26 listopada 2016 roku poczułem się od rana tak, jakby powrócił w mediach wszelkiej maści od prywatnych po publiczne, duch PRL-u. Wiadomością dnia bowiem stała się informacja, że diabli wzięli do piekła nieskończenie długiej rewolucji,  komucha Fidela Castro.

Zaangażowano całe lewackie dywizje propagandystów, którzy opowiadali w radiostacjach i telewizorniach o działalności kubańskiego dyktatora. Ilość czasu jaką poświęcono temu tyranowi przypomina okres, kiedy propagandyści tej samej międzynarodówki opłakiwali dzień, w którym szlag trafił Stalina.

Różnica wszakże polega na tym, że odejście Stalina do ognia piekielnego miało dla Polski bardzo pozytywne znaczenie, natomiast zgon Fidela Castro nie ma dla nas żadnego znaczenia i nie ma powodów ani do smutku ani do radości.

Jest dla Polski wiele znacznie ważniejszych wiadomości niż ta, że Fidela Castro diabli wzięli.