To nie prowokacja, ale całkiem poważna odpowiedź. To doś brutalna odpowiedź, ale w przypadku scenariusz III wojny światowej ma uzasadnienie na wielu płaszczyznach.

Nie mówimy zatem o scenariuszu np. powodzi (nawet bardzo rozległej, jak w 1997 czy większej), ale scenariuszu całkowitej nagłej zapaści systemu, jak w 1939 roku, kiedy państwo przestało działać „z dnia na dzień”(paraliż, brak wypłat emerytur, pensji, żadnej ochrony prawnej czekogolwiek i kogokolwiek, zero gwarancji czy jutro się obudzisz ty czy ktokolwiek z twojej rodziny i czy kogoś to będzie obchodziło – czy żyjesz czy masz co jeść, puste sklepy, zamknięte stacje benzynowe, chaos, brak wiarygodnych informacji, …).

Oczywiście pomaga się najbliższej rodzinie (a i tak z pewnością nie każdemu w niej). Własne dzieci, ojciec, matka, siostra, …
Przyjaciele? Przyjaźnie są różne. Bardzo wielu nadużywa tego określenia, a przyjaźń to żadna czy marna. Jednak przyjaźń to zaufanie, które może zostać wymienione jak „towar” (ty masz coś, ja mam coś, jesteśmy razem zagrożeni – ufamy sobie – możemy sobie zatem pomóc).
Ludzie pomagają sobie do czasu, kiedy wierzą, że sami dostaną za jakiś czas pomoc czy „za chwilę” to się skończy. Czasem to tygodnie, czasem dłużej. Jak w 1939 wierzyli niektórzy, że nasi sojusznicy za chwilę ruszą nam z pomocą. Jak się to skończyło, wszyscy wiemy. Ci, którzy wierzyli byli bardziej głodni lub długo nie pożyli.

Wiele osób przed wrześniem 1939 r., kiedy mówiło się o konflikcie, wojnie przygotowywało się. Każdy w miarę swoich możliwości. Jedni finansowo, inni mieli plan aby opuścić np. Warszawę a jeszcze inni mieli więcej żywności czy materiałów do wykonywania dalej swojej pracy (np. krawcowa miała więcej tkanin, nici, … wiedząc, że w razie W ich zdobycie będzie niemożliwe lub bardzo trudne).

Dziś mówi się dużo o wojnie. Mocno nas straszą. Przyjmijmy na potrzeby tego materiału, że to bez znaczenia – dlaczego to robią.
Przyjmijmy, że faktycznie się to wydarzy (zaplanowane czy niezaplanowane zdarzenie).

Zatem od lat już a nie miesięcy mówi się – może być wojna, może być źle, przygotuj się.

Jeżeli ktoś „bombardowany” takim przekazem, a nie jest osobą bardzo biedną, z problemami, niepełnosprawną, chorą psychicznie/fizycznie, dzieckiem, nastolatkiem, … nadal nie robi totalnie nic, aby w jakikolwiek sposób się „przygotować”, to w pełni zasługuje na to co może go spotkać.

To „oczyszczające”, można nawet powiedzieć.

Za bardzo niewielką kwotę można zgromadzić wodę i żywność na wiele miesięcy (nikt nie mówi, że musisz jeść schabowego z młodymi ziemniaczkami i kapustą).

Pomaga się tylko komuś na kim nam zależy, kto może być „użyteczny” (ma czy może zdobyć zasoby, które będą potrzebe np. za pewien czas) i na tym koniec.
Z dobrego serca pomaga się dzieciom, ale też trzeba uważać.
Dzieci są wykorzystywane po jakimś czasie przez grupy bandytów.
Dziecko mówi, że jest głodne i zapraszasz do domu. Dziecko odchodzi i wie ilu w domu jest ludzi czy mają zapasy, broń, …
To samo z nasolatkami, atrakcyjną dziewczyną czy matką z dzieckiem na rękach.
Każda pomoc takiej osobie indywidualnie obarczona jest bardzo dużym ryzykiem.
Jeżeli takie osoby mogą dostać pomoc od jakiejś zorganizowanej większej grupy (nadal działa coś i są „silni” w mieści X czy Y).

Z zasadzy jednak nie pomaga się „obcym”, a już na pewno nie pomaga się osobom dorosłym (bez względu na płeć i urodę).

Swoją drogą w przypadku III światowej kobiety będą w jeszcze tragiczniejszej sytuacji niż ich „babcie” w czasie I i II światowej.
Kiedy jest „głodno i niebezpiecznie” w pierwszej kolejności dzieci i kobiety zostają „z niczym” (jeżeli nie ma w ich otoczeniu mężczyzny, mężczyzn).
Co wielu zna np. z Wołynia, rozpadu Jugosławii i wielu innych miejsc i wydarzeń z historii.

Dlaczego nie należy pomagać zatem ludziom?

Dlatego, że nie ma to sensu. Jeżeli ktoś ma umrzeć, bo nie przygotował się a mógł, to „tylko lepiej” dla innych. Mniej ludzi, to mniej zasobów potrzebnych aby ich utrzymać, mniejsze zagrożenie.
Jeżeli się uspokoi to też mniejszy koszt społeczny ich utrzymania.

Brzmi brutalnie? Niestety, ale wojna, katastrofa, głód, to coś brutalnego przypominającego nam gdzie żyjemy i jesteśmy śmiertalni.

Masz osoby, które w tej chwili szczycą się tym, że są bardziej zasobne, lepiej wykształcone, jakoś tam sprytniejsze w życiu (tym spokojnym jakie mamy) … i masz im pomagać, bo okazało się, że ich auto za 200 tysięcy nie zapewni im dostępu do żywności, wody itp.
Masz osoby, które chętnie korzystały z wyjazdów na wakacje, zamawiały obiady, bo nie chciało im się gotować czy otrzymywały utrzymanie z podatków innych a nie zrobiły nic, aby „mieć coś w domu” – masz im pomagać?

Im szybciej pozbędziesz się dylematów moralnych tym masz większą szansę na to, że sam przetrwasz.

Jeżeli dzieci nie są sierotami a mają rodziców, to rodzice są odpowiedzialni za to aby miały co jeść i co pić.
To nie Twoje dzieci i Ty nie jesteś za to odpowiedzialny, co się z nimi stanie.

Brzmi strasznie? Tak było od zawsze na wojnach, kiedy system i prawo „nie istniało”.

Polacy będą sobie dziś pomagać?
W przypadku III światowej – nie tak jak kiedyś.
Ludzie w dużych miastach, z dużych miast nie znajdą już wsparcia, oparcia na wsi. Będą traktowani jako intruzi, którzy chcą mocno ograniczone zasoby, aby się ratować.

Złoto, cenne inne rzeczy mogą się okazać „żadną walutą” aby wymienć to za żywność, schronienie (ciepło).

Ps. nadal wielu myśli, że nadchodząca wojna będzie pod kontrolą i nie będzie gorsza niż I, II czy ta na Ukrainie.
Ja uważam, że III światowa, o ile do niej dojdzie oczywiście, będzie zupełnie inna niż dwie poprzednie i to co znamy z przekazów dziś.
Woda, czyste powietrze (schronienie przed tym co w powietrzu) będzie cenniejsze przez pewien czas niż nagromadzone przez wielu uznawane dziś za cenne przedmioty.

Autor: Diario