Zawsze uczyłem swoich słuchaczy, że oficer wywiadu musi działać tak, by nie stwarzać materiałów, które przeciwnik wykorzysta przeciwko niemu. To prosta i banalna zasada. Po dzisiejszej awanturze sejmowej z przykrością stwierdzam, że chyba PiS też potrzebuje takiej instrukcji. Nie można w tej sytuacji, jeśli jest się atakowanym praktycznie ze wszystkich stron, a w tym przez poważne siły międzynarodowe, dopuszczać do wydarzeń, które natychmiast zostaną wykorzystane i to skutecznie. Wiem, że taki sposób głosowania „za kogoś” jest w sumie nic nie znaczącym zwyczajem. Jestem pewien, iż nie ma tu złych intencji, a gdyby sprawa dotyczyła innej partii lub inne sprawy, nikt by na to nie zwrócił uwagi. Dwuminutowa przerwa, ogłoszona przez marszałka Kuchcińskiego podgrzała jedynie atmosferę. To, co się teraz dzieje w telewizji, wszystkie wypowiedzi posłów opozycji, „pryncypialne” słowa o „praworządności”, opinie prawników, potwierdzają, niestety, moje słowa. Możemy dyskutować długo i namiętnie, lekceważyć lub wyolbrzymiać problem, ale dziś PiS dał swoim przeciwnikom w Europie kolejną, tym razem potężną, broń do ręki. Pamiętajmy, że stwierdzenie, iż władzy nie zależy na Europie, jest z gruntu błędne. Paradoksalnie, PiS bardziej chce być w UE niż poprzednicy, a różnica polega wyłącznie na zmianie podejścia do roli Polski w tym układzie z przedmiotowej na podmiotową.

PiS źle rozpoznał swoich przeciwników. Przewidział pewnie opór i obronę międzynarodowych interesów, ale ze strony czynników zewnętrznych. Nie przewidział, że nasze sprawy zostaną przez polskich polityków umiędzynarodowione, czyli wyciągnięte na obce podwórze. Błąd z komisją wenecką wynikał również z przekonania, że polski przewodniczący, będzie działał na korzyść swojego kraju.

Nie można też opierać się jedynie na tych, którzy nas chwalą. Podobnie jest z poparciem społecznym. Obecnie jest duże i jeszcze długo będzie, ale również wśród prawicy pojawia się już niecierpliwość. Zawsze należy liczyć się z tym, że nagle okaże się, iż przy PiS, poza „żelaznym” elektoratem, zostali tylko ci, którzy potrafią spojrzeć globalnie, a których często sam PiS skreśla a priori. Przypominam, że mimo rzeczywistego niskiego poparcia PO rządziła dwie pełne kadencje. PiS chyba nie chce skończyć, jak PO? Warto też zastanowić się na ile duże poparcie wyborców wynika z rozczarowania, niezadowolenia lub wręcz nienawiści do poprzedniej koalicji, a na ile z przekonań politycznych.

PiS nie może przegrać, ponieważ jeśli przegra będzie po nas. Każdy, kto myśli podmiotowo o Polsce winien to zrozumieć. Wiem, że to kontrowersyjne stwierdzenie, ale to temat na osobną dyskusję. PiS powinien jednak wiedzieć, że w tej sytuacji trzeba częściej być lisem, niż lwem.

Media mają pożywkę i wszyscy będą teraz żerować na tym. Dla świata jest to kolejny argument przeciwko nam. Czy tak być musiało? Nie. Wystarczyło pomyśleć.

Post scriptum.

Napisałem o PiS, ale zapomniałem o Kukiz’15. Przykro mi, ale partie z nazwiskiem lidera w nazwie źle mi się kojarzą. Nie można też stać okrakiem na barykadzie, ponieważ, albo idzie się z tymi, których tak bardzo krytykowało się przed chwilą, albo zdradza się tych, którzy umożliwiają karierę. Na pewno zaś, zdradza się elektorat, który poparł ten „ruch” nie po to, by wchodził w chwilowe koalicje z tymi, których ów elektorat zdecydowanie i całkowicie odrzucił. Gdyby jeszcze widać było jakieś polityczne korzyści? Konstytucji nie zmienią, do nowych wyborów nie doprowadzą, a nie sądzę, by była to gra ze strony PiS, polegającą na „załatwieniu sprawy cudzymi rękoma” (reakcje po głosowaniu świadczyły o czymś zupełnie odwrotnym).

Napisałem kilka miesięcy temu pytania do pana Kukiza. Nie odpowiedział, czego się spodziewałem, nie przeczytał ich, czego się też spodziewałem, ale byłem przekonany, że przynajmniej podobne zadaje sam sobie. Cóż, przykro mi obserwować „antysystemowców”, pożeranych przez system i zmieniających się w przywódców partyjnych. Dlatego też, gratuluję posłom, (wymienionym w artykule na portalu Niezależna) odwagi i samodzielnego myślenia.