Sergiusz Królak, polskojęzyczny redaktor Ringier Axel Springer Polska, pokazuje, jakim wstrząsem dla „gwiazd pierwszej wielkości” polskiego celebryckiego firmamentu były niedzielne wybory.

W zamieszczonym już o 8:36 w poniedziałek tekście przedstawia po kolei największych jego zdaniem celebrytów i ich reakcje.

Córka TW „Bliźniaka” czyli Macieja Damięckiego Matylda nie ukrywała swojego zawodu wynikiem demokratycznego wyboru Polaków. Umieściła pełną inwencji i świadczącą o wysokiej inteligencji ilustrację. ;)

Niegdysiejsza „gwiazda” TVN (Superniania) Dorota Zawadzka również poczuła się zawiedziona, Na swoim facebookowym profilu napisała pełna żalu:

Kolejna powszechnie znana celebrytka (zdaniem der Onet) to była żona skoczka narciarskiego Piotra Żyły imieniem Justyna.

Na instagramie zamieściła dzisiaj westchnienie: „optymistycznie nas ten tydzień nie przywitał”.

Również na Instagramie łzy leje była gwiazdka pierwszej połowy lat 1990-tych Ewa Gawryluk. Tyle, że bardziej filozoficzne.

 

Kolejny mocno już przejrzały celebryta to dr Krzysztof Gojdź – epizodyczny aktor w filmie Patryka Vegi Botoks z 2017 r. Brał także udział w Tańcu z Gwiazdami (TVN) w 2018 r.

Na co dzień mieszka w Miami.

Oto co proponuje polskiej młodzieży:

Dziś budzę się przeszczęśliwy w swoim świecie, w moim Miami Beach na Florydzie. Słońce, palmy, ocean… i uśmiech, mnóstwo uśmiechu. Świecie bez zawiści, prostactwa, opluwania i szczucia jednych na drugich. Świecie prawdziwej tolerancji, akceptacji i uśmiechniętych ludzi. Bo jedyną zawiść, jaką można doświadczyć to tylko od „rodaków”. Nie mam słów, aby opisać, co dziś myślę o Polakach i o Polsce. Współczuję Wam żyć w takim kraju… Apeluję do młodych ambitnych ludzi: wyjeżdżajcie tam, gdzie będziecie mogli realizować i spełniać swoje ambicje i marzenia. Polska to nie jest kraj dla Was! Nie traćcie czasu. Zmieniajcie swoje życie. ŻYJCIE. PEŁNIĄ ŻYCIA. TERAZ. Nie czekajcie kolejne 5 lat na zmianę. Szkoda życia!

Do powyższych „gwiazd” polskojęzyczny portal dołączył jeszcze Pawła Małaszyńskiego.

Emocji wokół wyników wyborów nie kryje też Paweł Małaszyński. Aktor mocno przeżył niedzielne głosowanie, w poniedziałek rano przyznał na Instagramie, że „musiał się przejść, przepalić ten wieczór i tę noc”. Refleksję kontynuował, pisząc:

I dosłownie przez chwilę… ułamek sekundy… miałem wrażenie, że złapałem kontakt… niczym Jodie Foster… doświadczając bliskiego spotkania trzeciego stopnia. Czy jesteśmy jeszcze w stanie odrzucić nienawiść, ksenofobię, uprzedzenia i spojrzeć na innych z nadzieją na budowanie wspólnego, lepszego jutra?

https://plejada.pl/newsy/wybory-prezydenckie-2020-wyniki-gwiazdy-komentuja-wybor-polakow/b4pl5qj

 

Mgr psychologii Zawadzka w ramach dążenia do pojednania rozdartego prawie na pół Narodu na swoim facebookowym koncie zamieszcza „równościowy” plakat.

Oto narracja po 12 lipca 2020 r.

Wyborcy Trzaskowskiego są intelektualnie rozwinięci ponad wszelką miarę, kulturalnie wysublimowani, wykształceni – niczym wykład noblowski Olgi Tokarczuk.

A za PAD jest gorsza połowa Polski. Ta, która bawi się przy Zenku Martyniuku!

.

Spróbujcie jednak napić się wódki i ogólnie poszaleć przy nawet najbardziej ostrych fragmentach prozy naszej ostatniej noblistki.

Gwarantuję, że bez względu na posiadane wykształcenie wybierzecie zabawę przy Zenku.

A co do głęboko intelektualnego „wykładu” pani Olgi…

Oto najmądrzejszy jego fragment.

Przyjrzyjmy się pewnemu momentowi w historii świata.

Jest to dzień, kiedy od nabrzeża portu Palos w Hiszpanii, 3 sierpnia 1492 roku, odbija nieduża karawela o nazwie „Santa Maria”. Dowodzi nią Krzysztof Kolumb. Świeci słońce, po nabrzeżu kręcą się jeszcze marynarze, a robotnicy portowi ładują na statek ostatnie skrzynie z prowiantem. Jest gorąco, ale wiejący z zachodu lekki wietrzyk, ratuje żegnające rodziny przed zasłabnięciem. Mewy przechadzają się uroczyście po rampie, uważnie śledząc poczynania człowieka.

Ten moment, który teraz widzimy poprzez czas, doprowadził do śmierci 56 milionów z blisko 60 milionów rdzennych Amerykanów. Ich populacja stanowiła wtedy około 10 procent całej ludności ziemi. Europejczycy nieświadomie przywieźli ze sobą śmiertelne prezenty – choroby i bakterie, na które rodowici mieszkańcy Ameryki nie byli odporni. Do tego doszło bezpardonowe niewolenie i zabijanie. Zagłada trwała lata i zmieniła kraj. Tam, gdzie kiedyś rosła fasola i kukurydza, ziemniaki i pomidory, na nawadnianych w wyrafinowany sposób polach uprawnych, wróciła dzika roślinność. Prawie sześćdziesiąt milionów hektarów uprawnej ziemi z biegiem lat zamieniło się w dżunglę.

Roślinność regenerując się, pochłonęła ogromne ilości dwutlenku węgla, przez co osłabł efekt cieplarniany. To zaś obniżyło globalną temperaturę Ziemi.

Jest to jedna z wielu naukowych hipotez wyjaśniających nastanie małej epoki lodowej w Europie, która pod koniec XVI wieku przyniosła długotrwałe ochłodzenie klimatu.

Ta „naukowa hipoteza” to echo starej koncepcji szwedzkiego chemika Svante Arrheniusa (zm. 1927), którą szerzej upowszechnił Immanuel Velikovsky w „Zderzeniu światów(1950 r.).

Dzisiaj powszechnie uznana za pseudonaukowe brednie. Zresztą aby zauważyć, jak bardzo jest naciągana wystarczy wspomnieć, że obszar podawany w „wykładzie” Olgi Tokarczuk odpowiada dzisiejszej Ukrainie.

Tokarczuk wierzy, że w sumie niewielki kawałek świata, na którym jedne rośliny zostały wyparte przez inne mógł zmienić klimat całego świata.

Przy czym w sposób aż niewiarygodny żongluje datami zdarzeń. Jak bowiem wiemy mała epoka lodowcowa (MEL) zaczęła się w końcówce XIII wieku (1275-1300). Kolumb do Ameryki trafił mniej więcej dwa wieki później. Kolejne wyraźne oziębienie nastąpiło ponad 40 lat przed podróżą Kolumba!

Za cholerę nie da się zatem połączyć MEL z działalnością (a raczej jej zaprzestaniem) człowieka.

Jednak „religia ekologiczna”, podlana mitem białego destruktora, który nie dość, że unicestwił wielkie niczym grecka kultury afrykańskich koczowników, to jeszcze zniszczył ziemski klimat (i nadal go chce zniszczyć), wymaga aktów wiary.

Tokarczuk wierzy bez chwili refleksji, że MEL rozpoczęta w latach 1275-1300 została wywołana zdarzeniami mającymi miejsce po 3 sierpnia 1492 roku.

Dlatego właśnie mając do wybory pseudonaukowe brednie, stanowiące wyznanie wiary współczesnych wyznawców „religii ekologicznej” stawiam na Zenka Martyniuka.

On przynajmniej nikogo nie udaje.

Jest ludyczny, a nie dramatyczny.

.

Natomiast peany, zupełnie bez cienia refleksji nawet nad największą bzdurą byleby wygłaszaną z ust należących do celebryckiego autorytetu świadczą jedynie o pustce intelektualnej.

A zatem z jednej strony mamy Polskę myślącą i umiejącą się bawić – z drugiej zaś nadętą i przemądrzałą celebrę.

.

Kiedyś na takich mówiło się „inteligencja szpagatowa”.

Dzisiaj natomiast powinniśmy mówić wyborcy Trzaskowskiego. ;)

Oczywiście pozostając w kręgu pojęć pani Zawadzkiej i pokrewnych jej duchem innych tvn-owskich celebrytów.

13.07 2020

.

fot. pixabay, facebook, instagram