O DZIAŁANIACH MORALNYCH I NIEMORALNYCH, SKUTECZNYCH I NIESKUTECZNYCH W POLITYCE
Niżej wklejam najważniejsze przemówienie 30 lat III RP. Przemowienie, jasno stawiające problem, który jak się za chwilę okazało, legł u podstaw całego dalszego rozwoju naszego Kraju.
Pamiętam, jak słuchałam go z wypiekami na twarzy i ze łzami w oczach, bo wiedziałam, byłam absolutnie przekonana, że stawką w tej grze, w walce, jest właśnie to: czyja będzie Polska. Ale nigdy to jasne, moralne rozgraniczenie, o którym mówił Premier (czyli dla nas „mecenas”) w przepięknym ostatnim zdaniu swojego wystąpienia – nie zostało przeprowadzone.
Nasza Polska jest demokratyczna, co by kto nie mówił. I taka była. I teraz i za poprzedniego rządu. I rozwija się w sposób, który trudno było sobie nawet wyobrazić 40 lat temu, ale podstawowych moralnych fundamentów przebudowy zabrakło. I nigdy nie zastąpiły ich żadne póżniejsze protezy, typu tropienia 3 pokolenia UB, w 30 lat po upadku komunizmu, ani kultu żołnierzy wyklętych, ani mszy i modłów przy wszelkich uroczystościach państwowych, gdy i tak wszyscy wiedzą, że w ogromnej większości przypadków, słowa: prawda, uczciwość, służba, honor, nie mają realnej treści. Słowa służą jako tworzywo do pewnego rytuału, do przerzucania się, jak buczenie w rytualnym tańcu Haka u Maorysów.
A to mistrzowskie zresztą, przepiękne przemówienie było OSTATNIM akordem takiego myślenia, które uznawało, że bez zasadniczych pryncypiów polityka nieuchronnie przeobraża się w zmaganie mafii i sitw. Choćby i bezkrwawe. I że my obywatele, w swoim własnym interesie, powinniśmy o to dbać, by się tak nie działo.
Przemówienie Jana nie było zbyt szeroko zrozumiane w odradzającej się III RP. Brak zasad, albo ewidentnie podwójna moralność (inna dla siebie inna dla przeciwnika) hipokryzja, świństwo i oszustwo stało się podstawowym i powszechnie przyjmowanym miernikiem domniemanej skuteczności w polityce. Miernikiem, w który uwierzyły wszystkie ugrupowania, z niewielkimi indywidualnymi wyjątkami. Nie jesteś wystarczająco cynicznie amoralny – jesteś po prostu politycznym idiotą. Z pewnością będziesz nieskuteczny. Popatrz na polityczny los Olszewskiego, popatrz kto jeszcze pamięta o Romaszewskim…
A jednak w rzeczywistości jest tak, że mamy kilka wariantów do wyboru. Działanie polityczne może być moralne i nieskuteczne, ale może być moralne i skuteczne, może też być oczywiście niemoralne i skuteczne… Ale najbardziej żałosnym upadkiem i porażką polityka jest, gdy okazuje się że jego działanie jest i NIEMORALNE I NIESKUTECZNE naraz. A całkiem często tak bywa. I o tym naprawdę powinni pamiętać wszyscy politycy. Bez wyjątku.
Przemówienie Jana Olszewskiego po wniosku o odwołanie rządu ( w wyniku przekazania do Sejmu list posłów i głownych osób w państwie, których nazwiska figurowały w zasobach archiwlanych MSW, jako konfidenci lub funkcjonariusze SB). 1992 r.
„Sądzę, że nie warto tutaj mówić o tym, w jakich warunkach ten rząd działał. Sądzę, że nie warto tutaj mówić o tym, ile jego premier i jego ministrowie spokojnie znosili potwarzy, pomówień, pogardliwych aluzji, nie ze zwykłej tam prasy brukowej w rodzaju tygodnika ˝Nie˝ (Wesołość na sali) tylko z takich pozycji i od takich osób, od których naprawdę było to ciężko znieść, bo trudno było takie wypowiedzi lekceważyć. Ale służba publiczna to nie jest przyjemność, jeżeli ktoś się jej podejmuje, musi być na wiele gotowy. Ja byłem gotowy i nie to może mnie wyprowadzić z równowagi. Jeżeli dzisiaj mówię, że nie składam w tym momencie, mimo że mam tych doświadczeń ostatnich miesięcy, a zwłaszcza tygodni serdecznie dosyć, mimo to oświadczam, że nie składam rezygnacji (Oklaski) i z pełną świadomością stawiam przed wami państwo posłowie to zadanie, abyście według własnego sumienia głosowali za odwołaniem lub przeciw odwołaniu tego rządu, to czynię tak w przekonaniu, że od dzisiaj stawką w tej grze jest coś innego niż tylko kwestia, jaki rząd będzie w Polsce wykonywał budżet do końca roku, że w grze jest coś więcej, że w grze jest pewien obraz Polski – jaka ona ma być. Może inaczej, czyja ona ma być?
Jest Polska, była Polska przez czterdzieści parę lat, bo to jednak była Polska – była własnością pewnej grupy, własnością może z dzierżawy raczej przez kogoś nadaną. Potem myśmy w imię racji, ważnych racji politycznych, zgodzili się na pewien stan przejściowy, na kompromis, na to, że ta Polska jeszcze przez jakiś czas będzie i nasza, i nie całkiem nasza. I zdawało się, że ten czas się skończył. Skończył się wtedy, powinien się skończyć, kiedy uzyskaliśmy władzę pochodzącą z demokratycznego, prawdziwie demokratycznego wyboru. A dzisiaj widzę, że nie wszystko się skończyło, że jednak wiele jeszcze trwa i że to, czyja będzie Polska, musi się dopiero rozstrzygnąć. To się będzie rozstrzygało także (Oklaski) w jakiejś mierze, w jakiejś cząstce dziś tutaj na tej sali.
Chciałbym stąd wyjść tylko z jednym osiągnięciem. I jak do tej chwili nam przekonanie, że z nim wychodzę. Chciałbym mianowicie wtedy, kiedy ten gmach opuszczę, kiedy skończy się dla mnie ten, nie ukrywam, strasznie dolegliwy czas, kiedy po ulicach mojego miasta mogłem się poruszać tylko samochodem, albo w towarzystwie torującej mi drogę i chroniącej mnie od kontaktu z ludźmi eskorty, że wtedy, kiedy się to wreszcie skończy, będę mógł normalnie na ulice tego miasta wyjść i popatrzeć ludziom w oczy. (Oklaski) I tego wam, państwo posłowie, panie posłanki, życzę po tym głosowaniu. Dziękuję bardzo. (Oklaski)”
Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zostaw komentarz