Przedwczoraj Kuzynka przypomniała mi nagranie z youtube. Tam są zdjęcia, brzmi głos.

To głos biskupa polowego Wojska Polskiego, gen. broni Tadeusza Płoskiego. Jego przemówienie w Katyńskim Lesie 17.09.2007 r. Zdjęcia również z tego samego dnia.

Przyjazd do Katynia Lecha Kaczyńskiego.

Z nim było wielu spośród tych, na których czekaliśmy tam w Katyniu później, po kolejnych niemal trzech latach. Nie doczekaliśmy się. Można powiedzieć, że byliśmy faktycznie świadkami mordu dokonanego na nich. Zaproszeni zostaliśmy przez chłopaków, oficerów, do sektora z fotelikami, z samotnymi polskimi flagami i granatowymi parasolami dla nich. Dwa z tych parasoli mam do dziś.

Tego dnia, 17.09.2007 r. miało miejsce pewne dziwne wydarzenie. Odnosiło się do mnie, tak to odebrałem. Po złożeniu hołdu zamordowanym w Katyniu przez Pana Prezydenta i nas wszystkich do mnie podszedł ks. infułat Roman Indrzejczyk, prezydencki kapelan. Wysoki, szczupły, siwy. Uśmiechnął się do mnie jak do dawnego znajomego,najwyraźniej chciał coś powiedzieć. Ale pojawiła się jakaś Rosjanka i łamanym polskim powiedziała że Pan Prezydent opuszcza już Cmentarz, a ksiądz ma dołączyć do niego. Fałszywy uśmiech towarzyszył tym słowom w niepoprawnej polszczyźnie z ich typowym akcentem. Ksiądz znowu uśmiechnął się do mnie, wzruszył ramionami i poszedł za Rosjanką. Często wracam do tego wspomnienia, i myślę o czym chciał porozmawiać ze mną ksiądz infulat Indrzejczyk, kapelan Prezydenta, zamordowany później na tym samym miejscu razem ze swym duchowym synem i nie nim jednym z tych którzy był w Katyniu 17 września 2007 r. Bóg zechciał żeby ta ruska zakłamana ciota przeszkodziła nam . Bóg dopuścił żeby jej rodacy zabili tu niecałe trzy lata później kapelana, Prezydenta, całą naszą Elitę. Taki jest plan Boga. Obecnie dane nam jest być świadkami wypełniania się niektórych punktów tego planu.

Wiele wzniosłych i pięknych słów powiedziano i napisano w tym temacie.

„…bo wolność krzyżami się mierzy,
historia ten jeden ma błąd”.

„Brukowały wasze kości
naszą drogę ku wolności”.

Itd.

Tak to jest, wedle Boga oraz historii. Nie ma z czym dyskutować.

Zresztą wspominam, jak ksiądz w oficerskim mundurze niedaleko ołtarza przy Murze Pamięci podał mi obrazki z Matką Boską, Hetmanką Wojska Polskiego, błogosławieństwo ks. biskupa Płoskiego, tak tam napisano. Ten ksiądz miał bardzo miły uśmiech, dobrą młodą twarz. Też został zamordowany 10 kwietnia, leciał w tym samolocie. Jak i jego biskup.

Po uroczystościach w Katyniu wszyscy przyjechali do katolickiej parafii w Smoleńsku. Na kościelnym dziedzińcu robili sobie zdjęcia. Dzieci śpiewały „Płynie Wisła, płynie”. Bp. Płoski żartował po rosyjsku: „a znam rosyjski, jam generał!”. Nie szczycił się tym, powiedział to z typową naszą ironią.

Prezydent odjechał wcześniej niż planował, bo premiera filmu Katyń w Warszawie miała się odbyć także wcześniej, zatelefonowali. Pożegnali nas z Panią Marią i odjechali z „borowikami” na lotnisko Siewerny. Na to samo.

Tak, krzyżami się wolność mierzy, a droga ku wolności wybrukowana kośćmi. Tylko dziwnie że kośćmi ks. Indrzejczyka, poety, dobrego kapłana i świetlanego człowieka, z którym wycieczki rowerowe pamiętają po dziś dzień jego parafianie. I tego drugiego kapelana w mundurze, o dobrym uśmiechu. I krewniaczki leżącego w katyńskim grobie gen. brygady Mieczysława Smorawińskiego, starszej Pani. I drugiej starszej Pani, „Pani Solidarność” Anny Walentynowicz, której szczątki dotychczas są nie wiadomo gdzie przez oprawców i ich wspólników na wzór Kopacz. I biskupa polowego Płoskiego, jaki śmiejąc się i podnosząc palec z udawaną powagą mawiał na kościelnym dziedzińcu po rosyjsku: „jam generał!”. I Pana Lecha, który będąc prezydentem Warszawy prosił mieszkańców aby dokarmiali bezdomne koty, trzech przynajmniej na podjazd. I Pani Marii, która nie chciała żyć w Belwederze bo koleżanki do niej nie mogły tam dotrzeć. Po mordzie na nich do Belwederu ochoczo wlazły bydlęta, jakie po wypieprzeniu ich stamtąd ukradły nawet Gęsiarkę…

A jak sprzeczać się z Bogiem. Tylko się modlić. No, i pytać się: dlaczego, Panie? Jak pytamy się już od sześciu lat.

Wielu wołało i woła: nigdy nie dowiemy się prawdy o Smoleńsku. To guzik prawda. Dowiemy się, i to wkrótce. Szczegóły, imiona nie tylko oprawców, a nawet klientów, wszystkich, w rządach świata i nad rządami. Tajemnicą pozostanie plan Boga i odpowiedz na to „dlaczego”. Przynajmniej na tym świecie.

Zresztą cóż to ja, coś z tego planu boskiego zostaje widzialnym. Choćby ten, ot, artykulik, to przecież znak Ich obecności. Są daleko, ale są. Inaczej jakby powiedział Jarosław do swego Brata: Panie Prezydencie, melduję wykonanie Pana zadania. Myślał pewnie coś więcej, niż wypowiedział oficjalnie.

Kiedy Prezydenta i Pierwszą Damę wieźli na Wawel, Ich mordercy, obecni także wśród idących za lawetami, tryumfowali. Mieli nadzieję pogrześć razem z Lechem i Marią Ich epokę. A to był tylko jej początek.

Dziś skandują: Duda na Wawel. To ich bydlęcy lęk skanduje. Bo wiedzą: drugiego Smoleńska nie dopuścimy. Będzie drugi Grunwald, drugi Cud nad Wisłą. Będzie owszem wyglądał inaczej, ale ich rozgromienie i klęska będą na skalę grunwaldzkiej, bo globalnej.

W Smoleńsku czarne światowe siły rękoma moskalskimi obudziły takiego smoka, jaki ich spali i połknie.

A głos biskupa polowego Wojska Polskiego za zdjęciami na nagraniu przypomina nam Słowa Chrystusa: miłujcie wrogów waszych. Może na tym i polega miłość do wrogów, oby ich zmiażdżyć, ukarać. Siostrzeniec Babci, żołnierz AK mawiał: „szabelką k…ę po łbie, a potem do konfesjonału”. Zawisza Czarny też lubił wrogów Polski, – krzyżaka, jak piszą, rozwalał na pół jednym uderzeniem swego „scyzoryka”. Jak na mnie, dobry komentarz do Pisma Świętego. Dobre rekolekcje.

Biskup polowy mówi na tle zdjęć z tego dnia: zbliżenie z Rosją niemożliwe bez potępienia przez nią wszystkich zbrodnie stalinowskich. Jeżeliby tylko stalinowskich… Zastanawiam się, co powiedziałby dzisiaj zamordowany przez moskalskich oprawców ksiądz biskup gen. broni Tadeusz Płoski. Czy powiedziałby, że zbrodnie przeciwko ludzkości, zbrodnie ludobójstwa to sama Rosja. A spodziewać się po niej potępienia samej siebie tak samo jak czekać od dziedzicznego potwora doktora Josefa Mengele gorzkich żalów z powodu jego bestialskich badań i wytypowania do nich na króliki doświadczalne dzieci praojca Adama.

Nie wiem czy powiedziałby. A ja to powiem. Tak dyktuje samo życie. Także historia, w tym nasza polska, naszej walki, naszego męczeństwa. Dwóch zamordowanych w Smoleńsku to akurat współpracownicy Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Andrzej Przewoźnik, Stanisław Mikke. Szczątki pierwszego okradła moskalska bestia o dwóch nogach. Egzemplarzy książki drugiego „Śpij, mężny” o ekshumacjach w tym samym Lesie wdeptano w smoleńskie błoto moskalskim butem.

Ten kraj szatana musi zniknąć z mapy świata. Kropka.

A za nas tego nikt nie zrobi. Niech rozpadają się. Oczywiście że istnieje pewne niebezpieczeństwo, ale nie takie jak teraz. Bez ćwiczeń nuklearnego ataku na Warszawę i desantu na Pomorze. Naszą Elitę zamordowano by znowu nas zniewolić. Smok smoleński miał pożreć Polskę i nas. Ale stało się odwrotnie. Jego ofiarą Rosja.

I nie tylko ona…

Też plan Boga. Okrutny jest, jak na nasz rozum. Ale sprawiedliwy, jak widzimy po 6 latach.

Głos biskupa Płoskiego nawołuje nas do przebaczenia, tego chrześcijańskiego. Ja rozumiem to tak: nie utracić twarzy ludzkiej i duszy boskiej wobec dzieł szatana. Nie tracić Wiary. Cieszyć się z życia, kochać, śmiać się i żartować, tworzyć piękno i dobro.

I pamiętać. To tylko dodaje piękna.