Aleksandra Kursa, adwokatka z Lublina, opisuje na Facebooku wtargnięcie do jej kancelarii dziennikarza TVP i próbę wymuszenia informacji o prowadzonej sprawie, które stanowią tajemnicę adwokacką. Dziennikarz opuścił lokal dopiero po wezwaniu przez prawników policji.
Pełna treść wpisu poniżej.
Długo zastanawiałam się czy powinnam publikować ten post na Facebooku, jednak po rozmowach z mądrzejszymi ode mnie i chcąc wyrazić stanowczy sprzeciw podobnym praktykom, przy wykorzystaniu momentu popularności, który właśnie trwa ;) uznałam, że warto.
Jak wiecie lub nie – jestem adwokatem. Z reguły nie publikuję nic na temat wykonywania zawodu, bo uważam, że najlepiej pracuje mi się w zaciszu gabinetu i na sali sądowej, a efekty mówią same za siebie.
Ale nie o tym.
W dniu 8 marca odebrałam telefon od osoby, która przedstawiła się jako reporter TVP Piotr Sułek z prośbą o stanowisko w sprawie, którą prowadzę. Odmówiłam komentarza powołując się na tajemnicę adwokacką oraz wolę Klienta, aby takich informacji nie udzielać, szczególnie w rozmowie z TVP. „dziennikarz” bardzo nalegał na wytłumaczenie się z podejmowanych w sprawie kroków, jednak bezskutecznie. Mogłoby się wydawać, że odmowa udzielenia komentarza jest zajęciem stanowiska i na tym kończymy.
Otóż bynajmniej, bo na pewno nie dla „dziennikarzy” TVP.
Nadmieniam, że absolutnie i bezgranicznie wierzę w wolność mediów. Uważam, że prawem i obowiązkiem dziennikarzy jest dociekać, pytać, drążyć i wyjaśniać, jednak przy uwzględnieniu wyśrubowanych, nałożonych na dziennikarzy norm etycznych.
A teraz do meritum.
W dniu 9 marca byłam w pracy – w siedzibie Kancelarii wraz z kolegami Adwokatami. Do biura, bez zapowiedzi i bez pozwolenia wszedł człowiek, który przedstawił się jako Piotr Sułek, dziennikarz TVP. Osoba ta nie okazała legitymacji służbowej, ja natomiast o to nie prosiłam, wszak jedynym stanowiskiem, jakie zamierzałam zająć, niezależnie od tego kim był ten człowiek, było to z dnia poprzedniego – nie udzielam żadnych informacji o prowadzonej sprawie. „dziennikarz” przyjął postawę nieustępliwą, żądając wyjaśnienia przyczyn i podstaw działania w sprawie. Jego pytania były natarczywe, a wypowiedzi prowokacyjne. Wobec postawy „dziennikarza” względem mnie – kobiety, adwokatki oraz w konsekwencji braku reakcji na kategoryczne żądanie opuszczenia Kancelarii do rozmowy włączył się kolega adwokat Maciej Burzyński. Przeszłam do swojego gabinetu, żeby dłużej nie uczestniczyć w próbie zainicjowania przez „dziennikarza” przepychanki słownej, Maciek natomiast grzecznie, w niebywale wyważony sposób, próbował wyprosić niechcianego gościa. Wszelkie dyplomatyczne działania okazały się bezskuteczne, a poziom bezczelności i prób prowokacji „dziennikarza” względem adw. Burzyńskiego osiągnął szczyty. Nie sposób było nie odnieść wrażenia, że Piotr Sułek robi wszystko, aby wyprowadzić z równowagi Maćka. W związku z tą niedorzeczną sytuacją, która trwała już kilkanaście minut, wróciłam do korytarza naszego biura prosząc Kolegę, aby ten wykonał telefon na Policję, ja natomiast po raz kolejny zażądałam od „dziennikarza” opuszczenia lokalu. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, nadal bez efektu. W odpowiedzi na moje milczenie na zadawane pytania, otrzymałam komentarz „dlaczego się śmieję, co oznacza ten uśmiech na mojej twarzy”. Wydaje się, że w momencie, kiedy „dziennikarz” uzmysłowił sobie, że za moment na miejscu pojawi się patrol Policji, postanowił opuścić lokal – jednak podkreślam, że nastąpiło to kilkanaście minut po pierwszym wezwaniu go do uczynienia tego. Odprowadziłam Piotra Sułka do drzwi, otrzymawszy przy tym groźbę, że „daje mi 10 minut na wytłumaczenie się”. Na klatce schodowej oczekiwało trzech mężczyzn z kamerami. W chwili, gdy chciałam zamknąć drzwi wejściowe „dziennikarz” zastawił je najpierw nogą, następnie całym ciałem mówiąc „chłopaki, nagrywajcie!” po czym zaczął krzyczeć „dlaczego uderzyła (bije) mnie pani drzwiami?”. Na tym nasze spotkanie się skończyło.
Opisuję to zdarzenie nie w obronie przed próbą oczernienia mnie w mediach publicznych, co zapewne nastąpi. Uważam jednak, że TVP nie jest w stanie naruszyć mojego dobrego imienia, bo to medium nie jest wiarygodne dla każdego myślącego człowieka i każdego, kto choćby trochę mnie zna ☺. Celem poinformowania o tym zdarzeniu jest coś innego, znacznie ważniejszego, a to pokazanie Wam, drodzy znajomi i obserwujący, jak ważna jest tajemnica zawodowa adwokata i jak niewygodną jest instytucją dla niektórych mediów i władzy. Z tego też wynikają ataki i nagonki, m.in. na adwokatów. Nie chcąc czynić dalszego, nieco przydługiego już wywodu, chciałabym głośno dać wyraz sprzeciwu wobec takich praktyk. Nikt, ale absolutnie nikt: żaden polityk, dziennikarz, śledczy ani żadna inna osoba nie może zmusić adwokata do wyjawienia informacji powziętych w ramach prowadzonego postępowania, czy to w drodze prośby, groźby czy obrzydliwej prowokacji. Tajemnica zawodowa adwokata nie jest dla nas – adwokatów, a dla bezpieczeństwa naszych Klientów. Wszelkie próby podważenia jej istoty, och jakże ostatnio popularne, są sprzeczne z zasadami prawa krajowego i międzynarodowego. Jasna rzecz, że nie powinno być postrzegane jako akt heroizmu sprzeciwienie się usłużnym władzy (tej czy innej) i odmówienie udzielenia żądanych przez przykładowo „dziennikarza” informacji, wszak nie jest to nasze adwokackie prawo, a obowiązek. Mimo to musimy wówczas liczyć z nagonką, szczególnie w sprawach o charakterze medialnym.
Chciałabym, żebyście mieli świadomość, że realia, w których przyszło nam funkcjonować są przerażające, a prawa obywatelskie są coraz bardziej ograniczane. To co pokazują „media” ma często niewiele wspólnego z rzeczywistością. Często wiele osób mówi, że takie sytuacje ich nie dotyczą. Pytanie tylko czy aby na pewno. Sytuacja, do której doszło w czwartek 9 marca pokazuje jak bardzo „dziennikarze” starają się wniknąć w przestrzeń, która nie jest dla nich przeznaczona, nie szanując żadnych, nawet ustawowo uregulowanych zasad, które służą dobru i bezpieczeństwu obywateli.
Nie mam dla Was mądrego podsumowania, proszę jednak o własne refleksje. Pamiętajcie, że to mogło dotyczyć Was i Waszej sprawy.
Jednak poza wszystkim, tak najzwyczajniej po ludzku, wyobraźcie sobie, że jesteście kobietą i rosły, obcy mężczyzna będący nieproszonym gościem na wasze wielokrotne prośby i wyraźne żądania nie chce opuścić zajmowanego przez Was lokalu. Fajnie?
I tak, cała sytuacja zostanie zgłoszona odpowiednim organom i służbom.
Autor: Aleksandra Kursa
Zostaw komentarz