Władek Frasyniuk ulżył sobie w TVN mówiąc na głos to, co spora cześć Polaków myśli o nieoznakowanej jednostce „pograniczników” ministra obrony Błaszczka. Bohater historycznej opozycji zapewnie od razu poczuł się lepiej, jednak z punktu widzenia misji profesjonalnej telewizji newsowej (a taką jest TVN, w odróżnieniu od propagandowej TVP), cały incydent był niefortunny. Zarząd stacji słusznie przyznał to w publicznym oświadczeniu.

Chciałbym wierzyć, że będąc na miejscu Red. Grzegorza Kajdanowicza zareagowałbym przytomniej na taki wyskok gościa, ale pewności nie mam. Gdyby prowadzący reagowali za każdym razem, gdy zaproszone do studia osoby wygadują bzdury albo znienacka obrażają innych, połowa programów musiałaby kończyć się przed czasem. Poziom debaty publicznej w Polsce obniżył się dramatycznie w ostatnich latach. Rola dobrych dziennikarzy stała się czasami niemożliwa.

Frasyniuk doskonale wiedział co robi, określając gierojów Błaszczaka grubymi słowami. On z całego serca CHCIAŁ ich obrazić, dotknął nerwu żeby jego słowa zapiekły, osobiście i do żywego. Chciał zapewne, by w końcu do tych ludzi dotarło, co czynią i jak naprawdę są oceniani.

Polska klasa ludowa na co dzień posługuje sie językiem dość plugawym, ale w sytuacjach oficjalnych – jak wypowiedź dla mediów, zwracając sie do urzędnika czy choćby piszac podanie – oczekuje pełnego dekorum. Stąd gramatyka ludowa zawsze pisze Władza, Minister czy Wojsko z wielkiej litery. Naruszenie zasady dekorum wywołuje u klasy ludowej ogromne poruszenie (co dziś widać na narodowo-katolickich portalach) i autentycznie BOLI w ten sposób potraktowanych. Czują się upokorzeni nie z powodu tego, co robią, ale dlatego, że zostali potraktowani NIEGRZECZNIE, wystawieni na pośmiewisko. Nazwani pogardliwym słowem.

Gdyby Frasyniuk gadał o ludziach Błaszczaka, że sie za nich wstydzi, że przynoszą ujmę mundurowi a Polsce dyshonor, albo wskazywal jak tylu innych, że tajemniczy „pogranicznicy” łamią prawa człowieka, jego słowa spłynęłyby z zainteresowanych (oraz z tzw. prawicowych publicystów) te jak woda po gęsiach. Waląc prosto z mostu dobranym idiomem, Frasyniuk osiągnął swój cel.

Wyprowadził przeciwników skutecznie z równowagi, bo rozumie lepiej niz wielu innych ich kody kulturowe.

Z punktu widzenia TVN jednak, nasz bohater złamał arcyważną niepisaną umowę: goście i eksperci dobrych stacji newsowych unikają na antenie epitetów (podobnie jak wulgaryzmów i argumentów ad personam). Ich rolą nie jest ludzi obrażać, tylko z nimi dyskutować.

Wiem, to trudne; wdzisiejszych czasach, nie tylko w Polsce, merytoryczne dyskusje stają się coraz bardziej problematyczne. Jednak trzeba próbować, a gości łamiących zasady – niestety trzeba unikać. Dla jakościowych mediów są jak miny-pułapki na drodze.

Mam nadzieję, że ta sytuacja nie będzie kosztowała zbyt wiele nerwów kol. Kajdanowicza, ani nie zaszkodzi jego karierze, bo to zawodnik zawodowej ekstraklasy. A pracuje w wymagającym fachu, w którym nie da się uniknąć potknięć od czasu do czasu. Kto w telewizji newsowej robił, ten wie.

Autor: Mariusz Ziomecki
Polski pisarz, dziennikarz i publicysta. Do 1981 był dziennikarzem warszawskiej Kultury. W 1982 wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował jako jeden z głównych komentatorów dziennika The Detroit Free Press. W latach 1998–2000 dzielił funkcję redaktora naczelnego dwutygodnika Komputer Świat z Wiesławem Małeckim. Następnie w 2003 roku objął funkcję redaktora naczelnego dziennika Super Express (w 2006 roku zastąpił go Tomasz Lachowicz). Redaktor naczelny tygodnika Przekrój od 2006 roku (kiedy zastąpił na tym stanowisku Piotra Najsztuba) do lipca 2007 (stanowisko przejął Jacek Kowalczyk). W latach 2007–2008 był redaktorem naczelnym Superstacji i prowadził program Rezonans. Od września 2008 roku wydawca programu Konfrontacje w Polsacie, a od maja 2009 do końca lutego 2010 redaktor naczelny serwisu publicystycznego redakcja.pl. Od listopada 2009 do maja 2010 był redaktorem sponsorowanego przez Narodowy Bank Polski serwisu internetowego ObserwatorFinansowy.pl i jednocześnie doradcą Prezesa NBP. Następnie pracował dla firmy kosmetycznej Inglot. Od 2014 do 2018 roku na antenie Polsat News 2 prowadził program publicystyczny „Prawy do lewego, lewy do prawego”. Ma dwójkę dzieci, córkę Zuzę i syna. Jego pierwszą żoną była Ewa Junczyk-Ziomecka.