Czyli o zmorze polskich kurortów nadmorskich.

W skąpych kąpielówkach, w bikini, są wszędzie. Włażą do restauracji, barów, sklepów. Paradują po ulicach. Januszki i Grażynki, którym się wydaje, że tam kultura osobista i dress ode, nie obowiązują.

Jednym z powodów, dla którego nie jeżdżę nad Bałtyk są hordy Januszków i Grażynek, paradujących w obcisłych strojach kąpielowych po ulicach nadmorskich kurortów.

Włażą do restauracji, sklepów, pomimo zakazu, który wprowadziło wiele miast.
Zero kultury osobistej połączone niejednokroć z chamstwem i brakiem szacunku dla wrażliwości innych.
Ot prymitywy, którymi obradzają polskie, nadbrzeżne uzdrowiska w sezonie letnim.

We Włoszech, Francji, za paradowanie w stroju kąpielowym po mieście jest karane mandatem, od 50 do 200 euro.

W Turcji, kraju muzułmańskim, to w ogóle wykluczone.
W Maroku, Egipcie, podobnie.

Można, ale tylko na plaży i ewentualnie, przyplażowych promenadach.
W Europie przynajmniej.

W Polsce, teoretycznie także w wielu miejscach.

Są zakazy wprowadzone przez samorządy.
Ale co z tego, skoro nikt ich nie egzekwuje.

Efekt, widać jak na dłoni.

I nie chodzi tylko o względy estetyczne (też), ale o nieumiejętność zachowania się w miejscach publicznych i dopasowania stroju do konkretnych sytuacji i miejsc.

Całkowity brak kultury osobistej, połączonej – jak napisałem w leadzie – z chamstwem.

Dla nich, powinno być zero tolerancji.

Zdjęcie ilustracyjne

#plaża #golasy #brakwychowania #Baltyk #nagość