Dawno żadna wiadomość nie wywoływała we mnie tak sprzecznych uczuć.

Z jednej strony to zła wiadomość, bo Johnson był zwolennikiem twardego kursu wobec Rosji i jednoznacznie wspierał Ukrainę. To, że pewnie robił to częściowo po to, by odsunąć od siebie kłopoty wewnętrzne nie ma przy tym znaczenia.

Z drugiej jednak strony był skrajnym przykładem tego, czego z głębi trzewi nie znoszę w politykach, czyli egotyzmu, cynizmu i bezgranicznego już politycznego populizmu.

Miarą tego, kim jest Johnson było to, że w dniu, w którym poparł Brexit jeszcze rano wahał się, czy nie poprzeć pozostania Wielkiej Brytanii w UE. Nie poglądy na to, co dobre dla państwa, a przekonanie, co opłaca się politycznie jemu samemu zadecydowało o tym, że poparł wyjście Londynu z Unii.

Niewiele, jak wiemy z tego, co ujawnił jego wieloletni doradca Dominic Cummings, obchodziło Johnsona ilu Brytyjczyków straci życie w wyniku infekcji koronawirusem. W efekcie polityki Johnsona Wielka Brytania na początku pandemii miała tragiczne statystyki śmiertelności spowodowanej Covid-19. Podejmując decyzje ws. tego, jak zwalczać pandemię Johnson kierował się rzecz jasna nie tym, co mówili naukowcy, ale sondażami.

Wspomniany wyżej Cummings to skądinąd ciekawa postać. Lata wcześniej Johnson określił go jako „zawodowego psychopatę” („career psychopath”). Rzecz polega na tym, że dokładnie dlatego premier Cummingsa zatrudnił. Potrzebni mu byli ludzie, którzy kłamali nie tylko bez zmrużenia okiem, ale do tego jeszcze z radością. Z czasem okazało się, że Cummings zderzenia z cynizmem Johnsona nie wytrzymał i coś w nim pękło. W Johnsonie nie pękło nigdy nic, bo – inaczej niż Cummings – od młodości był przekonany, że mu wszystko wolno. Dokładnie dlatego imprezował, gdy równocześnie jako premier zakazywał tego innym (gdy już kalkulacja polityczna podpowiedziała mu, że jednak jakieś ograniczenia pandemiczne trzeba wprowadzić).

Dokładnie dlatego wreszcie mianował znanego ze skandali obyczajowych kolegą na wysokie stanowisko, a gdy ten zrobił to, co robi najlepiej (czyli wdał się w kolejny skandal) kłamał mówiąc, że „zapomniał” o poprzednich przewinach swego kolegi.

Przez lata mówiłem jak bardzo podziwiam anglosaski rozsądek. Dzięki Donaldowi Trumpowi (który, jak już wiemy, chciał de facto dokonać zamachu stanu i nie oddać władzy mimo, że wiedział, że przegrał wybory) i Borisowi Johnsonowi Anglosasi zaczęli się kojarzyć nie z mężami stanu takimi jak Reagan, Tchatcher, Kennedy, Eisenhower czy też Churchill, ale z pajacami i moralnymi degeneratami, którzy jakimś cudem zaczęli zdobywać władzę. Szkoda, że kontekst międzynarodowy jest taki, a nie inny, ale dzięki Bogu, że przynajmniej jednego pajaca już na pewno nie będziemy musieli oglądać.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u).