Czytam wypowiedzi osób, które były w opozycji demokratycznej w Polsce, a które potępiają Romana Protasewicza za to, że dał się złamać białoruskiemu KGB w śledztwie. I robi mi się niedobrze.
Wiem jakie były realia PRL za czasów stalinizmu, bo mój Dziadek był więźniem politycznym w latach 1948 – 1956 i przeszedł wszystko łącznie z torturami. Wiem, że i później dochodziło do bicia i nawet przecież zabójstw politycznych. Ale gdy czytam ludzi, którzy w PRL owszem w opozycji byli (i zasługują za to na szacunek za odwagę), ale dostali co najwyżej raz pałką (choć częściej nawet i tego nie doświadczyli), a teraz z wyjątkową lekkością odsądzają od czci i wiary Protasewicza to mi się robi niedobrze. Może już dość tej autokreacji i udawania, że się było w opozycji w latach stalinizmu.
Nasi odsądzacze od czci i wiary zawsze są dobrzy w wyrażaniu solidarności, tylko, że od tego ich wyrażania solidarności Protasewicza mniej nie boli.
Czytam oto, że „myśmy się w stanie wojennym nie łamali”. Nie wiemy co dokładnie spotkało Protasewicza, ale w katalogu metod jest wielogodzinne bicie po całym ciele, po nerkach, po stopach, stosowanie elektrowstrząsów i grożenie gwałtem np. najbliższej osoby. Jakoś nie kojarzę by ktokolwiek z naszych potępiaczy przeszedł przez cokolwiek podobnego. Jak mi ktoś, kto przeszedł stalinowskie śledztwo powie, że nie wolno się dać złamać, to mogę rozmawiać. Jak mi mówią o tym weterani kilku pałek (albo kilku niemiłych rozmów z esbekami) to mnie pusty śmiech ogarnia. A przy okazji zastanawiam się kto kogo ma prawo pouczać nie – nie na temat polityki. Na temat moralności.

Proszę Państwa oto pan wicemarszałek Sejmu RP Ryszard Terlecki. Pan wicemarszałek z PiS stwierdza, że Polska będzie popierać białoruską opozycję tylko jeśli ta będzie propisowska. A jak ma kontakty z PO to jej popierać nie będzie. Wydawało mi się, że nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów dostatecznie obelżywych by odnieść się do tego komentarza pana wicemarszałka. Bartek Węglarczyk takie słowa znalazł ((link). Ja bym tylko dodał, że to jest mniej więcej tak ktoś z ekipy Reagana obraził się na Solidarność, bo ta utrzymuje relacje z Partią Demokratyczną. Mówiąc krótko to jest coś, co nie miałoby prawa się zdarzyć. Amerykańscy politycy po prostu rozumieli rację stanu. I mieli klasę. A pan wicemarszałek miał w młodości ksywę „Pies”. To nawet pasuje, że się na starość skundlił.
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)
Zostaw komentarz