Wcześniej to znaczy za Marksa… byt określał świadomość. Ci, którym w życiu się powiodło, byli zadowoleni, zaś ci, którym nie — byli niezadowoleni i robili rewolucję.

Od miesiąca z okładem zastanawiam się nad zaprzeczającą tezie wnuka holenderskiego rabina sytuacją… burzenia ładu państwowego głównie przez przedstawicieli klasy średniej.

Zacząłem więc analizować swoje życie pod kątem awansu społecznego, rozumianego jako przynależność do określonej grupy społecznej z powodu posiadanych zasobów, posługując się socjologiczno ekonomicznymi opracowaniami na ten temat.

W efekcie tego zacukania się doszedłem do wniosku, że wprawdzie posiadane przeze mnie zasoby majątkowe, mimo piastowania przeze mnie stanowisk wyższego urzędnika samorządowego (nie brałem łapówek), rolnika, prywatnego przedsiębiorcy wytwarzającego chodliwą produkcję (figurki) z niczego, 40 lat stażu pracy nie windują mnie do tej wyższej klasy średniej, to jednak do niej w Wolnej Polsce na przestrzeni trzydziestu paru lat pod rządami Buska, Millera, Belki, PO, PiS dobiłem.

Awansowałem przede wszystkim przez szczególnie irytujące moją żonę bardzo subiektywne poczucie, że na wszystko mnie stać… i jeszcze mi zostanie. Codziennego jedzenia niedzielnych obiadów. A także, jak to się w slangu finansistów określa przez… zastosowanie lewarów podnoszących standard życia.

Jednym z takich podnośników dźwigających mnie niebotycznie do grupy opływającej w dostatki, był stary samochód kempingowy. Dzięki niemu mogłem podróżować, jak również mieszkać w miejscach, o których zwykły zjadacz chleba, mógł tylko marzyć. Nie tylko był hotelem, ale i restauracją.

Jeśli chodzi o te rzeczy… wyposażony był w klozet chemiczny i prawdziwy prysznic. Miał rozsuwany dach, którego nie zamykaliśmy na noc, tak że zasypialiśmy, patrząc… w rozgwieżdżone niebo.

A jak przyjdzie co do czego, to będę głosował na panią Ogórek, którą rewolucja pozbawiła pracy.