,,Wiele lat temu, kiedy zdecydowałam się dobrowolnie odejść z administracji, zrozumiałam iż skutecznie i mądrze nie da się w niej pomagać. Jedyne na co system pozwala, to utwierdzanie w roli bezradnego klienta, który po paru latach zaczyna irytować wszystkich swoją roszczeniową postawą”

 

Jednym z tematów, jaki zasygnalizowałam na konwencji strategicznej Ruchu KUKIZ`15 był postulat „likwidacji urzędów pracy”. Niektórym się spodobał, inni nie bardzo wiedzieli co mają o nim myśleć: sprzedaje nam POPULISTYCZNE HASŁO!
Faktycznie konwencja to nie miejsce by opowiadać o szczegółach propozycji, bo jest ich sporo a czas ograniczony. W tym miejscu jednak, postaram się temat rozwinąć.

Od 20 lat zajmuję się polityką rynku pracy i polityką społeczną. Swoją pracę zawodową zaczynałam w Ośrodku Pomocy Społecznej w Kluczach. Później moją działalność kontynuowałam w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Krakowie, dalej w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, kończąc na 10 latach w środowisku organizacji pozarządowych.
Znam ten system od podszewki, dzięki czemu z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć: COŚ W NIM NIE GRA!
Jest on nieskuteczny a ilość nakładów na niego nie przekłada się na efekt. Na konwencji w dwu minutowej wypowiedzi, głośno wypowiedziałam postulat zlikwidowania nieefektywnych urzędów pracy. Wniosek ten jest wynikiem własnego doświadczenia w aktywizacji osób bezrobotnych, oraz wynika wprost z raportu NIK . W raporcie tym między innymi znajduje się analiza tego w jaki sposób urzędy mierzą swoją efektywność? Pojawia się jasno sformułowany wniosek: WCALE GO NIE MIERZĄ!
Bo jeśli takim miernikiem nazwać obowiązek pracodawcy po otrzymaniu np. półrocznego stażu
i zatrudnienie osoby na 3 miesiące (np. na umowę zlecenie). To ekonomicznie jest to żaden efekt (nie mówiąc już o aspekcie psychologicznym). Człowiek bezrobotny, który trafia na taki staż lub inną formę subsydiowanego zatrudnienia w większości przypadków nie poprawia ani swojej motywacji, ani sytuacji.

Ponieważ znam specyfikę pracy z osobami bezrobotnymi, wiem że skuteczne im pomaganie jest możliwe. Z całą pewnością mogę powiedzieć , że system oferowany przez publiczne służby zatrudnienia, jest niewydolny. Żadne kosmetyczne manipulowanie przy ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy nie przysporzy oczekiwanych efektów. Daleka jestem od obwiniania osób, które pracują w urzędach, sama byłam jedną z nich. Znam wielu „mocnych” merytorycznie pracowników publicznych służb zatrudnienia, którzy posiadają dużą empatię dla swoich klientów i pomagają im z niezwykłą pasją. Wiem jakie mają zdanie na temat instytucji, w których pracują. Większość z nich sama negatywnie ocenia system oraz mówi wprost: ,,nie da się w tym momencie dobrze pomagać”. Tak rozbudowana biurokracja, sztywne formy administracyjne oraz narzędzia narzucone szablonowo przez ministerstwo, nie pozwalają na dobór indywidulanych form wsparcia. A przecież każdy bezrobotny jest inny i każdy pracodawca ma specyficzne wymagania.

Mówiąc o likwidacji urzędów pracy, mam na myśli likwidację większości funkcji, jakie im się na siłę przypisuje oraz tych które najwięcej kosztują.

 

Osoby bezrobotne potrzebują dwóch najważniejszych rzeczy:

  1. a) Zapewnienia im i ich rodzinom podstawowych potrzeb życiowych (zakładamy, że to sytuacja przejściowa i tymczasowa);
  2. b) Pomocy w powrocie na rynek pracy w jak najkrótszym czasie.

Specjalnie podkreślam czasowość tych sytuacji, utrzymywanie osób bezrobotnych zbyt długo poza rynkiem pracy, pociąga dużo bardziej dotkliwe skutki. To między innymi: wpychanie ich w tak zwaną wyuczoną bezradność, różne złe zachowania, długi a nawet biedę. Rodzi się potrzeba nie tylko pośrednictwa pracy ale innych bardziej rozbudowanych form przywracania bezrobotnego do grupy aktywnie pracujących.
Z zapewnieniem rodzinom podstawowych potrzeb, bardzo dobrze radzi sobie państwo np. wypłacając zasiłek dla bezrobotnych czy opłacając składkę na fundusz zdrowia. W tym względzie nie potrzeba, nic oprócz sprawnej procedury administracyjnej.

W dniu dzisiejszym powrotem do aktywnej puli pracujących, zajmują się w Polsce urzędy pracy. Rynek ten wymaga:

* Specjalistycznego poradnictwa zawodowego dopasowanego do indywidualnych potrzeb klienta,
* Dostosowania kwalifikacji klienta do pracodawcy,
* Znalezienia klientowi dobrego miejsca pracy a także jego monitoring (sprawdzenie czy pracodawca jest uczciwy)
* Szeregu elastycznych i dobrze dobranych narzędzi. Dzięki którym bezrobotny w końcu będzie miał pracę, pracodawca dobrego pracownika a obywatele nie będą ponosili dalszych kosztów jego utrzymania .

Te narzędzia mogą być skuteczne i wcale nie muszą dużo kosztować. Odpowiednio używane doprowadzą do szybkiego efektu. Aby tak się stało, warunkiem bezwzględnym jest rozliczenie tej usługi na podstawie osiągniętego rezultatu. W tym miejscu dochodzimy do sedna problemu: w Polsce nie można rozliczyć żadnego urzędu na podstawie efektywności. Wyglądało by bo to mniej więcej tak, że Państwo utrzymuje urząd a dodatkowo płaci mu za dobre usługi. Czyli zapłacilibyśmy za podwójne finansowanie tego samego.

Wielu z nas obawia się propozycji oddania tych zadań organizacjom pozarządowym lub agencjom pośrednictwa pracy. Otóż w tym wypadku ekonomia i skuteczność idą w parze. Prostym rozwiązaniem jest:
Oddanie działania w ręce skutecznej organizacji pozarządowej lub związków zawodowych , które znajdą klientowi dobrze płatną pracę i które otrzymają za to wynagrodzenie. Jeżeli im się nie uda, to pieniędzy nie dostaną.
Wiele z organizacji na rynku lub wspomniane przez ze mnie związki zawodowe, posiada wykwalifikowany personel. Stąd ich dobre wyniki i skuteczność. Nie będę tu wymieniać konkretnej nazwy, by nie być posądzoną o kryptoreklamę. Informacje te dostępne są między innymi na stronach wojewódzkich urzędów pracy.
Jedna osoba bezrobotna w urzędzie pracy kosztuje ok. 10 tys. zł rocznie. Więc jeśli gwarancją miałby być efekt, to czy nie lepiej po prostu zapłacić za dobrą usługę?

 

Przy takiej reformie specjaliści z urzędów pracy na pewno znajdą dla siebie zajęcie a ich płaca będzie adekwatna do ich efektywności. Zyskamy dzięki temu na jakości, fachowcy będą dobrze opłacani, natomiast osoby bez ambicji w zawodzie z pewnością znajdą coś bardziej zajmującego. Jeszcze raz podkreślę, nie oceniam pracy urzędników, bo wiem że warunki jakie stwarza im system odbierają motywację do działania. Na urzędy narzucono tak wiele przepisów, że są one przez to przesycone biurokracją i systemem procedur. Klient w Urzędzie Pracy staje się niepotrzebny, bo i bez niego urzędnicy mają co robić przez ośmiogodzinny dzień pracy.

Nie jest to miejsce aby opisywać wszystkie akty prawne, które komplikują życie urzędnikom dlatego wymienię tylko kilka z nich:
– ustawa o pracownikach samorządowych
– ustawa o finansach publicznych
– prawo zamówień publicznych
– kodeks postępowania administracyjnego
I to tylko niektóre ustawy, a do tego jest cała masa rozporządzeń, procedur, które zajmują czas pracownikom urzędu. I gdzie tu czas na np. spotkania z pracodawcami czy klientami?

Wiele lat temu, kiedy zdecydowałam się dobrowolnie odejść z administracji, zrozumiałam iż skutecznie i mądrze nie da się w niej pomagać. Jedyne na co system pozwala to utwierdzanie w roli bezradnego klienta, który po paru latach zaczyna irytować wszystkich swoją roszczeniową postawą.

Zajęłam się więc ekonomią społeczną! Dla nie wtajemniczonych jest to tak zwana ,,aktywna polityka społeczna”( podejście zakładające, że jedną z podstawowych funkcji pomocy społecznej jest budowanie aktywnych postaw osób i rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji). Stąd pojawiły się na mojej drodze przedsiębiorstwa społeczne. To nic innego jak zwykłe firmy, które działają na rynku w oparciu o rachunek ekonomiczny. Wyróżnia je fakt, iż swoje zyski przeznaczają na działalność społeczną. Celem takich przedsiębiorstw jest tworzenie konkretnych miejsc pracy dla osób, jakie na rynku mają trudniej. Są to osoby np. niepełnosprawne, matki powracające po długiej przerwie (np. macierzyńskiej), osoby po 50 roku życia itp. Wszyscy, którzy dzięki różnym czynnikom mają dużo ciężej aby znaleźć pracę. Oni nie chcą jałmużny a chcą normalnie pracować. To ludzie potrzebujący jedynie trochę więcej czasu, by być konkurencyjnymi. Firmy społeczne są alternatywą właśnie dla nich, ponieważ opierając się na niszach lokalnego rynku pracy, mogą dawać im zatrudnienie. Ekonomia społeczna to nic innego jak dawanie „wędki zamiast ryby”. Zamiast dawać zasiłki po prostu tworzymy miejsca pracy. Pracownicy płacą podatki a firmy zabezpieczają lokalne potrzeby i dostarczają ludziom tanich usług. Jeśli w takiej firmie pojawią się zyski, to firma przeznacza je na wybrane przez siebie cele społeczne. Na przykład może zainwestować zarobione pieniądze w kolejne miejsca pracy lub uruchomić dowolną inicjatywę lokalną. Przedsiębiorstwa społeczne są jedną z alternatyw dla efektywnych działań w aktywizacji i idealnie wpasowują się w realia wolnego rynku.

(Chcę zaznaczyć, że cały opisany przeze mnie temat nie został wyczerpany)

Podsumujmy postulaty dotyczące efektywnej polityki rynku pracy:

  1. Zlikwidowanie obecnie funkcjonujących, nieefektywnych urzędów pracy.
    Administracja publiczna powinna się zajmować :
    a) rejestrami osób bezrobotnych,
    b) wypłacaniem świadczeń bezrobotnym ,
    c) koordynowaniem zabezpieczenia społecznego (składki zdrowotne , zlecanie i monitorowanie usług aktywizacji zawodowej)
  2. Pośrednictwo pracy oraz aktywne formy pomocy bezrobotnym, powinny być rozliczane za konkretne efekty. Usługi powinny być zlecane wyspecjalizowanym organizacjom pozarządowym , związkom zawodowym lub agencjom pośrednictwa ( oczywiście nie na zasadach dotacji, tylko zapłaty za wykonaną usługę!). Efekty powinny być rozliczane i monitorowane przez instytucje publiczne. Takie obwarowanie będzie wystarczającą motywacją dla organizacji, by wszelkie formy wsparcia, kierowane do osoby bezrobotnej uzgadniać z pracodawcą lub dopasowywać do rynku (np. w przypadku działalności gospodarczej). Jeżeli stanie się inaczej, osoba bezrobotna nie będzie miała ,,efektu” i nie zapłacą jej!

Nie ma co do tego wątpliwości, że w Polsce znajdą się urzędy mające większy współczynnik efektywnych działań. Jednak nie chodzi nam o chwalenie pewnego procentu, my musimy naprawić cały system. Empatia, determinacja, zaangażowanie to cechy najlepszych pracowników, co mogli by zrobić i czego mogli by dokonać, gdyby nasz system funkcjonował o wiele lepiej?
To o czym mówię połączone z gruntowną zmianą podatkową, gwarantuje obniżenie kosztów polityki rynku pracy o jakieś 60%! Jest to bardzo istotny wynik, obecne środki unijne znacząco wspierają nasz system. Strach pomyśleć co stanie się i ile będzie to kosztowało Polków, kiedy Unia to finansowanie obetnie…

Dla potwierdzenia moich argumentów załączam do poczytania raport NIK z lipca 2015 roku
https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-aktywizacji-bezrobotnych.html

Śledź mnie na Facebooku:
https://www.facebook.com/ScigajAgnieszka?ref=ts&fref=ts