Tym razem zgadzam się w całości z panem Piotrem Nisztorem (czytaj). Od dłuższego czasu twierdzę, że pomalowane ruiny zawsze będą ruinami i żaden, nawet najlepszy szef nie przezwycięży serwilizmu, megalomanii oraz nepotycznych nawyków podwładnych, ani degrengolady całej instytucji. Będzie jedynie łatał dziury i sam polegnie, bo nie da rady łatać wciąż nowych. Dotyczy to wszystkich służb, które przez ostatnie osiem lat zdewastowano i zamieniono w paranoiczne zbiorowiska zastraszonych oraz bezmyślnych urzędników, wykonujących bez zastanowienia, każde idiotyczne życzenie swoich władców. Niepokornych posunięto i zniszczono. Straty, jakie niewątpliwie spowoduje ów „nowy początek”? Trudno. Porównajmy je ze stratami, jakie poniesiemy konserwując dalej ruiny.

Miałem okazję przyjrzeć się pracy BOR, gdy zajmowałem się w Agencji Wywiadu (AW) kontrwywiadowczą ochroną placówek, które podobno chronił BOR. Chcecie parę przykładów? Ściśle tajne, więc nie podam miast i nazwisk. W kraju naszych poprzednich sojuszników delegowani z BOR funkcjonariusze wpuszczali do placówki miejscowe milicjantki „na siusiu”, a one same sobie chodziły po misji. Wszystko było w kamerach. W tym samym kraju jeden z „borowików” zamieszkał u obywatelki tego kraju, która przypadkiem miała brata milicjanta. W stolicy, był „ochroniarz” handlujący towarami ze sklepu dyplomatycznego, a więc bez cła i marży. Mieliśmy informację, że zatrzymali go miejscowi i puścili. Usiłowaliśmy interweniować we wszystkich przypadkach, ale był to człowiek ambasadora z koneksjami i ówczesne kierownictwo BOR „wygrało”, bo miało bliżej do „premierów”. Kilka tygodni później był Smoleńsk. Handel towarami bezcłowymi był zresztą nagminny. Kilku „borowików” udało się nam wywalić po cichu i po wielkich bataliach. To tylko kropla w morzu tego, co tam się działo. Dodam jeszcze niepotrzebne szkolenia funkcjonariuszy, prowadzone przez prywatną firmę o określonych konotacjach (słyszałem, że to BOR szkoli, bo umie wszystko).

BOR ma wielu wspaniałych funkcjonariuszy. Poznałem świetnych fachowców, lecz oni nie awansują i są jedynie do roboty. Tam rządzą urzędnicy z kadr i sprytni koledzy. Żaden szef nie da rady tej biurokratycznej machinie. Konieczne jest stworzenie nowej służby i prawdziwa weryfikacja, ocena wszystkich pracowników. W tym kontrwywiadowcza. Nowa służba winna mieć ograniczone możliwości działań operacyjnych, tzn. tylko w sprawach związanych z wykonywanymi zadaniami. Nie wspominam o prawdziwym wydziale informacyjno-analitycznym monitorującym zagrożenia, bo i tak tego nikt nie zrobi. Tak, obawiam się, że nadal będziemy konserwować zgliszcza, aż do następnego incydentu. Aż do następnej tragedii.