Byłoby mniej śmiesznie, gdyby co piątek nadredaktor Adam Michnik (brat Stefana) na pierwszej stronie swojego periodyku publikował zdjęcie kolejnego „czerskiego” żurnalisty w białym prześcieradle z POdpisem UUUUUUUUUUUUUUUUUUU!. Ewentualnie mógłby straszyć w ten sam sposób w przerwie reklamowej piątkowych „Faktów” TVN.

 

 

 

Niestety, straszenie maluczkich nadred. Michnik zleca innym. W piątek 13 stycznia 2017 roku za „straszną babę” gazety wyborczej robiła Ewa Siedlecka.

 

To jej kolejna próba „straszenia Trybunałem”.  5 stycznia 2017 roku informowała, że sędzia Julia Przyłębska została wybrana Prezesem Trybunału Konstytucyjnego … nielegalnie.

 

Główna teza „strasznej baby”:

 

Przedstawiając kandydatury na prezesa Trybunału Konstytucyjnego prezydentowi, p.o. prezesa Julia Przyłębska naruszyła przepisy uchwalone przez PiS.

 

http://wyborcza.pl/7,75398,21204828,prezes-przylebska-nielegalna-zlamala-przepisy-ktore-uchwalil.html

 

Już tego samego dnia powyższą informację sprostował sędzia Trybunału Konstytucyjnego Michał Muszyński:

W czwartek, na stronie Gazety Wyborczej ukazał się artykuł zatytułowany „Prezes Trybunału Konstytucyjnego nielegalna? Złamała przepisy, które uchwalił PiS”. Jak zaznaczył sędzia, autorka przywołuje w nim przepisy z drugiej ustawy o Trybunale, która w okresie dokonywania wyboru prezesa, nie weszła jeszcze w życie. – Ustawa wprowadzająca przewidywała specjalny tryb jednorazowy dla szybkiego wyboru prezesa. Wszystko zostało przeprowadzone zgodnie z prawem – mówił Muszyński.

Wyjaśniał, że procedura głosowania była jednocześnie procedurą przyjęcia uchwały. – Przepis został wykonany – zaznaczył. Dodał, że treść artykułu stanowi manipulację danych przekazanych redakcji w ramach dostępu do informacji publicznej przez Biuro Trybunału.

http://www.polskieradio.pl/130/2792/Artykul/1712028,Sedzia-TK-o-artykule-w-Gazecie-Wyborczej-To-manipulacja

 

Próżno jednak szukać by było na papierowych czy też wirtualnych stronach „gazety” słowa na temat niekompetencji prawnej Siedleckiej.

Co więcej, „straszna baba” z Czerskiej jakby nigdy nic nadal pisze o Trybunale.

Tym razem „strachem na Lachy” ma być chaos prawny, jaki rzekomo nastąpi, gdy zgodnie z zapowiedzią Zbigniewa Ziobry doszłoby do unieważnienia wyboru trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego, jaki został dokonany jeszcze w 2010 roku (26 listopada).

 

Zdaniem Siedleckiej:

Jeśli odpowiednio dobrany skład TK unieważni wybór sędziów z 2010 r., to – jak wynika z tego, co pisze sam Ziobro – nieważnych będzie ponad 100 wyroków wydanych z ich udziałem. Spraw osądzonych w pełnym składzie było w tym czasie 51. W tym wyrok delegalizujący stan wojenny, ws. kościelno-rządowej Komisji Majątkowej, ordynacji wyborczej do parlamentu, ogródków działkowych czy zasad inwigilacji. Do tego dziesiątki skarg konstytucyjnych.

Powstanie chaos prawny na skalę po II wojnie światowej nieznaną.

Ale dla PiS koszty nie grają roli.

http://wyborcza.pl/7,75968,21236777,powstanie-chaos-prawny-na-nieznana-skale.html

 

Przyznam, że nawet nie posiadający wykształcenia prawniczego czytelnik powyższego powinien być zbulwersowany. Nie tyle jednak hipotetycznym chaosem prawnym, ile… pr(ł)acą Trybunału.

Podczas zamieszania wokół Trybunału Konstytucyjnego media zaczęły bacznie przyglądać się nie tylko pracy samych sędziów, ale też ich przywilejom. Jak ustalił jeden z tabloidów, pensja sędziego to prawie 20 tys. zł, do tego sporo „dodatków”, jak  m.in. darmowe mieszkanie, czy emerytura po 9 latach pracy.
W 2014 roku na pensje pracowników TK poszło niemal 16 mln zł. Najbardziej opłacani są sami sędziowie – dostają po około 19 tys. zł. Na konto przewodniczącego wpływa miesiąc w miesiąc niemal 23 tys. zł.
Średnia pensja pracownika Biura Trybunału Konstytucyjnego wynosiła w 2014 roku 6 tys. 664 zł. TK na podróże zagraniczne i krajowe swoich pracowników wydał w ubiegłym roku 340 tys. zł.
Sędziowie TK, którzy na stałe mieszkają poza Warszawą mogą ubiegać się również o pokrycie kosztów zakwaterowania w stolicy i zwrot wydatków za dojazdy. O specjalnym dodatku za rozłąkę z rodziną nie wspominając” – pisze „Fakt”.
Sędzia Trybunału na emeryturę może przejść już po zakończeniu 9-letniej kadencji i wynosi 75 proc. ostatniej pensji – około 14 tys. zł. 

http://niezalezna.pl/74252-zobacz-jak-zarabia-sie-w-tk

 

Tymczasem „straszna baba” z Czerskiej pisze, że w ciągu 7 lat Trybunał wydał aż 100 wyroków z udziałem wadliwie (zdaniem Ziobry) wybranych sędziów, 51 natomiast w pełnym składzie.

To oznacza, że rocznie na jednego sędziego Trybunału w ciągu roku przypadało niespełna 5 wyroków wydanych w niepełnym składzie TK, oraz 7 w pełnym.

No faktycznie, zapracowani jak cholera. 😉

Kto chce, niech sobie wyliczy koszty procedowania przed „najwyższym sądem”.

Prawnik z kolei będzie zastanawiać się nad meandrami „czerskiej myśli prawniczej”, która odkryła nowe znaczenie nieważności wyroku sądowego oraz nieważność wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Po ludzku mówiąc red. Siedlecka bałwanieje do kwadratu.

Otóż nie istnieje cos takiego, jak „nieważność wyroku”. Polski system prawa karnego co prawda przewidywał nieważność wyroku (od 1 września 1998 r. do 1 lipca 2003 r.) w uchylonych przepisach art. 101 i n. kodeksu postępowania karnego.

Ale to był wyjątek.

O nieważności wyroku pisał nie tak dawno (2016) warszawski adwokat Maciej Antoniak:

Cóż to za twór ta nieważność? Czy nieważność postępowania rodzi skutek w postaci nieistnienia wyroku? (…)Postaram się zatem ograniczyć do udzielenia odpowiedzi na pytanie postawione na wstępie, czy wada w składzie sądu orzekającego, polegająca na wydaniu orzeczenia przez mniejszą niż przewidziana w ustawie liczba sędziów, prowadzi do nieistnienia orzeczenia.

Wada wadzie nierówna. Rozwikłanie problemu ułatwia jednak fakt, iż w wydaniu orzeczenia nie uczestniczyła osoba nieuprawniona lub sędzia wyłączony z mocy ustawy, choć nawet wówczas stanowiłoby to jedynie podstawę do wniesienia skargi o wznowienia postępowania. Zarówno na gruncie prawa procesowego, jak i prawa handlowego koncepcja czynności nieistniejących miała na celu zapobieżenie wprowadzeniu do obrotu prawnego tych uchwał i orzeczeń, które obarczone są najbardziej doniosłymi wadami. Takimi, które dyskwalifikują możliwość ich funkcjonowania w rzeczywistości prawnej choćby do momentu stwierdzenia nieważności.

W postępowaniu cywilnym nieważność została unormowana w części poświęconej środkom odwoławczym. Sąd odwoławczy bierze ją pod uwagę z urzędu, jednakże wyłącznie w granicach zaskarżenia. Oznacza to w szczególności, że sankcję nieważności można uwzględnić jedynie wówczas, gdy została wszczęta kontrola instancyjna orzeczenia i to wyłącznie wtedy, gdy wadą nieważności objęty jest ten element postępowania, który znalazł się w granicach zaskarżenia. Nieważność postępowania nie ma zatem skutku ex lege, na co zwracają uwagę Sąd Najwyższy6 i przedstawiciele doktryny prawa procesowego. Przekładając z prawniczego na polskie, postępowanie nie jest zatem nieważne, a jedynie można je unieważnić.

Cóż ma na celu takie rozwiązanie legislacyjne? Wydaje się, że intencją ustawodawcy jest zapewnienie stabilności obrotu prawnego poprzez wyeliminowanie możliwości kwestionowania istnienia orzeczenia przez niepowołane do tego podmioty. Komornik wykonujący orzeczenie sądu powszechnego nie ma możliwości odmowy podjęcia czynności w sytuacji, w której dopatrzy się wady w składzie sądu, który orzeczenie to wydał.

Cóż jednak z orzeczeniami tych sądów i trybunałów, których orzeczenia mają charakter ostateczny, a do których przepisy kodeksu postępowania cywilnego stosuje się odpowiednio. Nie ma organu procesowego, który taką nieważność mógłby stwierdzić. Rodzi się wówczas pytanie, czy w takiej sytuacji kompetencja ta przysługuje każdemu, czy nikomu. Jeżeli zakładać racjonalność ustawodawcy i towarzyszące mu względy celowościowe, tj. dbałość o stabilność obrotu prawnego, to drugie rozwiązanie wydaje się bezpieczniejsze.

Można jednak postawić tezę o tym, że odpowiednie stosowanie przepisów kodeksu postępowania cywilnego w tym przypadku oznacza, iż nie powinno się ich stosować wcale. Taka wykładnia pozbawia jednak wszelkiego oparcia normatywnego umożliwiającego zrozumienie istoty i skutków analizowanego uchybienia. Uchybienia, którego samo istnienie niekiedy jest polemiczne. Może jednak właśnie – przy tak ważkiej kwestii – trzeba sięgać tak daleko. Jeżeli nie ma komu unieważnić wyroku, władza wykonawcza powinna wziąć sprawy w swoje ręce.

http://www.rozwiązywaniesporów.pl/2016/04/04/o-wyroku-ktorego-nie-bylo-2/

Do tej pory żaden skład sędziowski w Polsce (wcześniej w PRL) nie podważył orzeczenia Sądu Najwyższego z 14 stycznia 1957 roku:

Nieważność wyroku ogłoszonego przez sąd, choćby w niewłaściwym składzie, może stwierdzić tylko sąd instancyjnie przełożony – wskutek wniesienia środka odwoławczego (II CR 1107/54, OSNCK 1958, Nr 1, poz. 21 z glosą K. Stefki; W. Siedlecki, Przegląd, 1958, s. 658).

Nieważność postępowania nie uchyla sama przez się skuteczności i wykonalności orzeczenia sądowego dotkniętego nieważnością. Stwierdzenie nieważności postępowania i uchybienie z tego powodu orzeczeniu sądu niższej instancji (w całości lub w części) może nastąpić jedynie w wypadku zaskarżenia takiego wyroku. Ponadto stwierdzenie nieważności postępowania może nastąpić tylko w odniesieniu do tej części wyroku, która została zaskarżona. W pozostałej części, nawet dotkniętej nieważnością, wyrok staje się prawomocny (art. 363 KPC).

(Komentarz do Kodeksu Postępowania Cywilnego pod red. Zielińskiego, wyd. 9)

 

To podstawowy powód, dla którego „straszna baba” z Czerskiej jedynie straszy swoich czytelników tak samo, jakby o północy wyszła na cmentarz otulona białym prześcieradłem.

Po prostu nie istnieje instancja odwoławcza od wyroków Trybunału.

Nie ma więc organu, który mógłby stwierdzić wadę w postaci nieważności postępowania, co skutkowałoby uchyleniem orzeczenia.

Uchyleniem w procesie, albowiem polskie prawo nie zna „nieważności wyroku” z mocy prawa.

To dotyczy każdego orzeczenia w Polsce.

Nieznajomość elementarnych instytucji prawa polskiego, którą co rusz wykazuje Ewa Siedlecka mniej dziwi, gdy zerkniemy do jej notki biograficznej w wikipedii. Okazuje się, że z wykształcenia jest magistrem profilaktyki społecznej i resocjalizacji. Była zatrudniona w ośrodku Monaru na Mazurach, gdzie zajmowała się narkomanami i osobami chorymi psychicznie. W 1989 podjęła pracę jako dziennikarka w „Gazecie Wyborczej”, w której publikuje na tematy prawne, praw człowieka, społeczeństwa obywatelskiego, mniejszości seksualnych i religijnych, osób niepełnosprawnych i praw zwierząt.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ewa_Siedlecka

 

Dziwi natomiast publikowanie jej tekstów przez „wyborczą”, choć biją one w wizerunek „czerskich” jak mało które.

Już nie jako kłamstwo, bo od 1994 roku (Michał Cichy) wiadomo, że „wyborcza” jest wiarygodna inaczej, ale jako przykład zwyczajnej głupoty, podlanej obficie propagandą.

 

14.01 2017