Wkroczyliśmy w rok wyborczy, a czeka nas istny maraton – po jesiennych wyborach parlamentarnych wiosną przyszłego roku odbędą się przesunięte o sześć miesięcy wybory samorządowe oraz w normalnym terminie europejskie, a w czerwcu 2025 roku – prezydenckie.

 

Nie dziwi, że partie gromadzą fundusze, a i kampania w mediach rozpoczęła się na dobre. Pieniądze zawsze wzbudzały i wzbudzają duże emocje, a gdy stawka – jak w tegorocznych wyborach jest wysoka – oczywiste, że finansom największych graczy w tym wyścigu wszyscy uważnie się przyglądają. Od niedawna jest to łatwiejsze, gdyż w lipcu ubiegłego roku weszła w życie ustawa (zgłoszona przez Pawła Kukiza i zaakceptowana przez PiS), zobowiązująca wszystkie zarejestrowane partie do publikowania rejestru wpłat i umów.

Okazuje się, że tylko kilkanaście z 87 partii politycznych działających w Polsce podjęło jakiekolwiek czynności zmierzające do wykonania tego obowiązku.

Trudno się dziwić, że gdy tylko na partyjnych stronach internetowych pojawiły się pierwsze rejestry, dziennikarze sięgnęli do nich, a największe zainteresowanie wzbudziły oczywiście wpłaty na PiS. W ślad za pierwszym artykułem na ten temat, który ukazał się na łamach „Polityki”, wpłaty na partię rządzącą wzięli pod lupę dziennikarze programu „Czarno na białym”, Grzegorz Łakomski i Dariusz Kubik. W reportażu Do spółki z PiS. Finansowe plecy padały nazwiska osób, które dokonały największych wpłat na Prawo i Sprawiedliwość, a także funkcje, jakie ci ludzie pełnią w zarządach i radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Temat był eksploatowany przez pewien czas – wydanie specjalne „Czarno na białym” z udziałem twórców reportażu i ekspertów Fundacji im. Stefana Batorego oraz Open Spending EU Coalition, a następnie pytania do goszczących w studiu Faktów po Faktach polityków opozycyjnych i jednobrzmiąca teza, że to, co się dzieje, to „absolutna patologia, która nosi znamiona płatnej protekcji”. Pytania, o etyczny wymiar owych praktyk, czyli wpłat na fundusz partyjny pokaźnych kwot przez osoby zasiadające na kierowniczych stanowiskach w spółkach Skarbu Państwa, padały jeszcze podczas konferencji prasowych dotyczących innych spraw. Temat przestał jednak rezonować i – jak się zdaje – nie wzbudza już dziś większego zainteresowania.

Może warto zadać sobie pytanie, czy przywilej partii rządzącej, która ma możliwość i z niej obficie korzysta, aby obsadzać na wysokopłatnych stanowiskach zaufanych sobie ludzi, a potem czerpać wymierne korzyści z ich wpłat do kasy partii, to jakieś ostatnie novum, czy praktyka stosowana od lat. Także w samorządach, gdzie zaufani zasiadają w spółkach miejskich i też potem przed wyborami okazują dowody wdzięczności (robią to zresztą w swoim interesie, bo przy zmianie władzy utraciliby te posady, są więc zainteresowani, by do niej nie doszło). Jednak w samorządach to zupełnie inna skala. Tyle tylko, że wcześniej nie było to jawne i nie można było sprawdzić, kto i ile wpłacił.

Nieetyczne czy bezprawne

Przyjrzyjmy się zatem, jakie obowiązuje prawo. Finansowanie partii politycznych w Polsce realizowane jest z trzech źródeł:

1) dochody uzyskiwane z własnego majątku,

2) dochody od osób fizycznych w postaci składek członkowskich, darowizn, spadków oraz zapisów,

3) finansowanie z budżetu państwa.

Zabronione są wpłaty od osób prawnych, a darczyńcami mogą być wyłącznie polscy obywatele mający stałe miejsce zamieszkania w Polsce. Nie ma żadnego innego ograniczenia co do statusu tych osób, a więc członkowie zarządów i rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa mogą być tak samo darczyńcami jak każdy inny obywatel mieszkający w Polsce. Jedynym ograniczeniem jest wysokość wpłaty, nie może ona przekraczać w jednym roku 15-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę (w 2022 roku płaca minimalna wynosiła 3010 zł, a zatem maksymalna wpłata to 45 510 zł, w 2023 roku wzrosła ona do 3490 zł, czyli suma wpłat do partyjnej kasy nie może w tym roku przekraczać 52 350 zł). Prawo także nie przewiduje gromadzenia przez partię funduszy ze zbiórek publicznych i od anonimowych darczyńców.

Tego ostatniego, jak widać, nie doczytał Szymon Hołownia, bo jego partia pozyskiwała środki ze zbiórek, a także z finansującej ją fundacji. To wszystko jest niezgodne z prawem i dlatego dwa kolejne roczne sprawozdania finansowe Polski 2050 zostały odrzucone przez Państwową Komisję Wyborczą. Ten przypadek pokazuje zresztą jak trudno wejść na scenę polityczną nowym graczom, bo zasady finansowania z budżetu państwa uprzywilejowują istniejące już podmioty, które mają zapewnione środki budżetowe. Wręcz mówi się o zabetonowaniu sceny politycznej i nie sposób się z tym nie zgodzić.

Wracając do pytania o etyczny wymiar wpłat od członków zarządów spółek Skarbu Państwa stwierdzić trzeba, że prawo tego nie zabrania.

I nawet tak po ludzku rozumując, gdy ktoś otrzymuje (bez względu na to, czy ma odpowiednie kompetencje, czy też ich nie ma) wysokopłatne stanowisko z rekomendacji partii rządzącej, to chciałby je jak najdłużej utrzymać, jest więc osobiście zainteresowany tym, by wygrała ona w następnych wyborach. Płaci, bo po pierwsze, jest to zgodne z prawem, po drugie go na to stać, a po trzecie, jest osobiście zainteresowany poparciem tej partii w wyborach.

Także wtedy, gdy władzę przejmie opozycja, oczywiście na fundusz partii aktualnie rządzącej.

Z ciekawości zajrzałam do rejestrów wpłat i umów kilku partii (dostępne są na partyjnych stronach Biuletynu Informacji Publicznej). W 2022 roku na Prawo i Sprawiedliwość dokonane zostały 54 wpłaty w różnych kwotach, od 2 tys. zł do 45 tys. zł, co w sumie dało 1,265 mln zł (dziękuję Panu Tomaszowi Kuczborskiemu, dzięki któremu koryguję swój błąd, wcześniej pisałam, że to było prawie 2,5 mln zł). Niektórzy darczyńcy, jak Joachim Brudziński czy Ryszard Wasilek, dokonywali wpłat regularnie co miesiąc w niewielkich kwotach, jeden płacił po 2750 zł, drugi po 2000 zł. Mimo że wykaz zawiera imiona i nazwiska, miejscowość, datę wpłaty i kwotę, brak informacji o pełnionej funkcji wpłacającego. Aby się dowiedzieć, trzeba trochę jeszcze poszperać w internecie. W styczniu 2023 roku na Prawo i Sprawiedliwość już dokonano dziewięciu wpłat na łączną sumę ponad 300 tys. zł.

Zainteresowania nie wzbudził natomiast rejestr umów zawartych przez Prawo i Sprawiedliwość, bo istotnie z wyjątkiem umowy z Fundacją Lux Veritatis na transmisję na żywo Mszy św. za niebagatelną kwotę 36 900 zł nic tam specjalnie ciekawego nie ma. Umowy na obsługę fotograficzną wydarzenia, wynajem lokalu czy też sali opiewające na kwoty od dwóch do półtora tysiąca złotych. Nic bulwersującego.

Ciekawe rozwiązanie z publikowanym rejestrem przyjęła natomiast Polska 2050. W wykazie są imiona i nazwiska osób wpłacających, imiona ojca, miasto zamieszkania i daty wpłaty, ale brak wysokości dotacji. Tak więc nie można się dowiedzieć, na jaką kwotę opiewa łączna suma 23 wpłat (w tym sześć Szymona Hołowni). Można jedynie przypuszczać, że żadna z nich nie przekracza 45 350 zł, bo taki był ubiegłoroczny limit.

Skromny, bo jednoosobowy, rejestr wpłat przedstawiło Polskie Stronnictwo Ludowe – na jej konto wpłynęły tylko dwa przelewy po 1000 zł od prezesa powiatowego zarządu PSL w Katowicach Leszka Boniewskiego.

Podobnie na rzecz Porozumienia wpłat jest niewiele, a dokonali go dwaj politycy tej partii: Jarosław Gowin (20 tys. zł) i Stanisław Derehajło (cztery wpłaty po 5 tys. zł).

Ale chyba najciekawszy jest rejestr wpłat Platformy Obywatelskiej, bowiem przygotowana w odpowiedniej zakładce tabelka ze stosownymi rubrykami jest pusta. Nikt do tej pory nie dokonał żadnej wpłaty? Nawet eurodeputowani, którzy jak na polskie warunki nieźle zarabiają, a niektórzy nawet sporo dorabiają?

Obowiązek upubliczniania rejestrów partyjnych wpłat i umów nieco poprawia transparentność życia publicznego, ale do standardów amerykańskich wciąż nam daleko.

Nawet, jakby partie chciały uczciwie stosować obowiązujące przepisy, to każda robi to na swój sposób, co powoduje, że trudno jest zbierać z nich dane i porównywać. Trudno też sprawdzić, czy dana osoba finansuje różne, np. też opozycyjne partie.

W USA od lat funkcjonuje organizacja pozarządowa Open Secret, która pozwala sprawdzić, ile poszczególne osoby, ale także branże i firmy wydają na politykę, np. kto i ile wpłaca na konta demokratów i republikanów. Bez trudu można się dowiedzieć, że obie partie finansują np. Sam Bankman-Fried, Elon Musk, czy Lockheed Martin, a Mark Brzeziński nie wpłacał ani na demokratów, ani na republikanów, ani na Joe Bidena. Tam też nikogo nie dziwi, że osoby na stanowiskach wspierają polityków, wręcz przeciwnie, normą jest, że część stanowisk, w tym w Białym Domu, czy w placówkach dyplomatycznych, przypada wspierającym finansowo partię i nikomu by nie przyszło do głowy pytać, czy to etyczne.

Na pewno wprowadzony w lipcu ubiegłego roku obowiązek upublicznienia przez partie rejestrów wpłat i umów to krok w dobrym kierunku, ale dalece niewystarczający. Nie tylko brak możliwości łatwego wyszukiwania i porównywania danych, ale możliwości egzekwowania nałożonego na partie obowiązku. Choć ustawa przewiduje, że PKW ma prawo nałożyć do 30 tys. zł kary za uchylanie się od obowiązku upubliczniania rejestrów, to w praktyce nie może tego zrobić, bo brak trybu postępowania. Okazuje się, że Państwowa Komisja Wyborcza nie podlega pod Kodeks postępowania administracyjnego, jak inne instytucje publicznie, a z kolei w Kodeksie wyborczym nie określono żadnego trybu nałożenia kary, czyli de facto to prawo jest martwe. A więc zapewne po kilkunastodniowej ekscytacji wpłatami na rzecz PiS, dokonanymi przez członków zarządów spółek Skarbu Państwa, która notabene już ucichła, bo przykryła ją kolejna głośna afera nazwana Willa+ (to temat na osobny artykuł, więc nie będę go tu rozwijała), nikt do owych rejestrów już sięgał nie będzie. Bo i czego można się dowiedzieć, gdy np. brak kwot, albo tabelka jest pusta?

Według mnie, dopóki nie powstanie w Polsce organizacja na wzór amerykańskiej Open Secret, można by wprowadzić obowiązek wpisywania w oświadczeniach majątkowych składanych przez osoby zatrudnione  w administracji publicznej, które są do tego zobligowane ustawą,  informacji nt. wpłat na partię polityczną.

Egzekwowanie prawidłowości oświadczeń majątkowych funkcjonuje już od dawna i jest przewidziany tryb nakładania kar w przypadku zaistnienia uchybień. To prawo nie jest martwe.

Zapraszam do dyskusji na temat mojej propozycji.

Poniżej dla zainteresowanych podaję linki do rejestru wpłat i umów niektórych partii politycznych:

Prawo i Sprawiedliwość

http://bip.pis.org.pl/rejestr-wpat

http://bip.pis.org.pl/rejestr-umw

 

Solidarna Polska

https://solidarna.org/wp-content/uploads/2022/12/Rejestr-wp%C5%82at-Solidarna-Polska.pdf

https://solidarna.org/wp-content/uploads/2022/12/Rejestr-um%C3%B3w-Solidarna-Polska.pdf

 

Platforma Obywatelska

http://bip.platforma.org/rejestr_umow_i_wplat/

Polska 2050

https://bip.partia2050.pl/rejestr-wplat

https://bip.partia2050.pl/rejestr-umow

 

Polskie Stronnictwo Ludowe

https://psl.bip.org.pl/id/143

Porozumienie

https://pjg.org.pl/bip/

Tekst pierwotnie opublikowano na blogu www.twittertwins.pl

Autor: Małgorzata Wanke-Jakubowska
Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej