Dla was to będzie miejsce takie, jak tysiące innych. Trochę drzew, nadmorskiego piachu i żwiru z pobliskich kortów tenisowych. Jeśli zatrzymacie się na chwilę, to przywita was pachnąca morską opowieścią chłodna bryza. Kilka wieżowców, parę starych domów, jakiś hotel.

Uważny obserwator, jeśli miałby okazję oglądać ten teren z góry, mógłby w oddali dojrzeć nietypowe schody, dziś nieco nadgryzione zębem czasu i porośnięte mchem. Może ktoś zwróciłby uwagę na kamień z pamiątkową tablicą? Może, jeśli uważnie wsłuchałby się w szum pomorskiego lasu, usłyszałby pieśń, którą z przeszłości poniosłoby leśne echo? To pewnie niemożliwe. Pewnie za bardzo kombinuję. Ale kto wie, może gdzieś w meandrach czasu i przestrzeni zabłądził, spleciony w jeden dźwięk, głos tysięcy gardeł, które dawno temu wyśpiewały w tym miejscu chwałę żółto niebieskiej potęgi?

Dla nas to miejsce święte. To tu, dawno temu, przeżywaliśmy pierwsze piłkarskie emocje. To tu ojciec uczył syna tego, co w Gdyni nazywamy odważnie „wiarą” i „religią”. To tu spotykaliśmy się z przyjaciółmi, tu dopingowaliśmy naszą ukochaną. I tu, jak mówi jedna z naszych pieśni, „złożyliśmy jej wierności śluby”.

Ta pieśń zaczyna się od słów: „Wiemy o tym dobrze, są na świecie większe kluby”. Ale dla nas, ludzi północy, urodzonych i wychowanych w mieście z morza i marzeń, Gdynia znaczy Arka. To tu jest jej stara, pradawna świątynia. Wierzymy, że jeszcze kiedyś wrócimy w to miejsce. Nie tylko po to, żeby spotkać się z przyjaciółmi przed sezonem lub świętować okazjonalne sukcesy, ale by na co dzień dopingować Arkę, która znów zagra na Ejsmonda.

Możecie się śmiać, bo przecież dziś to mało prawdopodobnie, może nawet niemożliwe. Ale dla gdynian to, co dziś jest niemożliwe, jutro staje się prawdopodobne, a pojutrze realne. To miasto to przecież historia czynienia marzeń rzeczywistością. Bo kto przed sezonem uwierzyłby, że będziemy dziś w tym świętym miejscu świętować zdobyty Puchar Polski? A jednak, stało się, „puchar jest nasz, puchar do nas należy”.

Tylko Arka Gdynia!

Więcej zdjęć ->

Autor: Artur Ceyrowski
Dziennikarz, bloger i publicysta