Wspomniana sprawa przed Naczelnym Sądem Administracyjnym (NSA) nie dotyczyła bezpośrednio oceny sprawozdania finansowego PKW, lecz działań organu administracji państwowej – czyli Ministra Finansów.

Różnica między rolą Sądu Najwyższego a Naczelnego Sądu Administracyjnego w tej procedurze wygląda następująco:

1. Rola Sądu Najwyższego (SN)
Sąd Najwyższy (a konkretnie jego Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, której status jest jak wiadomo mocno sporny politycznie i prawnie) jest właściwy w ściśle określonym momencie:

Kiedy Państwowa Komisja Wyborcza odrzuca sprawozdanie finansowe komitetu wyborczego lub partii, ugrupowanie ma prawo złożyć skargę do Sądu Najwyższego.

SN w tym postępowaniu działa jako sąd kontrolujący legalność uchwały PKW.

Skontrolował i powiedział, że sprawozdanie PiS jest ok. Teoretycznie oznaczało to, że Minister Finansów na obowiązek wypłacić PiS pieniądze z dotacji.

Ale jak wiadomo nie wypłacił, bo nie uznaje Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Stwierdził więc, że ma orzeczenie PKW (to zaskarżone) i to ono go obowiązuje.

No to w PiS się zdenerwowali i zaskarżyli ministra Domańskiego do WSA za to, że przewleka wypłatę.

2. Rola sądów administracyjnych

Gdy PKW odrzuci sprawozdanie, uruchamiane są mechanizmy finansowe, za które odpowiada rząd – w tym Minister Finansów, który wstrzymuje lub pomniejsza wypłatę subwencji i dotacji.

I tu pojawia się rola sądownictwa administracyjnego: Partia polityczna (w tym przypadku PiS) zaskarżyła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA), a potem w formie kasacji do NSA, bezczynność lub konkretne decyzje Ministra Finansów polegające na niewypłaceniu konkretnych rat subwencji (np. trzeciej raty za 2024 rok).

NSA i WSA badają, czy Minister Finansów działał zgodnie z prawem, wstrzymując przelewy, i czy prawidłowo interpretował przepisy administracyjno-finansowe.

No i stwierdziły, że słusznie nie wypłaca. Ergo: dla sądu administracyjne uznały, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych nie jest sądem!

Krótko mówiąc: Sąd Najwyższy rozstrzygał spór na linii Partia – Państwowa Komisja Wyborcza (kwestie wyborcze i ocena sprawozdań), natomiast Naczelny Sąd Administracyjny zajmował się sporem na linii Partia – Minister Finansów (kwestie egzekwowania wypłat z budżetu państwa i działania aparatu skarbowego).

Ponieważ Minister Finansów jest organem administracji publicznej, jego decyzje i bezczynność podlegają kontroli sądów administracyjnych (WSA i NSA).

Tak PiS strzelił sobie gola do własnej bramki.

W państwie prawa kluczowe jest to, aby spory o kompetencje i interpretację przepisów rozstrzygały niezależne sądy według jasnych reguł proceduralnych.

Sęk w tym, że w Polsce spór dotyczy nie tylko samej techniki prawnej (jak rozdzielenie ról NSA i SN), ale samego fundamentu ustrojowego – kwestionowania statusu jednych sądów przez drugie oraz wzajemnego oskarżania się o polityczne podporządkowanie wymiaru sprawiedliwości.

Gdy organy państwa stosują przepisy w sposób, który prowadzi do paraliżu lub wzajemnego unieważniania swoich decyzji, system traci cechy spójności, stając się sporem o to, czyja interpretacja konstytucji jest „ważniejsza”.

Teraz czeka nas zmiana Konstytucji. Bo chociaż wydaje się, że zdobycie urzędu prezydenta przez opcję rządzącą mogłoby sprawę rozwiązać, to
jednak dopóki fundamentalne spory o legalność organów (takich jak sądy czy trybunały) nie zostaną rozstrzygnięte na poziomie konstytucyjnym i powszechnie uznanym, każda zmiana o charakterze czysto politycznym
może okazać się jedynie tymczasowym przechyleniem szali, a nie trwałym uzdrowieniem systemu.

Czytaj więcej.