Poznanie pana Bogusława Kaczyńskiego było moim wielkim marzeniem. Długo trwały pertraktacje o kształ naszego spotkania. Nie od razu zgodził się na wywiad. Postawił warunek. Ma być tylko dziesięć pytań. Niektóre chce poznać od razu. Przesłałam mu kilka. Jedno z nich brzmiało: – Czego by Pan nigdy nie wyrzucił do kosza na śmieci? Odpowiedź znaliśmy oboje. Nie wyrzuciłby nigdy chleba. Przeżył chwile strasznego głodu i nigdy o tym nie zapomniał. Na spotkaniu zapytałam go niepewnym, drżącym głosem. Odpowiedział natychmiast: – Marzeń. Nie bacząc na powagę sytuacji, zaproszonych gości siedzących poniżej sceny, z wyrzutem odparowałam:- Umówiliśmy się, że nie wyrzuciłby Pan chleba…

Roześmiał się od ucha do ucha. Serdecznie, od serca. Rozbawił nie tylko mnie, gości także. Mnie minęła trema, on poczuł się jak u siebie. Spotkanie minęło jak z bicza trzasnął. Dzwoniliśmy do siebie od czasu do czasu. Dziś dowiedziałam się, że odszedł artysta, z którym chciały współpracować sławy z Polski i świata.

Panie Bogusławie, obiecuję! Nie pozbędę się marzeń. Nigdy! Pan mnie tego nauczył.

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie a światłość wiekuista niechaj mu świeci.