Od chwili, gdy rozeszła się informacja, że największe spółki energetyczne PGE, Enea, Energa i Turon, złożyły do Urzędu Regulacji Energetyki wnioski o podwyżkę cen energii w taryfach dla gospodarstw domowych średnio o 30 proc., premier M. Morawiecki zapewnia, że podwyżek cen prądu nie będzie nie tylko dla gospodarstw domowych, ale również samorządów i firm, które zdążyły już podpisać nowe, wyższe umowy. Ma to zapewnić obniżka akcyzy z obecnych 20 złotych na 5 złotych, oraz zostanie zredukowana o 95 procent opłata przejściowa dla wszystkich podmiotów.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych twierdzi, że ingerencja w ceny energii w Polsce jest zgodna z prawem Unii Europejskiej. Również marszałek Senatu Stanisław Karczewski mówi „Jestem raczej spokojny o efekt działania Komisji Europejskiej w sprawie ustawy obniżającej ceny energii”.

Rzeczniczka Komisji Europejskiej Mina Andreewa, poinformowała na konferencji prasowej: „Oczekujemy, że polskie władze przekażą do notyfikacji ustawę dotyczącą cen energii w Polsce” (…) Państwa członkowskie są zobowiązane do notyfikowania Komisji Europejskiej o wszelkich działaniach pomocy publicznej przed ich wdrożeniem”. Z dużym prawdopodobieństwem zakładam, iż działania premiera. M. Morawieckiego uznane będą za znamiona pomocy publicznej niezgodnej z prawem UE, na którą zgodę powinna wyrazić Komisja Europejska.

Na nic się zdadzą tłumaczenia, ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, że nie pomaga spółkom energetycznym, ale obywatelom, jak również przekonanie Joanny Lichockiej, że „obniżenie akcyzy czy opłaty przejściowej pomocą publiczną nie jest”.

Już nie raz przekonaliśmy się, że w Unii nie ma znaczenia, co zapisane jest w traktatach i czy coś jest zgodne z prawem czy nie.

Tak było z reformą wymiaru sprawiedliwości. Mimo, że jako pełnoprawny członek UE mamy prawo go reformować, bowiem traktat o Unii Europejskiej dokładnie precyzuje, jakie kompetencje przekazane są do UE na wyłączność, jako dzielone, lub jako koordynowane. Sprawy związane z wymiarem sprawiedliwości należą do kompetencji każdego suwerennego państwa. W praktyce okazało się, że Unii nie podobają się nasze reformy wymiaru sprawiedliwości i nie oglądając się na zapisy traktatowe zmusiła rząd do wycofania się z nich w znacznym zakresie.

Przypomina mi się jak politycy PiS zapewniali, że nie ma żadnych podstaw, żeby uruchamiać wobec Polski artykuł 7 unijnego Traktatu, bo praworządność jest przestrzegana, a mówienie o tym, iż jest inaczej świadczy, że „ta sprawa jest bańką mydlaną, sztucznie nadmuchaną”. Opowiadali jak na roboczych spotkaniach z przedstawicielami Unii prezentowali nasze argumenty, wyjaśniali nieścisłości i nieporozumienia wynikające z „błędów komunikacyjnych”. Informowali wyborców jak „przedstawili nasze stanowisko w sposób bezpośredni i otwarty”, zapewniali, że spotkali się z dużym zrozumieniem ze strony unijnych polityków i otrzymywali „dobre sygnały”, m.in. od szefa PE Martina Schulza. Mimo zrozumienia i „dobrych sygnałów”, został uruchomiony wobec Polski artykuł 7.

Ówczesny wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński mówił „Jesteśmy państwem suwerennym, uważamy, że to jest złamanie traktatów i kompetencji Komisji Europejskiej”. Jakoś w Unii nikt się nie przejął tym, że zostały złamane traktaty i kompetencje co „utrudni budowanie porozumienia i wzajemnego zaufania”.

Adekwatnie rzecz się miała z Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Nie mając kompetencji ingerował w system kształtowania prawa w Polsce, zamrażając ustawę o Sądzie Najwyższym .

Obym była złym prorokiem, ale uważam, że politycy unijni przy aktywnej na nich presji opozycji, uznają ustawę powstrzymującą wzrost cen energii za niedozwoloną pomoc publiczną i wykorzystają ją do kolejnego czołgania Polski na arenie międzynarodowej. Swoimi decyzjami będą starali się doprowadzić do gwałtownego wzrostu kosztów utrzymania, by w konsekwencji spowodować wybuch niezadowolenia społecznego i zamieszek jak to ma miejsce we Francji z nadzieją, że w Polsce doprowadzą one do obalenia rządu znienawidzonej prawicy.

Odnoszę wrażenie, że rząd zapomniał, iż mimo tego, że on i parlament pochodzą z demokratycznych wyborów i reprezentują wolę większości narodu, to dla Unii nie ma to najmniejszego znaczenia, bowiem społeczeństwo wybrało niewłaściwą opcję polityczną, dlatego zawsze znajdzie kij by uderzyć w niesforną Polskę.

Po dotychczasowych działaniach Unii nie wiem skąd bierze się ten wielki optymizm rządzących. Lepiej nie karmić się złudzeniami, że przekonamy polityków unijnych do swoich racji i być przygotowanym na najgorszy wariant. Inaczej kolejny raz nastąpi brutalne sprowadzenie premiera M. Morawieckiego na ziemię.

Foto: biblioteka mediów