”. Zmieniło się wszystko, gdy PO zostało potraktowane jak PiS, wtedy doszło do weryfikacji charakterów. Demonstracja polityka PO z aspiracjami na objęcie stołka szefa partii, przekreśla jego samego i całą formację, jako tą, która trzymała z artystami i salonami. „Ucho prezesa” w opinii wielu „ekspertów” od Materny po psychologów miało zniszczyć „reżim Kaczyńskiego”, a tymczasem ośmieszyło dwóch Adrianów: Dudę i Budkę. Myszki Gasiuk-Pihowowicz ośmieszać nie trzeba, bo ona sama robi za jeden wielki kabaret.

Autor: Piotr Wielgucki
Bloger Matka Kurka.