Bronisław Komorowski nie decydując się na udział w przedwyborczej debacie kandydatów na urząd Prezydenta RP po raz pierwszy strzelił sobie w kolano. Ocena społeczna odmowy była jednoznaczna, nie jest dobrze gdy cieszący się wysokim poparciem społecznym i zaufaniem urzędujący Prezydent nie chce stawić czoła pozostałym kandydatom. Krytyka tej postawy wówczas była słuszna i Polacy mieli prawo czuć się zignorowani. Wszyscy wiemy jak wygląda prezydentura Bronisława Komorowskiego, ale chcieliśmy wiedzieć jaka jest wizja na przyszłości i jak Prezydent poradzi sobie w konfrontacji z pozostałymi kandydatami.

Urzędujący Prezydent przecież nie miał wydawałoby się podstaw, by się czegoś obawiać. Przecież jeszcze niedawno cieszył się bardzo wysokim poparciem społecznym. Badanie CBOS z  lutego bż. roku wskazuje, że aż 71% respondentów pozytywnie oceniło jego działalność. W rankingach zaufania również początkiem roku osiągnął imponujący wynik 78%.

A jednak odmówił udziału w debacie – czym jak wiemy po raz pierwszy strzelił sobie w kolano. Wmawianie nam, że wynikało to ze słabej oceny samych kandydatów jest mało poważne i nielogiczne. Prezydent, jak rozumiem, reprezentujący znacznie wyższy poziom, błyszczał by zatem wśród pozostałych kandydatów i niewątpliwie utrwaliłby tylko swoją pozycję. Ale na debatę się nie stawił a jeden z jego konkurentów Paweł Kukiz przygotował dla niego krzesło, wydaje się nawet wędkarskie, choć prezydent nie łowi a poluje.

Bronisławowi Komorowskiemu puszczają nerwy już od jakiegoś czasu i trudno jest utrzymać je na wodzy nawet najlepszym specom od wizerunku. To był jeden z głównych powodów odmowy. Prezydent wystraszył się trudnych i niewygodnych tematów i pytań, ataków związanych z WSI. Sztab uznał zatem, że bardziej korzystna jest odmowa udziału w tej debacie i próba dalszego kreowania Prezydenta jako osoby ciepłej, zrównoważonej, budującej zgodę. Czy to się jednak udał? Oczywiście, że się nie udało.

Wyniki Bronisława Komorowskiego w I turze pokazały, że urzędujący Prezydent już znajduje się na równi pochyłej. By zahamować spadek popularności i ratować się przed II turą natychmiast wymieniono sztab i błyskawicznie podjęto decyzję o zmianie strategii. Ogłoszenie rozpisania referendum w sprawie JOW miały być pozyskaniem tych wyborców, którzy oddali swój głos Pawłowi Kukizowi. To miał być jeden ze strzałów w „10-tkę” a oponenci urzędującego Prezydenta promujący ideę JOW-ów mieli dostrzec dobrą rękę Bronisława Komorowskiego i jego cudowne nawrócenie.

Błyskawicznie zareagował Paweł Kukiz, który zapraszając na debatę kandydatów II tury Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudę, pierwszemu wytrącił pałeczkę dowodzenia. I tak Bronisław Komorowski ponownie znalazł się w potrzasku. Andrzej Duda przewidując dalszy ciąg zdarzeń przyjął zaproszenie, gdyż tylko w ten sposób mógł i zrobił to tj. umocnił swoją pozycję. Bronisław Komorowski z zaproszenia ponownie nie skorzysta, co było do przewidzenia już w momencie składania oferty przez Pawła Kukiza.

Debata prowadzona przez Pawła Kukiza byłaby oczywistą wygraną prowadzącego. Najpewniej na drugim miejscu znalazłby się Andrzej Duda a urzędujący Prezydent na trzecim. Co w efekcie oznacza, że startujący w II turze Andrzej Duda staje się liderem.

Dlaczego Bronisław Komorowski przegrałby w tym pojedynku? Odpowiedź jest taka sama jak na pytanie, dlaczego nie wziął udziału w pierwszej debacie. Bronisław Komorowski tym samym strzelając sobie w drugie kolano pozbawia się szansy na reelekcję.

Ma się wrażenie, że sztab Prezydenta próbuje łapać „uciekające” już sznurki, ale nie jest to możliwe. W ogromnym napięciu i świadomości przegranej  słowa Bronisława Komorowskiego tylko go pogrążają. To jakby pan Prezydent otrzymał broń i zawsze celował w siebie. Najlepiej byłoby dla niego, gdyby nigdzie na żywo nie przemawiał, nie wychodził do ludzi a nagrania z jego udziałem byłyby kręcone i starannie montowane a później udostępniane. Tylko tak się nie da prowadzić kampanii, podobnie jak nie powinno się odmawiać udziału w debacie. Odważny i prawdziwy patriota nie boi się mówić o Polsce i o jej wizji. Nie boi się walczyć w słusznej sprawie.