To było doświadczenie, o którym do tej pory publicznie nie mówiłem. Głębokie, mistyczne, jakbym niemal czuł Jego mękę i doświadczał cudu zmartwychwstania Pana.
Wydarzyło się to dwadzieścia sześć lat temu.
W Jerozolimie, w Bazylice Grobu Pańskiego.
Z powodu intifady Al_Aksa i towarzyszącej jej zamieszek, Stare Miasto było wyludnione.
Zero turystów, za to mnóstwo policji i wojska.
Starcia z protestującymi Palestyńczykami, z niewielkimi przerwami,
trwały nieustanie.
Z jednej strony leciały kamienie, czasem koktajle Mołotowa, z drugiej granaty z gazem łzawiącym i gumowe kule.
W Bazylice Grobu Pańskiego byliśmy praktycznie sami, nie licząc kilku prawosławnych mnichów.
Już we wnętrzu Bazylki poczułem się jak w innym świecie.
Z dala od spraw tego świata.
Prawosławny mnich, przez niewielki otwór wpuścił mnie go Grobu Pańskiego, usytuowanego pod kopułą, zwaną Anastasis.
Po prawej stronie znajduje się ława, miejsce złożenia Pana do Grobu, przykryta kamiennymi płytami.
Całość tworzy jakby ołtarz, na którym odprawia się liturgię.
Oparłem się dłońmi o niego i rozpocząłem się modlić.
Ale nie słowami, bo żadne nie przychodziło mi na myśl.
W myślach wypowiedziałem jedynie – „Panie Jezu, zmiłuj się nade mną”.
Po chwili, poczułem wewnętrzny, głęboki spokój i jakby ktoś do mnie mówił, bym się nie bał.
Potem przyszła radość.
Wydawało mi się, że jestem tożsamy sam ze sobą, bez wątpliwości, obaw, lęku.
Czułem się bezpieczny.
Jakby ktoś mnie przytulił do siebie.
Nie wiem jak długo tak trwałem, wydawało mi się, że wieczność.
Ale, po wyjściu z Grobu, spojrzałem na zegarek.
Upłynęło zaledwie pięć minut.
Wszystkim Znajomym, na Wielkanoc, błogosławieństwa i łask, Zmartwychwstałego.
Zostaw komentarz