„Mylę się” – wbrew obiegowym opiniom, że nikt, nigdy, nikogo, nie przekonał do tego na Facebooku, TT, to w moim przypadku użytkownicy mediów społecznościowych osiągają największe sukcesy na tym polu. Jako zdeklarowany „prawak” muszę rewidować swoje poglądy, by nie kłóciły się z faktami, a gdy w jakiejś kwestii pozostaję przy swoim, to potrafię lepiej bronić swoich racji. To wszystko zasługa moich znajomych z innych baniek, którzy chcą i potrafią skonfrontować swoje poglądy z moimi.
Piszę o tym właśnie teraz, gdy część moich znajomych upaja się, że wreszcie Twitter i Facebook zrobiły porządek z D. Trumpem, a inni chcą uciec przed lewicową cenzurą na Parlera, Gab’a – „swoje” platformy społecznościowe, gdzie żadni „lewacy” nie będą ich zmuszać do konfrontowania się z inaczej myślącymi. Wyobrażacie sobie tę nudę, gdy na waszych ścianach będzie Tok FM Bis, gdzie wszyscy będą sobie nawzajem bisować, upajać się tym, jak bardzo się ze sobą zgadzają?
Kibicuję Parlerowi, Gab’owi, jako alternatywie dla Facebooka i Twittera, ale co jeśli i one za jakiś czas zaczną naśladować FB i TT, dla odmiany kasując konta osób o sympatiach lewicowych?
Jedna ze spraw, w której kompletnie się myliłem, to liberalne przekonanie, że kapitał nie ma narodowości, a kierujący się jedynie własnym zyskiem biznes wyreguluje wolny rynek. Okazało się, że na końcu zawsze są jacyś konkretni ludzie, ze swoimi sympatiami i fobiami, czujący się Niemcami, Francuzami, Amerykanami, Polakami, prawakami lub lewakami i podejmujący na bazie tego decyzje biznesowe, nawet gdy oznaczają one dla nich straty.
Jeden z lewaków, których nie chciałem kiedyś słuchać, napisał, że „demokracja kończy się wtedy, gdy korporacje mają więcej pieniędzy, niż państwa”. Kiedyś największe koncerny mogły zmieniać brużdżące im rządy w małych afrykańskich, azjatyckich, latynoamerykańskich państwach. Ale od tego czasu urosły do poziomu, przy którym nawet największe mocarstwa nie mogą czuć się bezpiecznie. Udaje się to tylko Rosji i Chinom, ale paradoksalnie tylko dlatego, że nie ma tam podlegających demokratycznej kontroli rządów, więc mogą sobie pozwolić na swobodne zniszczenie zagrażających potędze państwa firm, wysłanie ich właścicieli na stryczek, czy gułagów. Liberalne demokracje wobec potęgi Big Tech’ów są zupełnie bezbronne, bo te pieniędzmi, swoimi mediami, mogą zmienić wynik wyborów, wynieść do władzy bardziej posłusznych polityków.
W tym kontekście ciekawe będzie to, co zrobią z tą sprawą zwycięscy J. Biden i Demokraci? Czy ucieszą się tylko z uciszenia nielubianego D. Trumpa, czy też dostrzegą zagrożenie, jakim są dla demokracji największe koncerny i spróbują ograniczyć ich potęgę? Odpowiedź nie jest oczywista, bo trzeba tu oddać sprawiedliwość Lewicy, że to właśnie związani z nią publicyści, politycy, jako pierwsi i najgłośniej podnosili alarm, gdy Prawica bagatelizowała ten problem mantrą o rozwiązującym wszystko wolnym rynku. Pytanie, czy i teraz Lewica będzie chciała coś z tym zrobić, gdy Big Tech’y wzięły sobie na celownik jej przeciwników, czy uwierzą, że po rozprawieniu się z nimi wszystko wróci na stare tory, więc w sumie nie trzeba nic z tym robić.

P.S. Polecam ten artykuł z Rzeczpospolitej. Napisany 4 lata temu, a lepiej, niż jakikolwiek inny tekst opisuje znaczenie tego, co wydarzyło się 6 stycznia. Cenię sobie proroków, którzy prorokują przed, a nie po fakcie, którego dotyczą proroctwa czytaj tutaj.

Autor: Krzysztof Panek