Szczęśliwym my tu Polsce jesteśmy ludem w kwestii Covid19. Nie za wiele go musieliśmy przerobić na własnej skórze… Wczoraj, w pobliskiej włoskiej knajpie – tłum, jako żywo, najzupełniej bezmaseczkowy… Wsiadam do metra na przystanku Centrum Nauki Kopernik – mija mnie trzech młodych ludzi, którym raczej bałabym się zwrócić uwagę, także bez śladu maseczki.

Jednocześnie inni obywatele wciąż trwają w ciężkim strachu przed „koroną” (i do pewnego stopnia słusznie) ale w związku z tym ileś zakladów rzemieślniczych pomimo oficjalnego pozwolenia, wciąż nie zostało otwartych… Inni znów boją się spotkać…

To „rozstrzelenie” zachowań jest możliwe i nawet nie dziwi głównie dlatego,że dla większości z nas w Polsce Covid jest abstrakcją. Śmiertelność w skali Polski rzędu 10 – kilkunastu osób dziennie, przy przeciętnej ok. 1200 zgonów dziennie (łacznie obecnie 26 przypadków na milion ludności) – jest praktycznie niezauważalna, jako społeczny dramat. Ogromna większość z nas nie zna nikogo kto by chorował lub był zakażony koronawirusem SARS – CoV 2. A jeśli, to z reguły jest to znajomość przez jedną lub nawet dwie osoby.

To powoduje pewne poczucie nierealności sytuacji epidemicznej, a reakcje są raczej podyktowane rozmaicie się rozwijającą imaginacją, niż doświadczeniem i praktyką. W tej chwili choroba realnie jest obecna głównie w swoich ogniskach, jak Śląsk, czy Wielkopolska (fabryka mebli w Kościanie) i oczywiście może się w każdej chwili rozlać, ale jednocześnie jej obecność nie jest powszechnie odczuwana. No chyba, że ktoś pracuje w służbie zdrowia lub w Sanepidzie.

Kłopot w tym, że musimy się przyzwyczaić do życia w świecie ryzyka. Do jego oceniania i unikania, a jednocześnie też do jego ponoszenia… No bo ochronić się CAŁKOWICIE i w 100 % moglibyśmy tylko wówczas gdybyśmy pełną izolację przedłużyli na następne miesiące i lata. A to nie jest ani dobre i społecznie i ekonomicznie, ani wskazane.

Tak, że tak… Trudna sprawa i dla tych co dziecku zakładają wielki hełm za każdym razem, gdy wsiada na trójkołowy rowerek oraz montują po 5 patentowych zamków w pancernych drzwiach, ale i dla tych którzy „mają w nosie” i uważają, że są nieśmiertelni (bo w świecie współczesnym starość i śmierć wypychamy na kompletny margines świadomości), a tak naprawdę są po prostu egoistyczni i niedouczeni.

Swoją drogą namawiałabym do jak najszybszej rezygnacji z masek na ulicach i w przestrzeniach otwartych (bo prawo nieprzestrzegane jest demoralizujące) i do OSTREGO przestrzegania tego wymogu w transporcie publicznym i sklepach!!! Posłać parę razy tam policję i dać trochę słonych mandatów – naprawdę nikt normalny się takiemu postępowaniu nie sprzeciwi.

Tymczasem tuż obok, na Białorusi prawie KAŻDY zna kogoś kto chorował, a nie daj Boże i zmarł na Covid i sytuacja epidemiczna jest naprawdę niesłodka… Jednocześnie zarówno na Białorusi jak i w Rosji mamy doczynienia z nagminnie zaniżanymi statystykami umieralności. I to zaniżanymi nie „prawdopodobnie”, nie – częściowo, nie choćby „o połowę”, a po prostu brutalnie, na chama – WIELOKROTNIE.

W sprawie epidemii oficjalna Białoruś (i Rosja zresztą też, tylko inaczej) żyje w stanie kompletnej fikcji. Jak to słusznie napisała jedna z moich współpracownic: nikt nie wie czy na „koronę” umiera dziś w Rosji 70 czy 700 osób dziennie. Na Białorusi pomimo nie stosowania niemal żadnych metod obrony przed epidemią – wg danych oficjalnych, charakterystyczny dla zakażeń wirusem SARS – COV 2 wzrost wykładniczy nadprzyrodzonym cudem się zatrzymał. Tak koło tysiąca dziennie. Dalej nie rośnie. No i na takiej Białorusi, niezależnie od tysiąca nowych przypadków umiera codzień tylko 4-5 osób. W Kanadzie przy tym samym (oficjalnym podkreślam) poziomie zachorowań – około 100. W Rosji rejstrowanie śmiertelności na covid trochę przyspieszyło ( bo sytuacja była zbyt groteskowa) ale i tak śmiertelność nie przewyższa 1% wykrytych przypadków. W Niemczech 4,5%. Nie ma to jak postsowiecka medycyna….

Testy, tańsze, głównie imunologiczne, które po tygodniu choroby pokazują wynik ujemny, zresztą często też wadliwe, jakieś liczne przypadki niediagnozowanych zapaleń płuc… Już liczone w dziesiątki przypadki zachorowań wśród lekarzy i personelu medycznego. Generalnie, mówiąc serio – po prostu koszmar.

Ale cóż, w postsowieckich reżymach autorytarnych, zgodnie ze starą, bolszewicką zasadą „jednostka zerem jednostka bzdurą”. A covid to niegroźna, mała plaga – plażka można by rzec. Trochę staruszków umrze, trochę jakichś niedomagających, a reszta pewno jakoś przeżyje… I to by było na tyle…

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich