Trelewizja z dwoma cyframi (nie chodzi o dwa zera) przeszłą samą siebie. Cały dzień płakali nad „tragedią”, jak dotknęła mieszkańców regionów przygranicznych z powodu zniesienia małego ruchu granicznego z Obwodem Kaliningradzkim. Puste sklepy, samotne pieski i kotki, płacząca staruszka w średnim wieku, bo „handel nie idzie”. Do tego Rosjanka z dwojgiem dzieci, również płacząca, bo nie stać ją na wizę, a do aquaparku w Gdańsku jechać z kacapskimi bachorami musi. Apokalipsa, panie, apokalipsa, a nawet jeszcze gorzej, bo nasz rząd, zdaniem rosyjskiej matki rozwrzeszczanych po sowiecku bachorów, „nasz rząd nie liczy się ze zwykłymi ludźmi”. Tu muszę powiedzieć, że Rosjanka nie powiedziała, o który rząd jej chodzi, czy jej „nasz”, czy nasz „nasz”, ale polski dziennikarz wybrnął z sytuacji i wskazał na Warszawę.

Nie wiem, czy ktoś orientuje się, co oznacza mały ruch graniczny. Bez wizy i praktycznie kontroli mieszkaniec Obwodu (teoretycznie mieszkaniec) może dojechać do Gdańska, Olsztyna i innych odległych miejscowości, odbyć spotkanie i wrócić. Nikt tego nie kontroluje, bo przy tej masie nie ma takich sił, a SG i Policja nie załatwi tego sama. Odkąd jedno z poprzednich kierownictw ABW polikwidowało biura zamiejscowe w tym rejonie, nikt praktycznie nie zabezpiecza operacyjnie tego obszaru. Chodzi mi o kontrwywiad i słowo „praktycznie”, bo teoretycznie „na piśmie” wszystko jest w porządku i szefowie odpowiednich delegatur „panują” nad sytuacją. Rosjanie o tym dobrze wiedzą, znają nasze siły i środki, więc nie zdradzam tajemnic, chociaż u nas należy utrzymywać przeciwnika w niewiedzy i wątłą pierś natężać, by wróg się przestraszył i uciekł. Do tego służą pieczątki, pisma i legitymacje w liczbie trzech.

Dobrze, że podjęto decyzję o zamknięciu małego ruchu granicznego. Zniszczonego kontrwywiadu nie da się tak szybko odbudować, a sytuacja nagli. W kontrwywiadzie zetknąłem się z wieloma przypadkami przenikania rosyjskich operatorów przez Kaliningrad do Polski. Gdańsk i Olsztyn był szczególnie przez nich ulubionym miejscem. Wiadomo dlaczego. Wydziały zamiejscowe panowały trochę nad tym. Bez nich staliśmy się łatwym celem.

Nie przesadzajmy też z tymi zamkniętymi sklepami. Handel będzie kwitł nadal, tylko my musimy wypracować procedury kontrolne i stworzyć system kontrwywiadowczego monitoringu owych „handlowców”.

Oczywiście, trelewizja powie, że to „zamordyzm” i działanie na korzyść Putina.