CIEŚNINA ORMUZ, PĘTLA NA SZYI czyli dlaczego pomysły na jej odblokowanie mogą być nieskuteczne

Iran zablokował Cieśninę Ormuz i od razu ceny ropy wystrzeliły w górę jak z katapulty. Dwadzieścia proc. ruchu LNG i ropy odbywa się właśnie tam, ale surowce to nie wszystko.

Trump z Macronem dumają jak tu ją odblokować.
Pojawiają się różne pomysły.

A to eskorta tankowców przez okręty wojenne.
A to jakieś międzynarodowe naciski na Iran.

W teorii, wszystkie są dobre.
W praktyce, do dupy.

Dlaczego?

Ano dlatego, że choć ma ona ok. trzydziestu – czterdziestu km szerokości, to faktyczny kanał żeglugowy ma 9.

Trzy kilometry w jedną stronę.
Potem strefa buforowa o tej samej szerokości.
I kolejny pas, też trzykilometrowy, w przeciwną stronę.
To bardzo mało dla gigantycznych tankowców.
Nawigowanie wymaga tam ogromnej uwagi i precyzji.

Wystarczy, że Iran zatopi kilka z nich i cały ruch, na długi czas, kompletnie ustanie.
Już zresztą, z małych, bardzo szybkich łodzi ostrzeliwuje statki.
I kilka z nich płonie.
Do tego dochodzą miny, które Iran już umieścił na szlakach.

Płynąłem promem z Portu Abbas (Bandar e-Abbas) na Wyspę Queszm i widziałem te szlaki wodne oraz ruch na nich.
Niektóre tankowce wyglądały jak pływające góry, płynące obok siebie, zachowując odstęp zaledwie stu metrów.

Jedno co pozwoli Iranowi na odblokowanie Cieśniny Ormuz, to zaprzestanie bombardowań przez USA i Izrael.

Jeśli do tego nie dojdzie, to cena stu dolarów za baryłkę ropy Brent (obecnie) będzie tylko miłym wspomnieniem co odbije się na całej, w tym polskiej, gospodarce.

Za pomysły Netanyahu i Trumpa, zapłacimy my wszyscy.

W oczekiwaniu na prom, na wyspie Queszm.

Widok na Cieśninę Ormuz.