Trwa niezwykle gorący okres bezpardonowej wojny o stołki w polskim parlamencie. Do godności senatorów i posłów garną się ludzie głęboko wierzący w ideę gruntownych zmian w życiu Polek i Polaków, jak również zwykłe kanalie, które bez władzy nie potrafią żyć. Skoro demokracja nie radzi sobie z odsiewem ziarna od plew, czarno widzimy wszelkie zabiegi o to, aby podobny mechanizm zastosować w stosunku do potencjalnych terrorystów, którzy dzisiaj są jeszcze „uchodźcami”.

Jeszcze gorzej jest z kandydatami, którzy chcą nam służyć, obejmując ministerialne teki. Minister, to inaczej nasz rab – człowiek od brudnej roboty, który ma wykonywać moje polecenia. Jeżeli tego nie robi, należy go usunąć, ponieważ złamał obietnice, które złożył, a które ja ( oczywiście w domyśle Naród) zaakceptowałem. Póki, co, takiego mechanizmu nie ma, choć sięgając do historii, ze zdziwieniem stwierdzimy, że nihil novi sub sole i tutaj również ma to zastosowanie. Większość z nas ma dosyć rządów złodziejskiej koalicji, która łupi nas od ośmiu lat. Czara goryczy się przelała i w efekcie z wielkim hukiem, miejsce lokatora z Ruskiej Budy zajął kompletnie nam nieznany młody, uśmiechnięty „chłopak”, który choć daleki jest od wzorca Piłsudskiego, może nieźle namieszać w polskiej (i nie tylko) polityce.

Owszem, rodząca się nowa, śmiercionośna w stosunku do nowego prezydenta opozycja, którą wkrótce stanie się Platforma Antyobywatelska, nie do końca wie jak rozprawić się z kimś „bez Szoguna”, dlatego na wszelki wypadek, poprzez zakamuflowane w Polsce niemieckie media wali w nowego, lokatora Pałacu jak w przysłowiowy bęben.

Przypomina to trochę pęd ptaków dodo do samozagłady, ponieważ straszenie Dudą i PiS-em może miałoby i sens w innej rzeczywistości, ale obecna w kontekście jaskiniowców, którzy za wszelką cenę chcą wyrżnąć pół Europy traci sens. Obraz Platformy w świadomości wyborców jest już ustalony – obecne sztandary zostały skompromitowane lub splamione krwią ( Smoleńsk i niewytłumaczalne zgony osób publicznych).

Alternatywą jest…?

Bóg

Kompletnym nieporozumieniem jest szarganie „Bytu”, którego istnienie potwierdzają miliardy na całym świecie. Sprawy „jedynie słusznej wiary” muszą pozostać na piedestale, ale co z innowiercami? Właśnie, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, choć „siedzenie” podpowiada nam, że każda wiara ma sporo krwi za uszami. Zostawmy Boga w spokoju, a zajmijmy się przez chwilę Kościołem, a tutaj od lat dzieje się źle. Eksodus zaczął się z chwilą odejścia polskiego papieża – autorytetu, pod którym obecnie powszechnie się ryje. Wojtyłła był nie tylko namiestnikiem Boga na ziemi, ale również zręcznym politykiem, który potrafił rozdzierać serce na wiele części. W ten sposób każdy naród po Jego wizycie, czuł się w jakimś sensie wybranym, a jeżeli kogoś razi ta analogia, to wystarczy stwierdzenie – docenionym.

Obecności polskiego papieża brakuje dzisiaj zwłaszcza Polakom, zabrakło spoiwa, które łączyło, miast dzielić. Niestety, Franciszek jest tego najlepszym przykładem. Bycie do pewnego stopnia liberalnym w tak konserwatywnej instytucji, którą jest Kościół, to nie wyzwanie, a samobójstwo. Jednak i to można zrozumieć, jednak mieszanie się do i w… polityce świata, to już głęboka niestosowność, podrasowana przedziwnymi pozorami ascezy.

Bo jak nazwać obrazki, gdzie papież – głowa Kościoła zachowuje się jak kloszard? Czy to efekciarstwo czy przyzwyczajenie z faweli? Cała ta poza z Asyżem ma niewiele wspólnego.

Polacy nie mają większego wsparcia od Franciszka, z wyjątkiem rozpatrywania spraw o pedofilię i zmuszanie polskiego Kościoła do przyjmowania troglodytów z krajów, których nawet nie potrafimy wskazać na mapie, choć dobrze wiemy, że ich historia pisana jest ściętymi głowami i potokami przelanej krwi. Ot, taka kultura lub jej brak w dodatku ukazywana w TVN-ie i Republice ( wreszcie mówią jednym, zafałszowanym głosem?).

Papież Franciszek jawi nam się, jako osoba skromna, oddana wierze i ludziom często w połatanych buciorach i cudzej piusce, ( bo akurat ktoś ją mu podmienił) na głowie osoba, jednak ma też umiejętności dodatkowe, o które do niedawna trudno było go posądzać. Być może tę naiwność świetnie wykorzystał „Golfista” zza Wielkiej Wody, który raptem pokapował się, że rezydent Kremla może zaanektować również Hawanę wraz z prowincjami i pokrytym plamami wątrobowymi słynnym Fidelem. Jako forpocztę wysłano wpierw sygnał – zdejmujemy embargo i zgłaszamy gotowość do współpracy. Później jako „wunderwaffe” wysłano właśnie papieża, który przygotował i przyklepał sprzyjający klimat. Wizyta Franciszka w USA była już tylko formalnością. Powitano go tam z najwyższymi honorami i wytrzymano nawet „bajdurzenie” o wartościach rodziny w kontekście gejów i lesbijek i  innej swołoczy.

Kościół Polski jednak z przerażeniem odnosi się do pomysłów papieża w kwestii przyjmowania tzw. „uchodźców” do każdej parafii, bo to nie wiadomo, czy czegoś nie zwędzą, albo kogoś nie „ubiją” w przypływie „wiecznej szczęśliwości” w imieniu kolegi Mahometa lub „Ałłacha”.

Na wszelki jednak wypadek zachowują pozory uległości, bo a nóż stracą robotę?

Skoro tak, to niech powstają meczety, niech polskie ulice okupują zgięci wpół muzułmanie, modlący się na polskich dywanach z Wólczanki ( o ile jeszcze jej nie rozkradziono lub nie sprzedano) lub innych Kowar.

Poprawność polityczna, ta usprawiedliwia wszystko i wszystkich, ale czy ma coś wspólnego z… honorem?

Honor

Przeciętny Polak podobno bogaci się w zawrotnym tempie, tak przynajmniej twierdzi obecny koncentracyjny obóz rządzący naszym Krajem. Oczywiście ci prości ludzie wyznający kult kradzieży cudzego pieniądza mówiąc i myśląc o dobrach doczesnych. Niestety, ciągle zapominają, że każdy, a zwłaszcza przeciętny Polak, kieruje się w życiu i to często nieświadomie dobrem, którego w żaden sposób wycenić nie można – to nasza zaleta i przekleństwo – HONOR. Nie można go zapakować do puszki, czy butelki, to się albo ma, albo nie, Jeżeli nie, wtedy jest się zwykłą… kanalią.

W imię honoru Polak da się nawet zabić, pod warunkiem, że wpierw na łono Abrachama wyśle trzydziestu (lub więcej) wrogów. I to jest nasza nadzieja, zwłaszcza teraz, gdzie jak wciskają nam lewackie „telewizory” – jesteśmy bezpieczni i nic nam nie grozi z wyjątkiem histerii Kaczyńskiego, który jeżeli jeszcze nie zwariował, to z pewności temu stanowi się podda.

Tymczasem obywatel tego wycieńczonego kraju myśli zupełnie inaczej, choć temu błogiemu stanowi poddaje się tylko w obecności kiełbachy z grilla ( dawniej rożno), importowanego piwska ( bo w modzie) lub podczas oglądania ulubionego programu, gdzie Jego ziomek właśnie robi z siebie durnia ( reality).

Już nikt nie wierzy Pytiom z Sejmu, Senatu, czy przydupasom pani Premier, szybciej wokaliście z ambicjami, bliźniakowi, który w imieniu brata marzy o normalności, dziennikarzowi, który złamał psychicznie legendę i faktami strzelił ją w pysk, czy też człowiekowi z muszką, który już wie, że ten element garderoby łatwo zmienić na zakończenie lufy tyciego pistolecika. Ci wydają się mieć honor, a reszta? Reszta to wybrańcy mniejszości, czyli tych, którzy są święcie przekonani o tym, że tak dobrych czasów jak dzisiaj już nigdy nie będzie. Największe grono wyznawców stanowią tutaj ludzie kultury, tacy światli, wspaniali, obyci, a moralnie… tyci.

Na szczęście to ciągle margines, który w obliczu niechybnych zmian szybko się skurczy, albo przejdzie na… zasiłek, a na to okradzionej z wszelkich wartości Ojczyzny nie stać.

Ojczyzna

Czym jest Ojczyzna? Dla tych, którzy w poszukiwaniu chleba, albo inaczej… wygody, (bo przecież życie ma się tylko jedno) wyjechali w świat, to pojęcie łączy się z jednym – zapewnieniem sobie i rodzinie godnych warunków bytowania. Kiedy poczują się już zabezpieczeni, wtedy zaczynają tęsknić do macierzy. Tak dzieje się od zawsze, nawet nasze rządy na uchodźctwie z wielką troską podchodziły do swojej ojczyzny, ale jakoś nigdy nie zaryzykowały walki bezpośredniej w swoich dawnych granicach. Czy w razie potrzeby miliony Polaków daleko od  Najjaśnieszej powrócą i chwycą za broń? Śmiem wątpić, lepiej przecież z pozycji obserwatora i utyskującego na „niewdzięczną ojczyznę” popijać kolorowe drinki, mocząc tyłek w swoim basenie. Stary Kraj pozostał daleko, na skrajach świadomości i jest tylko wspomnieniem, ponieważ teraz walczą w nim o normalność nieudacznicy i ofermy, którzy zamiast być cwanymi i wyjechać, kiedy był jeszcze czas, walczą o swoją przyszłość we własnym kraju z ludźmi, nieroztropnie których wybrali, a którzy okazali się być pospolitymi oszustami i… zdrajcami!

Zdrajcy

Nie ma większej obelgi? Okazuje się, że w życiu bywa tak, że bycie „zdrajcą” może okazać się w mniemaniu mniejszości rządzącej Narodem – zaletą! Bez wątpienia ludzie ci powinni na samym początki swojej politycznej drogi zostać zbadani przez psychiatrów. Niestety, konstytucja tego nie precyzuje, no i mamy teraz rozpasanych wariatów, którzy utracili kontakt z rzeczywistością, poprzez wielomilionowe wynagrodzenia, do których dopuścił „uśmiechnięty facecik” z Kaszub przez co jego Zimkowie już wkrótce przebiorą się w burki, ale nie z powodu zmiany religii, a… wstydu.

I trudno się im dziwić, podobnie jak ocenie, że Polska jest tworem czysto teoretycznym, za to z upodobaniami na poziomie: ośmiorniczek i drogich win. To ostanie akurat jest chwalebne, ponieważ na świecie wyznacznikiem kultury jest właśnie ilość spożywanego wina. Prawda, jak przez chwilę zrobiło się przyjemnie? Niestety, to tylko iluzja, ponieważ do dzisiaj z tych trunków w rodzimym wydaniu nie pozbyto się siarki jej pochodnych. Tak, właśnie, elity władzy zgłupiały od tego, że piją pospolite „buzony”. Pozostawmy to jednak w sferze teorii spiskowych.

Tak, czy inaczej tylko zdrajca mógł dopuścić do tego, że z mapy przedsiębiorstw i to dobrze prosperujących zniknęły kluczowe nazwy, a te, które jeszcze zipią, znikną, zanim dojdzie do wyborów. Po co komu węgiel prawda? Ups, najgoręcej przepraszam, trochę jednak trzeba go wydobyć, bo w Naszym Kraju nie jest tak skwarnie jak w Syrii, Iraku, czy innej republice bananowej. A my chcemy być gościnni, mili, opiekuńczy i chwaleni przez… Berlin, Brukselę, wszak kilka kolejnych wydojonych z unii srebrników się przyda, a to ma się nijak do… zdrady? Grupa Wyszehradzka twierdzi inaczej.

Nic, tylko womitować.

_________________________

Mariusz R.Fryckowski