Panie DyRektorze – powiedziała sekretarka pracująca na zastępstwie. – pan były dyrektor już ma się dobrze, to znaczy on nigdy nie miał się dobrze, ale teraz jest najmniej źle. A to już jest dużo. Podobno nawet zaczął ćwiczyć fizycznie. Wykupił karnet na siłownię i basen.

– No i co z tego? – zapytał Pan DyRektor, beznamiętnie, jakby nie był zainteresowany sprawą. – A chory on był czy coś? – dopytał od niechcenia.

– Owszem, był niemocny na megalofobię. Bał się sam siebie samego w sytuacji, gdy udałoby mu się coś osiągnąć. Odpowiedzialność zawsze zrzucał w takich sytuacjach na innych. Mówił, że to zasługa zespołu, nie jego. A tymczasem zespół zaprzeczał…

– To się da jakoś leczyć? – zapytał troskliwie DyRektor?

– Teoretycznie tak, ale tego typu leczenie jest kilkuetapowe i wielowarstwowe, to są skomplikowane procedury medyczne, do tego nierefundowane przez NFZ. – odpowiedziała sekretarka.

– A z czego on obecnie żyje i czy wywiązuje się z obowiązków służbowych? – dopytał DyRektor.

– Dydaktyka OK, gorzej z dyżurami, ale na nie i tak nie przychodzi. W sumie robi swoje, ale to urodzony podróżnik. Wciąż gdzieś lata. Algieria, Cypr, Malediwy nawet. Upaja się podróżowaniem. Jakby szukał sam w siebie w tych odległych miejscach bo u siebie sam znaleźć się nie potrafi.

– Ciekawe, zamyślił się DyRektor. – Ciekawe dlaczego on jest takim, jakim jest. – zamyślił się.

– Może dlatego, że się znudził po prostu? – zapytała nieśmiało sekretarka zastępcza.

– Możliwe – powiedział DyRektor, otwierając na oścież okno swojego gabinetu, spoglądając w głąb puszczy okalającej uniwersytet. – Kiedyś też taki byłem, ale pozwolono mi przestać, westchnął ciężko. I zadumał się.

– Czyli mam mu zakomunikować, że mimo jego nędznego położenia, Uczelnia dołoży starań, by jego dodatkowo nie pognębić?

– Za długo już trwa nasza rozmowa, uważam ją za zakończoną. Dziękuję pani za dostarczone informacje. Z pewnością zostaną wykorzystane. W ramach określonych procedur.

Obraz Fran Soto z Pixabay