I stało się. Zgodnie z moimi przewidywaniami Jarosław Kaczyński pozwał Agorę.

Dzisiejsza (wtorkowa) GazWyb publikuje pozew o ochronę dóbr osobistych, złożony przez Jarosława Kaczyńskiego w związku ze „srebrnym” cyklem publikowanym od stycznia b.r.

Główny czerski cyngiel Wojciech Czuchnowski próbuje podtrzymać stawiane zarzuty.

Za wszelką cenę usiłuje również obronić się w opinii publicznej rzekomą „wolnością słowa”, która to spowodowała, że sprawę o „ogromnym ciężarze gatunkowym” należało nagłośnić akurat przed wyborami do PE.

Na własne nieszczęście GazWyb publikuje pełną treść pozwu.

A ten bezlitośnie obnaża miałkość warsztatu czerskich żurnalistów i łamanie podstawowych zasad rzetelnego dziennikarstwa.

Pełnomocnik PJK gdański adwokat dr Bogusław Kosmus zarzuca czerskim m.in.

a) brak należytej staranności oraz brak rzetelności dziennikarzy (w tym Wojciecha Czuchnowskiego, który teraz próbuje zasłonić swój nieprofesjonalizm rzekomą „wolnością słowa”).

Dziennikarze powinni i mogli dociekać, czy rzeczywiście zarzuty prawnokarne sformułowane przez Birgfellnera są zasadne.

I tak, po pierwsze, w niniejszej sprawie zarzuty prawnokarne były tak elementarnie chybione, wystarczyłaby już tylko średnio wnikliwa lektura powołanych przepisów KK, aby od razu, bez wątpienia i bez wiedzy prawniczej wykluczyć wypełnienie przez powoda [Jarosława Kaczyńskiego – przyp. HD] znamion konkretnych czynów zabronionych.

Po drugie, gdyby dziennikarze jednak uznali, że taka analiza przepisów wykracza poza ich umiejętności, zobligowani byli, przed prezentacją zarzutów, skonfrontować ich treść z ekspertami z dziedziny prawa karnego, czego nie uczynili (oczywiście należy tu wykluczyć jako „ekspertów” dla prasy pełnomocników składających zawiadomienia – z braku obiektywizmu).

(…)

Dziennikarze tym bardziej mieli obowiązek krytycznej analizy cudzych doniesień, że pochodziły one od podmiotów z definicji niewiarygodnych, gdyż zaangażowanych w konflikt z powodem – polityczny (PO), czy ekonomiczny (biznesmen z Austrii).

Oczywistym „ABC” dziennikarstwa jest podejrzliwe podchodzenie do twierdzeń osób, które mają osobisty interes, by innej osobie (w tym przypadku powodowi) zaszkodzić (…).

b) uniemożliwienie Jarosławowi Kaczyńskiemu ustosunkowania się do zarzutów publikacji z dnia 29 stycznia 2019 r. i tym samym złamanie podstawowego prawa i etyki wykonywania zawodu dziennikarza.

Dziennikarze wyborczej.pl postąpili rażąco bezprawnie dając powodowi zaledwie kilka godzin na udzielenie stanowiska co do projektowanego zakresu publikacji (należy uwzględnić, że 29.01 2019 r. ukazało się aż kilkanaście, a może kilkadziesiąt stron tekstów w analizowanym zakresie).

Sprawa dotyczyła mocno skomplikowanej i wielowątkowej materii biznesowej.

(…)

Za nadużycie należałoby potraktować wymóg udzielenia odpowiedzi w ciągu 1-2 dni albo nawet kilku godzin. Wymóg taki oznaczałby dopuszczenie sytuacji, że poprzez wyznaczenie nierealnego terminu do udzielenia odpowiedzi, opublikowany zostałby materiał prasowy przygotowany z pogwałceniem podstawowego kanonu rzetelności dziennikarskiej, jakim jest danie szansy (rzeczywistej, a nie iluzorycznej) zainteresowanemu na zajęcie stanowiska przed publikacją. Dziennikarz, który dopuszcza możliwość publikacji materiału prasowego, uszczuplonego o stanowisko zainteresowanych, łamie podstawowe prawne i etyczne zasady wykonywanego zawodu.”

(Ł. Syldatk, Prawo prasowe. Komentarz, Warszawa 2018)

c) naruszenie etyki praw podstawowych przez portal gazeta.pl,

który wbrew podstawowym kanonom prawnym i minimalnej przyzwoitości informował dwukrotnie, że powód „jest podejrzany o przestępstwo”.

Jedyną bazą faktograficzną tych twierdzeń było skierowanie w tym samym dniu lub kilka dni wcześniej zawiadomień o przestępstwie.

Do elementarza sprawozdawczości sądowej etc należy odróżnianie pojęcia „podejrzany” od „objęty zawiadomieniem o przestępstwie”.

d) naruszenie art. 14 Prawa prasowego poprzez upublicznienie nagrań bez zgody osób w nagraniu tym uczestniczących;

e) art. 82 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych poprzez rozpowszechnianie prywatnej korespondencji, do czego potrzebna jest zgoda zarówno nadawcy, jak i adresata, a tej nie uzyskano.

Pozew uzupełniony jest o szereg wyroków sądów powszechnych, w tym Sądu Najwyższego.

Publikacje prasowe nie są zwykłymi wypowiedziami, jakie każdy formułuje wielokrotnie na co dzień. Zostają one upowszechnione w setkach tysięcy egzemplarzy. Ich „siła rażenia” jest ogromna. Dlatego równie ważne jak to, by publikacje dopuszczone do rozpowszechnienia spełniały wysokie standardy rzetelności i staranności, jest to, aby publikacje zawierające poważne zarzuty krytyczne (obojętne: własne dziennikarza czy cudze, przytoczone), o wątpliwych podstawach, nie zostały opublikowane w ogóle. Kardynalną zasadą powinno być dochowanie właściwej kolejności pracy dziennikarza: najpierw sprawdzanie, potem publikacja. Prasa często dąży do odwrócenia tej zasady. Publikacja ma być prezentacją zarzutów, których sprawdzenie ma się odbyć na poziomie lektury czytelnika/odbiorcy, który zapozna się z jednoczesnym kontrstanowiskiem skrytykowanego zainteresowanego. Ta koncepcja zdaje się pomijać, że przysłowiowe „błoto” zostanie już rzucone na zainteresowanego publicznie. W takiej sytuacji z reguły nie uda się skutecznie przekonać wszystkich odbiorców prasy, że zarzuty były niezasadne, choćby tak w istocie było. Różna jest percepcja, wnikliwość, znajomość materii, zdolności intelektualne czytelników. Po to prasa zatrudnia profesjonalnych dziennikarzy, aby to oni właśnie stanowili niezbędny „filtr” przed upowszechnieniem niezasadnych zarzutów.

(Prawo prasowe. Komentarz, red. dr Bogusław Kosmus , dr Grzegorz Kuczyński)

Tymczasem wieloletnia praktyka redakcyjna Gazety Wyborczej polega na obrzucaniu błotem swoich politycznych wrogów bez wnikania w takie szczegóły, jak powiązanie materiału faktograficznego z wygłaszaną opinią.. Bezpodstawne kalumnie rzucane na Stana Tymińskiego czy Jana Olszewskiego mamy jeszcze w pamięci.

Jednocześnie przez lata całe Adam Michnik zastraszał środowisko dziennikarskie i pozywał za każdą, nawet najmniejszą krytykę swoich publikacji.

Skończyło się w końcu na przegranym procesie z Ziemkiewiczem. Dla przypomnienia Michnik żądał wówczas od prawicowego publicysty kwoty 50 tysięcy zł za to, że w felietonie ten stwierdził, iż naczelny „Gazety Wyborczej” przy pomocy „usłużnych, rozgrzanych sędziów” terroryzuje swych oponentów.

Przyznam, że wobec powyższego zakres żądania pozwu Kaczyńskiego jest wyjątkowo umiarkowany. Prócz tekstu przeprosin, który powinien zostać opublikowany w GazWyb i na portalu wyborcza.pl (Agora w związku z tym kosztów nie poniesie) oraz na Twitterze PJK żąda wpłaty 30.000,- zł na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie.

Najwyraźniej ego Kaczyńskiego nie jest tak monstrualnie rozdęte, jak Adama Michnika.

.

Ps. Cytaty zaczerpnięte z pozwu

Cały tekst pod adresem:

http://bi.gazeta.pl/im/8/24757/m24757898,POZEW-1-SCALONE.pdf

 

.

7.05 2019