Gen. Roman Półki pisze: „Słucham kolejnej dyskusji na temat bezpieczeństwa politycznych „ekspertów” i aż w zębach zgrzyta. Wróg u bram, a my nie tylko nie mamy ani aktualnej strategii bezpieczeństwa narodowego ani polityczno – strategicznej dyrektywy obronnej, ale nawet usystematyzowanego aparatu pojęciowego w zakresie bezpieczeństwa i myśli strategicznej.
Nawalanka polityczna przesłania logiczne myślenie i działania. „Silni, zwarci i gotowi” vs „wojsko w ruinie”.
Sabotaż to to samo co dywersja, a wojna hybrydowa to takie coś z czym od lat walczymy, tyle, że nie wiadomo jak, bo samo pojęcie nie zostało w żaden sposób zdefiniowane w dokumentach normatywnych.
Drodzy politycy, może warto zamiast przedwyborczej nawalanki wziąć się do rzetelnej propaństwowej roboty?” – pyta gen. Polko.

Z mojej strony, pełna zgoda z tym co pisze Roman. Bezpieczeństwo państwa nie może być zakładnikiem kampanii wyborczej i partyjnej „nawalanki”.

W sytuacji, gdy środowisko bezpieczeństwa zmienia się szybciej niż kiedykolwiek, Polska potrzebuje nie kolejnych politycznych deklaracji, lecz spójnego systemu strategicznego zarządzania bezpieczeństwem czyli aktualnych dokumentów, jasnych kompetencji, precyzyjnego aparatu pojęciowego, procedur oraz rzeczywistej koordynacji działań administracji, służb i Sił Zbrojnych.

Od lat powtarzam bezpieczeństwa państwa nie buduje się od kryzysu do kryzysu ani od wyborów do wyborów. Buduje się je konsekwentnie przez lata, ponad politycznymi podziałami.

Możemy różnić się politycznie. Ale bezpieczeństwo Rzeczypospolitej powinno być obszarem odpowiedzialności państwowej, a nie elementem partyjnej licytacji.

Tu potrzebna jest strategia, profesjonalizm i ciągłość działania. Zatem mniej polityki! Więcej państwa!