Odejście filozofa, profesora Henryka Skolimowskiego to koniec pewnej epoki. Jej istotną treść życie nakazało pisać temu wielkiemu uczonemu poza granicami Ojczyzny.

Po bogatych wielokierunkowością i wspartych wybitnymi autorytetami naukowymi Kotarbińskiego i Ajdukiewicza studiach w Polsce, skierował swe kroki do Oksfordu, gdzie obronił pracę doktorską. Od tej pory jego błyskotliwa kariera rozwijała się w świecie – przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, z czym nie pozostawał w sprzeczności rosnący w czasie Skolimowskiego wobec nich krytycyzm.

Henryk wychował tam całą generację uczniów, których pełen czci i oddania stosunek do Mistrza miałem osobiście okazję obserwować.

Po kilkudziesięciu latach owocnej pracy – ostatnio i najdłużej na Uniwersytecie Michigan – powrócił do Polski, gdzie … niewielu o Nim wiedziało, czy wręcz słyszało.

Będąc już emerytem nie uchylał się od pracy z adeptami i pełen energii organizował coraz to nowsze przedsięwzięcia – kursy, wykłady, konferencje (m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim: „Towards a New Renaissance – Spirituality, Values and Future”).

Jego naturalna charyzma w krótkim czasie przysporzyła mu znaczne grono wielbicieli i studentów, z entuzjazmem podejmujących zagadnienia najnowszej dziedziny, stworzonej przezeń: ekofilozofii.

Mimo podejmowanych przez wielu, w tym niżej podpisanego, wysiłków, by postać i dorobek tego znakomitego uczonego spopularyzować poprzez media, pozostał on osobą w nich praktycznie nieobecną, czego nie da się inaczej, jak krytycznie skwitować.

Aktywność intelektualna Henryka gwałtownie osłabła w ostatnich dwóch latach – nieubłagane prawa biologii zadziałały nagle, postępując szybko.

Nie tylko pod sztandarem filozofii – także pisząc poezje, rzeźbiąc i tworząc Henryk Skolimowski wszedł w smugę cienia… Nie! Odszedł do Światłości, której tu na Ziemi był ewidentną emanacją.

Żegnaj Mistrzu i Przyjacielu – obdarowałeś nas swą obecnością i skierowałeś w stronę prawdziwego poznania rzeczy: takich, jakimi są.